
Krajowa perła w koronie eksportu, jaką jest rodzima branża AGD, jest zagrożona jak nigdy wcześniej. W wyścigu o światowy rynek na coraz wyższe obroty wchodzi konkurencja z Chin. Polscy producenci natomiast nie mogą przyspieszyć swojego bolidu, bo uniemożliwia to im unijna polityka proklimatyczna. Jakby tego było mało, stale ubywająca liczba pracujących rodaków sprawia, że już wkrótce nie będzie miał kto wymienić im opon w czasie pit stopu.
- Teza. Przez ponad 30 lat Polska wypracowała sobie tak silną pozycję w łańcuchu unijnego wytwarzania AGD, że dziś jest niekwestionowaną liderką UE tak w produkcji, jak i eksporcie sprzętów użytku domowego. Jednocześnie jej pozycja, jak i całej Unii, jest zagrożona jak jeszcze nigdy wcześniej.
- Dowód. Wszystko przez coraz silniej naciskającą konkurencję z państw trzecich – głównie z Chin, choć także i Turcji. Sami sobie nie ułatwiamy rywalizacji, ponieważ w dobie coraz agresywniejszej ekspansji rywali, rodzimych producentów dociskają do ściany unijne regulacje związane z polityką klimatyczną.
- Dowód. Jakby tego było mało, już wkrótce sektor stanie przed wyzwaniem, jakie jeszcze kilkanaście lat było nie do pomyślenia – braku rąk do pracy. Przy braku szans na zwiększenie się migracji do Polski, jedyną szansą branży będzie ucieczka do przodu poprzez maksymalną robotyzację produkcji.
- Efekt. Choć dziś polscy producenci dzierżą palmę pierwszeństwa w Unii, to za kilka lat może okazać się, że będą musieli ją przekazać innemu krajowi członkowskiemu. A nawet jeśli uda się im ją obronić, to może i tak ta gałązka może wyschnąć w naszych rękach wobec „zalewu” tanich produktów z państw trzecich.
AGD perłą w koronie eksportu, która blaknie. Spis treści
AGD jest polską perłą eksportu. Od wielu lat producenci działający na naszym rynku windują nasz kraj do czołówki światowych dostawców dużych sprzętów domowych. Nie inaczej było w 2025 r., kiedy to mieliśmy 9-proc. udział w globalnym eksporcie dużego AGD. Ustąpiliśmy wyłącznie Chinom – wynika z „Raportu rynku AGD 2025/2026” Związku Pracodawców AGD – APPLiA Polska.
Polska potęgą europejskiego AGD
Nie może zatem dziwić, że jesteśmy największym producentem w Unii Europejskiej i odpowiadamy za ok. 39 proc. dużego AGD powstającego na Starym Kontynencie. Żeby zobrazować skalę, wystarczy wskazać, że na ok. 80 europejskich fabryk 30 działa nad Wisłą. Dominację widać w przypadku poszczególnych kategorii produktów, np. aż 58 proc. pralek, suszarek do ubrań i zmywarek produkowanych w UE pochodzi z rodzimych zakładów. W przypadku piekarników odsetek ten wynosi 34 proc., a lodówek – 28 proc.
Przekładając powyższe informacje na konkretną liczbę – w 2025 r. w krajowych zakładach wyprodukowano łącznie 26 mln sztuk AGD (23 mln to urządzenia wielkogabarytowe). To o 4 proc. mniej niż rok wcześniej i porównywalnie z danymi za 2023 r. Wtedy to przedstawiciele branży w rozmowie z Pulsem Biznesu przyznawali, że pod względem produkcji sektor cofnął się niemal o dekadę. Zresztą nie ma co nawet porównywać ostatnich lat do rekordowego 2021 r., kiedy to nad Wisłą z taśm produkcyjnych zjechało ok. 35 mln sztuk AGD.
Cały czas jednak mówimy o eksporcie, a jeszcze słowem nie wspomnieliśmy o krajowej konsumpcji. Otóż w 2025 r. w Polsce sprzedano 6,65 mln sztuk dużego AGD. Z jednej strony to o 1 proc. mniej niż rok wcześniej, ale z drugiej – jest to lepszy wynik niż w 2019 r., ostatnim przed pandemią, kiedy to Polacy kupili 6,4 mln tego typu urządzeń.
Co istotne, wartość tego segmentu jednak zmalała o 2 proc. rok do roku i zamknęła się w kwocie 9,5 mld zł netto. Zarazem największy udział ilościowy miały pralki, których sprzedano ok. 1,5 mln sztuk. Tuż za nimi znalazły się lodówki i zamrażarki (1,34 mln sztuk).
Na przeciwnym biegunie znalazła się wartość rynku małego AGD, który w minionym roku rósł o 9 proc. i osiągnął wartość ok. 4,5 mld zł. Producentom i handlowcom udało się sprzedać ok. 15 mln urządzeń. Prawdziwym hitem sprzedażowym minionego roku były air fryery i ekspresy do kawy, których sprzedano po 1 mln sztuk.
Europejscy producenci odczuwają skutki polityki klimatycznej
Do tej dotychczasowej beczki miodu trzeba dodać jednak potężną łyżkę, czy wręcz chochlę, dziegciu. Raport producentów AGD bowiem jasno wskazuje, Polska poprawia swoją pozycję w UE na skutek kurczącej się produkcji europejskiej. Jak czytamy w raporcie, w 2024 r. produkcja wewnątrzunijna zaspokoiła tylko 56 proc. zapotrzebowania konsumentów europejskich – pozostały wolumen dostarczył import.
I tak np. w przypadku chłodziarek doszło do historycznej zamiany miejsc – przed dwoma laty import tego rodzaju produktów był rzędu 12,6 mln sztuk i tym samym prześcignął unijną produkcję, która wyniosła 10,6 mln. A zatem 53 proc. chłodziarek, które trafiły na rynek, pochodziło spoza UE. W przypadku pralek i suszarek import i produkcja własna idą łeb w łeb – obie zanotowały wyniki rzędu po 16,3 mln sztuk. Branża lokalna jednak spodziewa się prześcignięcia przez konkurentów globalnych w kolejnych latach.
Ogólnie zaś w ciągu pięciu lat produkcja dużego AGD w Unii zmniejszyła się z 67 mln sztuk do 52 mln w 2024 r. – podała agencja Newseria. Głównymi konkurentami – jak wynika z kolei ze wspomnianego raportu – pozostają Chiny (38 proc. globalnego udziału w imporcie) i Turcja (8 proc.). Producentom urządzeń domowych doskwierają te same problemy, co innym branżom.
Kurczący się rynek dla polskiego AGD
– Polska branża AGD nadal pozostaje konkurencyjna w skali globalnej, choć stopniowo traci ona swoją przewagę na rzecz przemysłów spoza UE. Za ten stan rzeczy odpowiadają przede wszystkim rosnące koszty produkcji, których ważną składową są koszty zatrudnienia, ETS1 oraz ogromne obciążenie legislacją z zakresu klimatu i środowiska – wymienia w rozmowie z Biznes Enter Wojciech Konecki, prezes APPLIA Polska. I dodaje:
Od początku tego roku koszty ETS, oprócz elektryczności, obejmują również stal, aluminium czy cement, czyli surowce niezbędne do produkcji AGD. Producenci tych surowców muszą wykupywać uprawnienia do emisji CO2 na poziomie 2 proc. w 2026 r., ale poziom ten będzie co roku wrastał, by w 2030 r. wynieść 50 proc., a w 2034 r. – już 100 proc.! Obciążenie legislacyjne sprawia, że co pół roku firmy muszą dostosować się do kolejnego pakietu nowych przepisów. To ogromne wyzwanie.
Jak pisaliśmy w Biznes Enter, niejako wyrównaniem szans ma być unijny mechanizm dostosowywania cen na granicach (Carbon Border Adjustment Mechanism, CBAM), obowiązujący od 1 stycznia 2026 r. Jak on działa? W uproszczeniu: jeśli unijny importer będzie sprowadzał towar, którego produkcja na terenie UE jest obwarowana uprawnieniami w ramach ETS-u, to będzie musiał na granicy Unii uiścić opłaty za emisje odpowiadające kosztowi, jaki musieliby ponieść lokalni producenci z tytułu wytworzenia towaru, który sprowadza.
Przedstawiciele branży wskazują, że ten mechanizm powinien nieco wyrównać szanse europejskich firm w starciu z pozaunijną konkurencją. Zaraz jednak zauważają, że dotychczasową rekompensatą były tzw. bezpłatne uprawnienia do emisji dla producentów z UE, które mają być stopniowo wycofywane do 2034 r. wraz z rozszerzaniem działania CBAM-u (choć w Europie toczy się dyskusja nad utrzymaniem liczby darmowych uprawnień).
CBAM – nowy podatek dla polskich producentów
– Wejście w życie ostatecznego systemu CBAM stanowi przełom, ponieważ import żelaza, stali, aluminium i cementu podlega obecnie tej samej cenie emisji w UE, co w ETS. Jednak w pierwotnej wersji rozporządzenia w sprawie CBAM pominięto przypadek produktów gotowych zawierających surowce już objęte zakresem, takich jak urządzenia gospodarstwa domowego – mówi Radosław Maj, dyrektor projektów APPLIA Polska.
I podaje przykład, by zrozumieć, co to oznacza. Unijny producent pralek będzie musiał zapłacić za emisję dwutlenku węgla za ok. 70 proc. surowców zawartych w jego produkcie – głównie za żelazo, stal i cement. Z kolei pralkę wytworzoną w państwie trzecim można wwieźć na teren UE bez konieczności ponoszenia kosztów związanych z emisją.
Sytuacja ta powoduje nierównowagę konkurencyjną ze szkodą dla producentów unijnych – zagrażając europejskiemu wzrostowi gospodarczemu, inwestycjom i miejscom pracy – i z korzyścią dla towarów importowanych produkowanych poza UE. W wyniku rozszerzenia ETS na surowce, producenci AGD w Polsce poniosą roczny koszt na poziomie 475 mln zł. A zatem rozszerzenie CBAM powinno koniecznie objąć również pozostałe kategorie dużego AGD, w tym zmywarki, piekarniki okapy czy kuchennie do gotowania.
Radosław Maj, dyrektor projektów APPLIA Polska, dla Biznes Enter
Kryzys demograficzny przyspieszy automatyzację produkcji
Osobnym problemem jest też demografia. Stale kurcząca się liczba Polaków w wieku produkcyjnym przynosi dość oczywisty skutek: brak rąk do pracy. – Szacuje się, że przez kolejne dekady z rynku pracy znikać będzie ponad 100 tys. osób rocznie – to wielkość zatrudnienia całej branży AGD w Polsce, wliczając poddostawców komponentów, sprzedawców i pracowników serwisowych – punktuje prezes APPLiA Polska.
Skąd taka liczba zatrudnionych? Same firmy produkcyjne oraz importerzy zatrudniają ok. 30 tys. osób – większość z nich (ok. 24,2 tys.) stanowią pracownicy fabryk, zaś pozostali pracują w działach handlowych (ok. 3,2 tys.) oraz centrach usług i R&D (ok. 2,5 tys.).
Największymi pracodawcami są firmy: BSH Sprzęt Gospodarstwa Domowego, Electrolux Poland (który ostatnio ogłosił plany redukcji zatrudnienia), Beko Europe, Samsung Electronics Poland Manufacturing oraz Amica odpowiadające łącznie za 77 proc. zatrudnienia w sektorze. Natomiast kolejne 24 tys. zatrudnionych osób przynosi pięciu największych dystrybutorów AGD nad Wisłą (Media Expert, Euro-RTV-AGD, Media Markt, Neonet, Max Electro). Za pozostałą część zatrudnionych odpowiadają wspomniani poddostawcy czy serwisanci.
Jak zatem uzupełnić powstające wakaty? Raczej nie przez pracowników zagranicznych. Choć w ostatnich miesiącach debata publiczna w Polsce dotycząca migracji przycichła, to jednak atmosfera dla polityki zasypywania dziur kadrowych przybyszami nadal jest – łagodnie ujmując – niesprzyjająca. Wystarczy tutaj wspomnieć, że trzy czwarte Polaków (75 proc.) opowiada się przeciwko migrantom – wynika z lutowego sondażu Opinia24 dla RMF FM. W styczniu natomiast w badaniu United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski dwie trzecie pytanych (66,3 proc.) opowiadało się za ograniczeniem migracji spoza Unii Europejskiej.
Przedstawiciele branży AGD zdają sobie sprawę z realiów, w jakich przyszło im działać i wiedzą, że na rynku w ciągu kilku lat nie pojawią się magicznie rzesze tak potrzebnych pracowników. Szczególnie że – jak pisaliśmy w Biznes Enter – nawet ewentualne zakończenie wojny w Ukrainie nie przełoży się na wzrost pracowników ze Wschodu w Polsce. Jaką zatem mają receptę na bolączki kadrowe?
Zdajemy sobie sprawę, że w najbliższym czasie pracownicy z zagranicy nie będą w stanie skutecznie uzupełnić luk kadrowych. Dlatego tak istotny jest rozwój automatyzacji i robotyzacji w fabrykach, który w Polsce jest na bardzo niskim poziomie; na 10 tys. pracowników przypada w naszym kraju jedynie 81 robotów, podczas gdy średnia unijna wynosi 219.
Wojciech Konecki, prezes APPLIA Polska, w rozmowie z Biznes Enter
Dodajmy, że z lutowego raportu Głównego Urzędu Statystycznego wynika, iż w przetwórstwie przemysłowym (do którego wlicza się też produkcja AGD) we wrześniu 2025 r. pracowało 2 mln 739 tys. osób, czyli 18,1 proc. ogółu pracujących w gospodarce narodowej. Udział ten był o 0,1 pp. mniejszy niż we wrześniu 2024 r. Z kolei średnia wieku pracujących Polaków to 43,1 lat, podczas gdy jeszcze 12 miesięcy wcześniej – 42,8 lat.
Azjatycka konkurencja wchodzi „z buta”
A może jednak nie jest tak źle i raport utrzymany jest w nieco zbyt katastroficznych barwach? Spytaliśmy o to przedstawiciela branży. – Raport Applii trafnie diagnozuje obecne wyzwania rynku AGD – odpowiada Marcin Głodek, Managing Director CEE w Versuni (będącej członkiem związku APPLiA Polska).
– Z perspektywy firmy Versuni, rozwijającej portfolio domowych urządzeń marki Philips, warto jednak podkreślić, że mimo zawirowań makroekonomicznych, region Europy Środkowo-Wschodniej (CEE) niezmiennie pozostaje jednym z najsilniejszych i najbardziej perspektywicznych rynków na świecie, wykazując stabilny rozwój – dodaje.
To, co – w jego ocenie – stwarza obecnie największe zagrożenie dla rynku europejskiego, to zmiany właścicielskie w handlu detalicznym. Wystarczy tu wspomnieć o planowanym przejęciu Ceconomy, właściciela marek MediaMarkt i Saturn, przez chińskie JD.com. Wartość tej transakcji jest szacowana na ok. 2,2 mld euro i czeka już tylko na zielone światło ze strony regulatorów antymonopolowych.
Przejmowanie dużych sieci handlowych oraz marek przez zagraniczny kapitał, głównie azjatycki, generuje presję handlową i cenową. Zwiększa to też ryzyko faworyzowania azjatyckich platform typu marketplace oraz marek własnych (private labels). W konsekwencji może to wpływać na rynkową pozycję tradycyjnych producentów takich jak Versuni.
Marcin Głodek, Managing Director CEE w Versuni, dla Biznes Enter
Oczywiście geopolityczne tarcia na poziomie globalnym mają też wpływ na produkcję krajową. Nasz rozmówca zwraca uwagę, że obecnie znów mamy do czynienia z niestabilnymi łańcuchami dostaw poprzez napiętą sytuację w transporcie morskim (wywołaną m.in. przez zablokowanie Cieśniny Ormuz) oraz lotniczym. Tego typu wyzwania wymagają od firm takich jak Versuni stałej elastyczności, by móc względnie szybko dostosowywać procesy logistyczne do zmieniającej się sytuacji.
– Z naszego doświadczenia do wyzwań wymienionych w raporcie należy dołożyć jeszcze jeden element – rosnące nasycenie rynku – szczególnie w kategoriach małego AGD, z którymi Philips od lat jest tak silnie kojarzony. Gdy podstawowe sprzęty znajdują się już w niemal każdym domu, standardowa oferta przestaje być wystarczająca. Odpowiedzią Versuni na ten trend jest intensywne poszukiwanie innowacji i nieszablonowych rozwiązań technologicznych, które dostarczają konsumentom zupełnie nową wartość oraz odpowiadają na ich bieżące potrzeby – podsumowuje Marcin Głodek.
Oto jak Polska zbudowała swoją pozycję w sektorze AGD
A jak to się w ogóle stało, że Polska zbudowała pozycję lidera w Unii Europejskiej zarówno jeśli chodzi o produkcję, jak i eksport dużego AGD? Ta historia zaczyna się pod koniec lat 90., a zatem jeszcze przed dołączeniem naszego kraju do Wspólnoty. – To właśnie wtedy polskie państwowe zakłady z długą tradycją produkcji AGD (takie jak Wrozamet, Polar, Mesko, Zelmer) sprywatyzowały się lub zostały wykupione przez zagraniczne koncerny, które na ich bazie zaczęły lokować w Polsce swoje pierwsze fabryki – opowiada Wojciech Konecki.
I wskazuje kilka czynników, które spowodowały, że pozycja Polski w unijnym łańcuchu produkcji AGD rosła. Są to:
- korzystna lokalizacja (1-2 dni transportów do większości krajów UE);
- konkurencyjne warunki zatrudnienia;
- dobrze wykształcona kadra inżynierska wraz z silnymi ośrodkami uniwersyteckimi.
– Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej, za którym szło zniesienie ceł w handlu z państwami członkowskimi oraz dostęp do jednolitego rynku, jeszcze bardziej podniosły atrakcyjność Polski jako miejsca produkcji AGD – mówi nasz rozmówca.
Przestrzega jednak przed myśleniem o Polsce tylko jako o miejscu wyłącznego składania urządzeń rękami taniej siły roboczej. – W ciągu 30 lat przeszliśmy długą drogę od niesławnej „montowni pralek” do producenta najnowocześniejszych urządzeń z funkcjami smart, które powstają w 30 ulokowanych w Polsce fabrykach – kończy prezes APPLiA Polska.
Krystian Rosiński, dziennikarz i wydawca Biznes Enter
Zdjęcie główne: rawpixel.com / Freepik