
W Polsce trudno znaleźć dobrą pracę i trudno znaleźć dobrego pracownika, choć statystyki na pierwszy rzut oka sugerują coś zupełnie innego. U podstaw tego problemu leży wyjątkowo niesprawny publiczny system pośrednictwa pracy, który nie wspiera dziś ani pracowników, ani pracodawców.
- Teza. Niska stopa bezrobocia może sugerować, że dziś jest łatwiej o pracę niż kiedykolwiek, gdyż na rynku brakuje pracowników. Nic bardziej mylnego.
- Dowód. Czas poszukiwania pracy w ciągu ostatniej dekady w Polsce zmniejszył się nieznacznie i nadal trwa znacząco zbyt długo, co wpływa obciążająco na kandydata.
- Efekt. Realnie państwo nie jest w stanie wymusić zmian w funkcjonowaniu urzędów pracy, a one same nie garną do przyjmowania dobrych praktyk od tych, które działają sprawnie. Pogłębia to tym samym różnice w dostępności pracy w zależności od miejsca zamieszkania. W efekcie Polacy dziś szukają informacji o pracy w lokalnych gazetach i wśród znajomych.
Urzędy pracy w Polsce nie działają
Powiatowe urzędy pracy w Polsce działają skrajnie nieefektywnie, co szkodzi zarówno pracownikom, jak i pracodawcom. Sposób ich funkcjonowania sprawia, że w Polsce wyjątkowo trudno znaleźć właściwego pracownika albo odpowiednie miejsce pracy. System, który miał pomagać w łączeniu ludzi z pracą, zamiast tego wytwarza iluzję braku chętnych i braku ofert, podczas gdy prawdziwą barierą pozostaje niesprawne pośrednictwo.
Zacznijmy jednak od rozwiania popularnego mitu.
Niska stopa bezrobocia nie oznacza, że łatwo znaleźć pracę
Wbrew temu, na co może wskazywać niska stopa bezrobocia, znalezienie odpowiedniego pracownika lub miejsca pracy w Polsce jest dziś praktycznie tak samo trudne jak dekadę temu. Statystyki pokazują wyraźnie, że choć stopa bezrobocia spadła trzykrotnie, realny czas poszukiwania pracy niemal się nie zmienił.
Jak informuje specjalizująca się w ekonomii pracy prof. Iga Magda ze Szkoły Głównej Handlowej w podcaście GRAPE, dziesięć lat temu osoby z wyższym wykształceniem szukały zatrudnienia średnio nieco ponad 10 miesięcy, zaś osoby bez wyższego wykształcenia – ok. 12 miesięcy. Dziś, mimo świetnej koniunktury i rekordowo niskiego bezrobocia, jedni i drudzy nadal spędzają na poszukiwaniu pracy około ośmiu i pół miesiąca.
Różnica między dziesięcioma a ośmioma miesiącami jest w praktyce nieodczuwalna, a tak długotrwały i obciążający psychicznie proces trudno uznać za oznakę zdrowego rynku pracy. To pokazuje, że polski rynek nie stał się przyjaźniejszy dla osób szukających zatrudnienia. Realne trudności z wejściem lub powrotem na rynek pozostają niemal identyczne.
Powiatowe urzędy pracy to zmora pracowników i pracodawców
Przy czym jak zaznacza ekonomistka pracy, jedną z głównych przyczyn trudności w dopasowaniu pracownika do miejsca pracy oraz odwrotnie jest skrajnie nieefektywny system powiatowych urzędów pracy. Zamiast pełnić funkcję podstawowego pośrednika, urzędy w praktyce nie uczestniczą w realnym obiegu informacji o zatrudnieniu, dlatego zarówno pracownicy, jak i pracodawcy muszą radzić sobie inaczej.
Z perspektywy pracowników problemem jest przede wszystkim bardzo ograniczona liczba dostępnych ofert. Urzędy pracy nie pełnią funkcji szerokiego pośrednictwa. Oferują one głównie oferty subsydiowane, takie jak:
- staże,
- prace interwencyjne,
- propozycje powiązane z programami aktywizacyjnymi.
Brakuje zaś faktycznych ogłoszeń pracodawców, którzy szukają ludzi tu i teraz. Do urzędów pracy trafia zaledwie około 10-12 proc. wszystkich wakatów na rynku. Oznacza to, że dziewięć na dziesięć ofert w ogóle nie pojawia się w systemie.
Z kolei dla pracodawców ogromnym problemem jest to, że powiatowe urzędy pracy wybrzydzają i nie przyjmują wielu realnych ofert zatrudnienia. Pracodawca, który chce zgłosić pracę w niepełnym wymiarze godzin, słyszy często, że taka oferta jest nieinteresująca i nie zostanie przyjęta. Podobnie dzieje się w przypadku propozycji współpracy, które nie mieszczą się w kodeksowym pojęciu etatu – urzędy również odmawiają ich wprowadzenia do systemu.
W praktyce oznacza to, że znacząca część faktycznych wakatów nigdy nie trafia do obiegu. Urząd pracy rejestruje jedynie te oferty, które mieszczą się w jego wąskich kryteriach.
Czy powiatowe urzędy pracy da się zreformować?
Dodatkowo warto podkreślić, że państwo nie jest w stanie wymusić na urzędach pracy odpowiedniego standardu działania. A zatem nawet jeśli wiadomo, jak prowadzić pośrednictwo skuteczniej, to rozwiązania te wdrażają głównie te urzędy, które same tego chcą.
W efekcie jakość usług różni się dramatycznie między powiatami. Są miejsca, gdzie urząd aktywnie wychodzi do ludzi, współpracuje z ośrodkami pomocy społecznej, pojawia się na lokalnych wydarzeniach i realnie dociera do mieszkańców. Jednakże są też powiaty, w których urząd funkcjonuje jak dwadzieścia lat temu, bez ogłoszeń na tablicy i bez jakiejkolwiek inicjatywy wyjścia poza budynek.
Brakuje mechanizmu, który zmuszałby słabsze jednostki do przyjmowania dobrych praktyk od tych skuteczniejszych. Tym samym utrwala to ogromne różnice w jakości wsparcia dostępnego w zależności od miejsca zamieszkania.
Wdrażanie zmian w instytucjach idzie powoli również ze względu na ogromną inercję w ich funkcjonowaniu. Urzędy pracy reagują na problemy z kilkuletnim opóźnieniem, co widać choćby po tym, że programy pomocowe dla młodych pojawiły się dopiero kilka lat po wybuchu kryzysu młodego bezrobocia. Podobnie było z działaniami kierowanymi do osób starszych, które wdrażano dopiero w momencie, gdy rynek potrzebował już zupełnie nowych rozwiązań. Nawet dobrze przygotowane reformy, potrafią utknąć na lata w zawieszeniu, bez jakiejkolwiek szansy na realne wdrożenie.
Zmiany podaży pracy są potrzebne, ale działać należy już teraz
Nieefektywne funkcjonowanie powiatowych urzędów pracy w połączeniu z małą popularnością nowoczesnych rozwiązań sprawia, że poszukiwanie pracy czy pracownika w Polsce odbywa się głównie przez bardzo mało efektywne kanały. Badanie z 2023 r. pokazuje, że osoby szukające zatrudnienia najczęściej polegają na ogłoszeniach w lokalnych gazetach oraz na informacjach przekazywanych przez znajomych.
W praktyce oznacza to, że oferta pracy dociera wyłącznie do osób mieszkających tam, gdzie ukazuje się konkretna gazeta. Ewentualnie do wąskiej sieci społecznej, która rzadko pokrywa się z realnymi potrzebami rynku.
Jeśli polski rynek pracy ma działać sprawniej, konieczne są równoległe działania instytucji i samych uczestników rynku. Państwo musi unowocześnić system pośrednictwa i zapewnić, że urzędy pracy będą realnie pełnić swoją funkcję, a nie jedynie rejestrować ułamek ofert. Jednocześnie pracodawcy i pracownicy nie powinni ograniczać się do urzędów pracy jako podstawowego kanału rekrutacji. Korzystanie z wielu źródeł informacji, szerszych sieci kontaktów i nowoczesnych narzędzi zwiększa szansę na skuteczne dopasowanie po obu stronach.
Rynek pracy nie poprawi się sam i dopóki instytucje działają z opóźnieniem, to właśnie aktywne poszukiwanie i różnicowanie kanałów daje największą szansę na znalezienie dobrej pracy lub dobrego pracownika.
Adam Suraj, ośrodek badawczy Grape
Źródło: Podcast GRAPE „Tłoczone z danych”. Tytuł, lead, bullet pointy, śródtytuły i pogrubienia zostały dodane przez redakcję. Zdjęcie otwierające: Gosia K / Pexels
Część odnośników to linki afiliacyjne lub linki do ofert naszych partnerów. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ceną i dostępnością wybranego przez nas produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz niezależność zespołu redakcyjnego.
Zdjęcie główne: PXHere / CC0