
Nasz kraj znajduje się w unikalnym, a zarazem niebezpiecznym momencie. Z jednej strony słyszymy o złotej erze polskiej gospodarki, z drugiej – demograficzny zegar tyka coraz głośniej, a globalne wojny celne zmieniają układ sił na mapie handlu. Marek Rozkrut, główny ekonomista EY na region Europy i Azji Centralnej, jeden z najbardziej cenionych analityków w Europie, mówi w rozmowie z Biznes Enter, co takiego jest „słoniem w pokoju” polskiej gospodarki oraz dlaczego ten słoń nie rozbija jeszcze porcelany.
- Teza. To nie deficyt finansów publicznych jest największą przeszkodzą – choć niewątpliwie jest istotny – dla stabilności gospodarki Polski. Tą, jak wskazuje główny ekonomista EY na Europę i Azję Centralną, jest demografia.
- Dowód. Co roku z polskiego rynku pracy „wyparowuje” ok. 200 tysięcy pracowników. Przyrost naturalny nie ma szans zasypać tej dziury. Rozwiązaniem mogłaby być imigracja, ale obecnie nie mamy systemowej polityki migracyjnej.
- Efekt. Rynek pracy i jego niedobory stają się najbardziej palącym zagadnieniem dla polskiej gospodarki na najbliższe lata.
Rozmowa z Markiem Rozkrutem, ekonomistą EY. Spis treści
O perspektywach i ryzykach dla polskiej i europejskiej gospodarki Biznes Enter porozmawiał z Markiem Rozkrutem. To ceniony specjalista w całej Europie, na co dzień zaś jest głównym ekonomistą EY na region Europy i Azji Centralnej.
Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter: Polska gospodarka kwitnie?
Marek Rozkrut, główny ekonomista EY na region Europy i Azji Centralnej: Koniunktura pozostaje dobra, a nawet się poprawia. Konsumpcja prywatna i wydatki rządowe nadal rosną w solidnym tempie, powoli rozpędzają się inwestycje, wspierane przez KPO. W 2026 r. wzrost PKB może przebić nawet 4 proc. My jesteśmy nieco bardziej konserwatywni, przyjmujemy wzrost na poziomie 3,6 proc.
„Słoń w pokoju” polskim
Polska gospodarka rośnie, ale finanse publiczne wyglądają na papierze coraz gorzej. Pana zdaniem to wróży nam jakieś problemy?
W ostatnich latach Polska jest w ścisłej czołówce krajów UE pod względem przyrostu długu w relacji do PKB, a w horyzoncie kolejnych dwóch lat ma być w tym ujęciu liderem. Także prognozowany w Polsce deficyt sektora finansów publicznych jest od przyszłego roku najwyższy w UE, przebijając nawet Rumunię. To rzeczywiście nie wygląda najlepiej. Jednak tak długo, jak mamy solidny wzrost gospodarczy, finanse publiczne nie powinny stanowić kłopotu.
Rynki wiedzą, że przyrost zadłużenia w znacznym stopniu wynika z tego, że Polska się zbroi i inwestuje w swoje bezpieczeństwo. Dodatkowo, co jest dobrą wiadomością, nasza wrażliwość na zawirowania rynkowe zmalała, ponieważ udział zagranicznych inwestorów w zadłużeniu Skarbu Państwa spadł do ok. 28 procent, a w krajowych skarbowych papierach wartościowych do 12 procent.
Ale ten słoń w pokoju – ogromny deficyt – nie może tam stać wiecznie bez konsekwencji.
To prawda. Choć ten słoń dzisiaj nie rozbija jeszcze porcelany, może tak się wydarzyć. I tutaj możliwe są dwa scenariusze. Problemy mogą nadejść w przypadku jakiegoś nagłego tąpnięcia gospodarczego bądź lokalnego podniesienia awersji do ryzyka. Oprócz czarnego scenariusza wynikającego z eskalacji napięć geopolitycznych w naszym regionie, trudno jednak obecnie dostrzec czynniki, które mogłyby to spowodować, choć zawsze może wydarzyć się coś zupełnie niespodziewanego.
Niemniej budżet na rok 2027 może być sporym wyzwaniem. W ramach odstępstw od tzw. reguły wydatkowej stworzono pole na dodatkowe wydatki, co wykorzystano przede wszystkim na wydatki zbrojeniowe. Niemniej, tę „poduszkę” wykorzystaliśmy już w budżecie na rok 2026. To oznacza, że konstrukcja budżetu na 2027 rok będzie znacznie trudniejsza, zwłaszcza że coraz większą rolę w deficycie będzie odgrywał koszt obsługi długu. Ale nie to będzie najtrudniejsze.
A co?
Rynek pracy.
Ręce do pracy w Polsce znikają w szybkim tempie
W wywiadzie dla Biznes Enter prof. Joanna Tyrowicz, członkini Rady Polityki Pieniężnej mówiła, że rynek pracy w Polsce znajduje się w miejscu, w którym jeszcze nigdy nie był. Co roku tracimy 200 tysięcy ludzi w wieku produkcyjnym. Czy to jest bariera, której nie przeskoczymy nawet przy rekordowych inwestycjach?
Rynek pracy to wyzwanie strukturalne i trwałe. Nasza renta demograficzna po prostu się skończyła. Kontrybucja wzrostu podaży pracy do wzrostu PKB wygasła. Mamy jednoznaczną tendencję spadku liczby osób w wieku produkcyjnym. Albo postawimy na imigrację – a obecnie brakuje nam systemowej polityki migracyjnej – albo będziemy mieć poważny problem. Szczelność granic to jedno, ale potrzebujemy procedur, które ułatwią dostęp do pracowników, których naprawdę potrzebujemy, by budować zdrową gospodarkę.
Szorstka przyjaźń i kryzys u partnerów handlowych
A jak koniunktura za granicą i polityka celna USA wpłyną na polskiego eksportera w 2026 r.?
Przewidujemy spowolnienie gospodarki światowej z 3,3 do 3,1 proc. W strefie euro spowolnienie będzie nieco silniejsze – z 1,4 do 1,1 proc. – głównie przez efekt ceł, który jest odroczony w czasie. Ten efekt dotknie także Polski. Szacujemy, że amerykańskie cła ograniczą wzrost PKB w Polsce w 2026 r. o 0,4 pp., podczas gdy w strefie euro – o 0,6 pp. W 2025 r. nie widzieliśmy jeszcze negatywnego wpływu netto, ponieważ gospodarki stosowały tzw. front-loading – masowo eksportowały towary do Stanów Zjednoczonych przed wejściem ceł w życie. Pomogła też dezinflacja wynikająca ze spadku cen ropy, osłabienia dolara i napływu chińskich produktów.
Niemcy, nasz największy partner handlowy, wydają się tkwić w permanentnym kryzysie strukturalnym. Czy ich prognozowane odbicie w 2027 r. do 1,7 proc. jest realne, czy to tylko pobożne życzenia?
W Niemczech w życie wchodzi potężny dopalacz fiskalny, dzięki któremu gospodarka w końcu wyrwie się ze stagnacji. Przewidujemy, że w 2026 r. wzrost PKB będzie jeszcze dość niski – wyniesie 0,7 proc. – ze względu na cła i opóźnienia w implementacji pakietu fiskalnego. Pełny efekt „dopalacza” gospodarka odczuje dopiero w 2027 r., kiedy prognozujemy przyspieszenie wzrostu PKB do 1,7 proc. Efekty ekspansji fiskalnej w Niemczech mogłyby być jeszcze silniejsze, gdyby nie wąskie gardła, wynikające zarówno z niedoboru wykwalifikowanych pracowników, jak i procedur administracyjnych istotnie zwiększających ryzyko opóźnień w realizacji programów infrastrukturalnych.
W dłuższym terminie potencjał wzrostu w Niemczech będzie ograniczany przez bardzo ciasny rynek pracy – kraj ten zmaga się z ogromnym wyzwaniem w dostępie do wykwalifikowanych kadr. Zmiany strukturalne w światowym przemyśle – powolne odchodzenie od technologii maszynowych, w których Niemcy wiodą prym, w kierunku cyfrowych, w których Niemcy pozostają w tyle za USA i Chinami, też będą oddziaływać negatywnie na niemiecką gospodarkę.
Boom AI nowym wyzwaniem
A co z Chinami? Z jednej strony ich nadpodaż obniża ceny, co pomaga walczyć z inflacją, ale z drugiej – ich agresywny eksport zalewa Europę. To dla nas prezent czy wyrok?
Mamy do czynienia ze zintensyfikowaniem eksportu chińskiego do Europy. Z jednej strony działa to dezinflacyjnie i pomaga obniżać koszty produkcji. W Polsce ten efekt jest wzmocniony przez relatywnie duży udział wartości dodanej z Chin w strukturze naszej produkcji oraz eksportu. Z drugiej strony te chińskie produkty zaczynają w coraz większym stopniu konkurować z polskimi wyrobami. Europa musi jednak grać z Chinami bardzo ostrożnie, bo Pekin ma asy w rękawie, takie jak kontrola nad metalami ziem rzadkich czy półprzewodnikami. Gdyby Chińczycy zamrozili eksport kluczowych komponentów, w kilka tygodni stanęłaby produkcja w wielu największych europejskich firmach motoryzacyjnych.
Amerykański boom na AI napędza 1/3 ich wzrostu gospodarczego. Europa tymczasem wydaje się być tłem dla Doliny Krzemowej. Czy my tę rewolucję już przegraliśmy?
W Stanach Zjednoczonych ten boom jest wyraźny. Bez tego sektora tak naprawdę nie byłoby tam wzrostu inwestycji prywatnych. Europa pod tym względem bardzo odstaje. Mario Draghi słusznie zauważył, że Europa przespała rewolucję cyfrową i ważne jest, by teraz nie przespała szans związanych ze sztuczną inteligencją. Największe inwestycje dokonują się w amerykańskich gigantach technologicznych, których odpowiedników w Unii Europejskiej po prostu nie ma.
W Polsce narasta obawa, że AI zacznie masowo wypychać ludzi z rynku pracy. W Pana danych widać już pierwsze sygnały „cyfrowych zwolnień”?
Widzimy, że AI zaczyna realnie wpływać na sytuację młodych pracowników wchodzących na rynek pracy. Popyt firm na tzw. juniorów w usługach maleje, co może prowadzić do trwałych zmian w strukturze zatrudnienia. W krajach europejskich, w których wdrażanie AI postępuje szybciej, jak np. w państwach nordyckich, bezrobocie wśród młodych również rośnie szybciej. Jednocześnie niekorzystne trendy demograficzne, w tym niedobór pracowników, sprzyjają implementacji AI oraz automatyzacji. W tym kontekście sztuczna inteligencja staje się narzędziem zwiększania produktywności i częściowego kompensowania braków kadrowych, oferując odpowiedź na strukturalne wyzwania rynku pracy.
Kto skorzysta na przemianach rynkowych?
Rozmawia pan z największymi pracodawcami w Polsce i Europie. Co oni mówią o prowadzeniu biznesu teraz? W których sektorach perspektywy są szczególnie obiecujące?
Zależy gdzie i kogo się zapyta. Dla przykładu branża ICT (technologii informacyjno-komunikacyjnych – przyp. red.) przejdzie wielką transformację, bo AI zastąpi wielu informatyków na niższych szczeblach. Ale są też sektory, które w najbliższym czasie mogą mieć szczególnie dobre warunki do rozwoju ze względu na rosnący popyt – to branża zbrojeniowa, usługi zdrowotne, sektor farmaceutyczny czy cyberbezpieczeństwo, które jest niezbędne w dobie cyfryzacji. Równocześnie przedsiębiorstwa muszą w dużo większym stopniu uwzględniać nowe źródła ryzyka, w szczególności wynikające ze zmian geopolitycznych. Analiza scenariuszowa stała się podstawowym elementem planowania w biznesie.
Z punktu widzenia wyzwań na rynku pracy, kluczowy będzie też reskilling pracowników – musimy zmienić mentalność i zrozumieć, że nie tylko 50-, ale także 60-latkowie to dziś często niezwykle aktywni i produktywni ludzie, którzy – jeśli będą umieli korzystać z nowych technologii – będą stanowić bardzo cenny zasób dla utrzymania wysokiego tempa wzrostu gospodarczego.
Podsumowanie prognoz Marka Rozkruta:
- Wzrost PKB Polski prognozowany na poziomie 3,6 proc. w 2026 r.
- Stopy procentowe: spadek do poziomu 3,5 proc. spodziewany w drugim kwartale 2026 r.
- Główne ryzyko: strukturalny brak rąk do pracy (200 tys. osób rocznie wypada z rynku) i brak spójnej polityki migracyjnej.
- Szansa: skok produktywności dzięki AI, której implementacja jest jednak w Europie i Polsce na razie wolniejsza niż w USA czy Azji.
- Sytuacja globalna: Europa hamuje przez cła i brak gigantów technologicznych, którzy na większą skalę inwestują w AI, przede wszystkim w USA; Polska pozostaje względnie odporna.
Rozmawiał: Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter
Zdjęcie otwierające: grafika wygenerowana za pomocą AI Google Nano Banana
Część odnośników to linki afiliacyjne lub linki do ofert naszych partnerów. Po kliknięciu możesz zapoznać się z ceną i dostępnością wybranego przez nas produktu – nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz niezależność zespołu redakcyjnego.