Partnerzy merytoryczni
Putin

Putin odsłonił karty. Rosja znalazła się w potrzasku. Zaczyna pożerać własny naród

Zaledwie kilka dni temu Władimir Putin emanował pewnością siebie. – Potrzebujemy znieść bariery dla biznesu – mówił, odnosząc się do gospodarki Rosji. Przekonywał, że pomimo problemów wywołanych nalotami Ukrainy wszystko jest pod kontrolą, a Rosjan czeka świetlana przyszłość. Jednak to kłamstwo. Biznes Enter dokładnie przeanalizował najnowszy budżet Kremla na 2027 r. Putin zakłada w nim coraz mniejsze oszczędności związane z przychody z ropy i gazu, a rosyjskie społeczeństwo będzie kanibalizowane przez coraz większą liczbę podatków i danin. To nie jest plan wielkiego mocarstwa. To zapis księgowej ekwilibrystyki reżimu, który znalazł się w strukturalnym potrzasku. I co najciekawsze, władza zdaje się to doskonale rozumieć, dlatego nęci Zachód swoimi rodowymi srebrami.

  • Teza. Rosja powoli traci status stabilnego imperium surowcowego, przeobrażając się w wojenno-policyjnego lewiatana, który w obliczu strukturalnej zapaści musi kanibalizować własną gospodarkę, drenować oszczędności obywateli, a z desperacji ucieka się do zakulisowej wyprzedaży narodowych sreber zachodniemu kapitałowi powiązanemu z Białym Domem, byle tylko utrzymać gigantyczną machinę wojenną.
  • Dowód. Oficjalny projekt budżetu na lata 2027–2029 obnaża skumulowany deficyt rzędu 15,8 biliona rubli (189 mld dolarów). Władza powiększa więc dług wewnętrzny o 167 mld dolarów (przy lichwiarskim oprocentowaniu), obcina wydatki socjalne o 7 proc. i winduje opłaty dla obywateli. A jak wynika z przecieków do amerykańskiej prasy, brak kapitału na 200-miliardowy budżet armii pcha Władimira Putina do osobistego oferowania wysłannikom prezydenta USA, Jaredowi Kushnerowi i Steve’owi Witkoffowi, przejęcia aktywów Łukoilu – największej prywatnej firmy naftowej w Rosji – byle tylko zjednać sobie przychylność Waszyngtonu.
  • Efekt. Globalne bezpieczeństwo staje się zakładnikiem reżimu przypartego do ekonomicznego muru – potęgi pozbawionej naftowej poduszki finansowej. W obliczu tego kryzysu Moskwa zostaje nie tylko wewnątrz państwem opresyjnym wobec własnego narodu, ale i brutalnie transakcyjnym na arenie międzynarodowej, gotowym do zakulisowych dealów z Zachodem.
Historia imperium Gołębiewskiego

Budżet Rosji na 2027 r. nie pozostawia złudzeń. Kraj wkracza w fazę wyczerpania dotychczasowego modelu ekonomicznego. Zamiast petrodolarów pojawia się wielomiliardowa wyrwa, lichwiarski dług i zorganizowany drenaż kieszeni własnych obywateli. A w akcie najwyższej desperacji Moskwa kładzie na stół negocjacyjny swoje największe naftowe perły, byle tylko zdobyć lewar w rozmowach z Waszyngtonem.

Rosja na skraju. Tak wygląda matematyka potężnej przepaści

Zacznijmy od twardych liczb i założeń samego Kremla. Konstrukcja budżetu Rosji na 2027 r. opiera się na fundamencie, który każdy niezależny audytor uznałby za skrajne myślenie życzeniowe. W Artykule 1 rząd zadeklarował, że w latach 2027–2029 inflacja zostanie zakotwiczona na sztywnym poziomie nieprzekraczającym 4 proc. rocznie. Przy gospodarce zmagającej się z deficytem rąk do pracy i presją popytową napędzaną zbrojeniami, ten cel to mistyfikacja.

Szacowany deficyt budżetowy na 2026 r. został podniesiony z 1,6 proc. do 3,2 proc. PKB, a ogólne wydatki budżetowe wzrosną na ten rok o 13,2 proc. do 48,6 bln rubli (20,9 proc. PKB). W latach 2027–2029 planuje się utrzymanie deficytu na poziomie około 2 proc. PKB rocznie, przy założeniu bazowej ceny ropy naftowej na poziomie 50 dol. za baryłkę od 2027 r.

Nawet przy tak wyidealizowanych parametrach rząd nie potrafi ukryć olbrzymiej dziury finansowej. W trzyletnim horyzoncie skumulowany deficyt budżetu ma wynieść 15,81 bln rubli (189 mld dolarów). Machina wydatkowa rośnie bez opamiętania, a baza dochodowa przestaje nadążać za apetytem państwa.

Śmierć rentiera i wyprzedaż „rodowych sreber”

Przez dekady fundamentem rosyjskiej stabilności finansowej była reguła budżetowa oparta na surowcach. Gdy ceny ropy na rynkach światowych szybowały, nadwyżki ponad tzw. cenę bazową (odcięcia) były kwalifikowane jako „dodatkowe dochody naftowo-gazowe” i automatycznie zasilały Fundusz Dobrobytu Narodowego (FNB) – skarbiec, z którego Kreml finansował geopolityczne ambicje i łatał kryzysy.

Po głębokiej analizie najnowszego budżetu widać jednak cichą kapitulację – gwałtowne wysychanie tego bufora. Prognozowane dodatkowe dochody naftowo-gazowe wynoszą:

  • W 2027 r. – 345,7 mld rubli (4,14 mld dolarów).
  • W 2028 r. – 379,9 mld rubli (4,54 mld dolarów).
  • W 2029 r. – zaledwie 158,4 mld rubli (1,89 mld dolarów).

Spadek tych nadwyżek do zaledwie 1,89 mld dolarów w 2029 r. to tąpnięcie o blisko 60 proc.. W skali państwa ta kwota być może nie jest duża, ale Rosja tym samym sama przyznaje, że traci możliwość odkładania rezerw na czarną godzinę.

Co to to wszystko tak naprawdę oznacza? Fundusz Dobrobytu Narodowego przestaje być zasilany świeżym kapitałem z surowców, a każda niekorzystna fluktuacja na rynku globalnym – głębsze spowolnienie w Chinach, zakończenie wojny w Iranie, zaostrzenie sankcji czy zwiększenie wydobycia przez kraje OPEC – zepchnie podstawowe wpływy budżetowe poniżej poziomu przetrwania. Rosyjski budżet traci amortyzator i jedzie po krawędzi bez koła zapasowego.

Pełen obraz sytuacji dają jednak ustalenia agencji Reuters, która wskazuje bazę odniesienia. Według niej rosyjski rząd zrewidował w dół całkowite prognozy dochodów z ropy i gazu na 2026 r., ścinając je z zakładanych wcześniej 8,9 biliona rubli do 7,6 biliona rubli (ok. 90,9 mld dolarów).

Putin chce wyprzedać rodowe srebra?

Właśnie ten brak twardej waluty z ropy tłumaczy sensacyjny artykuł „The New York Times” z początku października 2026 r. Dziennik ujawnił, że 5 września na Kremlu, podczas rozmów o zakończeniu wojny w Ukrainie, sam Władimir Putin podniósł w rozmowie z wysłannikami Donalda Trumpa – Jaredem Kushnerem i Stevem Witkoffem – kwestię wielomiliardowej sprzedaży aktywów Łukoilu. Koncern ten to największa prywatna firma naftowa w Rosji. Putin, jak ujawnia NYT, zaproponował tę transakcję jako rzekomy dowód, „że Rosjanie potrafią robić interesy z USA”.

Prawda, wyłaniająca się z dokumentów budżetowych, wydaje się jednak inna. Pozbawiona rezerw i odcięta od sankcji Rosja musi pożerać własny rynek, a jeśli tylko na horyzoncie pojawia się możliwość wciągnięcia w naftowy ukłąd sojuszników prezydenta USA (m.in. inwestora Todda Boehly’ego oraz funduszy z Bliskiego Wschodu powiązanych z rodziną Witkoffów i Kushnera), Putin nie waha się użyć strategicznej branży paliwowej jako zakładnika dyplomacji.

To jawny dowód na słabość – dumne mocarstwo ucieka się do transakcyjnego rozdawania pereł w koronie rosyjskiej gospodarki.

Pętla długu, lichwiarski procent i koszt, który pożera państwo

Skoro „rodowe srebra” czekają na stole amerykańskich kupców, skąd Kreml zamierza już teraz znaleźć 189 mld dol. na pokrycie deficytu? Odpowiedź brzmi z bezprecedensowego zadłużania się u własnych obywateli i krajowych instytucji finansowych.

Limity państwowego długu wewnętrznego z projektu budżetu ujawniają spiralę: z 48,11 bln rubli (575 mld dolarów) na początku 2028 r. do 62,07 bln rubli (742 mld dolarów) na początku 2030 r.. W ciągu 24 miesięcy dług ma wzrosnąć o 167 mld dolarów (skok o 30 proc.).

W tym samym czasie pułap długu zewnętrznego systematycznie maleje (z 66,4 mld dolarów na początku 2028 r. do 60,9 mld dol. na początku 2030 r.). To dobitny dowód na całkowitą izolację finansową kraju. Moskwa spłaca zagraniczne zobowiązania, bo nikt na świecie nie pożyczy jej nowych środków, a ciężar lewarowania państwa przerzuca na rynek krajowy.

Ale prawdziwy dramat kryje się w kosztach. Z powodu zachodnich sankcji, rząd zmuszony jest zapożyczać się głównie w państwowych bankach, oferując obligacje z lichwiarskim oprocentowaniem przekraczającym niekiedy 15 proc. Efekt jest piorunujący. Jak zauważają amerykańscy dziennikarze, w przyszłym roku koszty samej obsługi zadłużenia wzrosną ponad dwukrotnie w ujęciu realnym w stosunku do lat przedwojennych. Dochodzi do sytuacji, w której Moskwa wyda na spłatę samych odsetek od długu więcej, niż wynosi jej łączny budżet na ochronę zdrowia, edukację i mieszkalnictwo. To podręcznikowy przykład kanibalizacji cywilnej gospodarki.

Jednak to nie wszystko. Aby wchłonąć gigantyczne emisje obligacji skarbowych (OFZ) rzędu 167 miliardów dolarów w ciągu zaledwie dwóch lat, państwo będzie zmuszone wysysać płynność z rosyjskiego sektora bankowego (na czele z państwowymi gigantami, takimi jak Sbierbank czy VTB). W ekonomii zjawisko to nosi nazwę efektu wypierania (crowding-out), lecz w warunkach wojennych nabiera charakteru przymusowego drenażu. Kapitał, który w normalnej gospodarce finansowałby inwestycje prywatne, kredyty hipoteczne czy modernizację technologiczną, zostanie przekierowany na finansowanie państwowej machiny. Przedsiębiorstwa cywilne zostaną odcięte od finansowania, skazane na wegetację w cieniu państwowego molocha.

Nowa „ropa” Putina. Zaczyna się poważny drenaż obywateli

Gdy pożyczki bankowe nie wystarczają, państwo sięga bezpośrednio do kieszeni jednostki. Prawdziwym sercem projektu ustawy – i najbardziej fascynującą lekturą – nie są ogólne wskaźniki makroekonomiczne, lecz Artykuł 21, który na kilkudziesięciu stronach rozpisuje mikroskopijne strumienie dochodów, które chce uzyskać Kreml.

Zamiast wielkich reform podatkowych projekt wprost ujawnia strategię fiskalnego osaczenia. Nową „ropą” dla Putina stają się kierowcy, użytkownicy smartfonów, reklamodawcy internetowi i drobni przedsiębiorcy. Zróbmy przegląd podatków i danin, które wzrosną dla Rosjan w najbliższym czasie i są na twardo zapisane w dokumentach Kremla.

  • Mandatowy haracz (Art. 21 pkt 62). Budżet otwarcie zakłada pozyskanie dodatkowych dziesiątek miliardów rubli, w tym ponad 21,19 mld rubli (0,25 mld dolarów) w 2027 r. i aż 25,57 mld rubli (0,31 mld dolarów) w 2028 r. poprzez jednoczesne podwyższenie kar za wykroczenia drogowe oraz drastyczne ograniczenie zniżek za ich terminowe opłacenie. Mandat przestaje być narzędziem prewencji – staje się sztywną pozycją w planie przychodowym państwa.
  • Monetyzacja Internetu i łączności (Art. 21 pkt 63, 64, 68). Władze wprowadzają obowiązkowe odpisy od przychodów z reklam w sieci szacowane na ok. 14 mld rubli (0,17 mld dolarów) rocznie oraz zmuszają operatorów telekomunikacyjnych do przekazywania do budżetu miliardów na rezerwę usług powszechnych (ponad 20,96 mld rubli, czyli 0,25 mld dolarów w 2029 r.).
  • Likwidacja technologicznych ulg (Art. 21 pkt 68). Rząd podjął też decyzję o likwidacji obowiązującej wcześniej ulgi dla telekomów za wykorzystanie częstotliwości radiowych w standardzie LTE (4G). Koszt tej operacji operatorzy natychmiast przerzucą na konsumentów w wyższych abonamentach.
  • Wkrętarka fiskalna w danych osobowych (Art. 21 pkt 65, 66). Wzrosnąć mają także grzywny za naruszenia przepisów o ochronie danych i prawie telekomunikacyjnym, a państwo zacznie pobierać opłaty od prywatnych firm za samo korzystanie z państwowej infrastruktury cyfrowej (Art. 21 pkt 67).
  • Opłata technologiczna i drenaż rolnictwa (Art. 21 pkt 19, 29). Kreml wprowadzi również tzw. „opłatę technologiczną” w przemyśle elektronicznym, a sektor rolny obciąża się cłami eksportowymi na groch, ciecierzycę, soczewicę, olej słonecznikowy i len (co w 2027 r. ma przynieść blisko 11,8 mld rubli, czyli ok. 0,14 mld dolarów). Nawet rybacy i poławiacze krabów muszą liczyć się z opłatami za prawo do połowów przekraczającymi 18 mld rubli (0,22 mld dolarów) rocznie.

Władza nie waha się opodatkować najbardziej podstawowych dziedzin życia. Każdy klik w rosyjskim internecie, każde połączenie telefoniczne i każdy przejechany kilometr mają wygenerować miliony dolarów potrzebne na utrzymanie aparatu państwowego.

Kto jeszcze zapłaci za wojnę?

Skala drenażu byłaby jeszcze większa, gdyby nie drastyczne cięcia w usługach publicznych. Wydatki podliczone przez zachodnie media na politykę społeczną (zasiłki dla dzieci i rodzin) spadną w nowym budżecie o 7 proc..

Budżet na edukację skurczy się o 6 proc., a służba zdrowia (w tym kluczowa infrastruktura onkologiczna) straci niemal 7 proc. zaplanowanego finansowania. Państwo tym samym odbiera obywatelom dostęp do leczenia raka, by oszczędzać na produkcję amunicji.

Jednak jednym z najbardziej uderzających symptomów rozkładu tradycyjnych struktur państwa, zapisanym wprost w projekcie budżetu, jest przymus samofinansowania się resortów siłowych. Zamiast przejrzystego dotowania armii i policji z podatków ogólnych, Kreml nakazuje im zarabiać na siebie na wolnym rynku.

Po pierwsze, mundurowi mają zachowywać się jak przedsiębiorcy (Art. 21 pkt 13, 14). O co dokładnie chodzi? Budżet przewiduje, że wydatki Ministerstwa Spraw Wewnętrznych wynoszące ponad 2,07 mld rubli (0,02 mld dolarów) rocznie oraz Federalnej Służby Wojsk Gwardii Narodowej (Rosgwardii) sięgające 3,5 mld rubli (0,04 mld dolarów) rocznie będą wprost finansowane z „działalności przynoszącej dochody” prowadzonej przez ich instytucje, a także z zysków przedsiębiorstw państwowych kontrolowanych przez policję. Formacja powołana do tłumienia niepokojów społecznych i ochrony reżimu staje się państwową korporacją zarobkową.

Po drugie, armia ma handlować własnym złomem i ziemią (Art. 21 pkt 11). Resort obrony musi pokrywać część kosztów modernizacji infrastruktury, obiektów czy nawet zapewnienia kwater dla żołnierzy ze sprzedaży wycofywanego mienia ruchomego, nieruchomości wojskowych, gruntów oraz uzbrojenia ze starych zapasów.

Kiedy armia musi wyprzedawać działki i stary sprzęt, by utrzymać swoje jednostki, a policja musi zarabiać na wolnym rynku, pojęcie suwerenności finansowej zamienia się w walkę o przetrwanie. Słowem, Rosja zwiera szyki wszędzie, gdzie może.

Państwo „ściśle tajne” i 200 mld dol. na armię

Na co idą te wszystkie pieniądze z podatków, lichwiarskich kredytów, cięć socjalnych i prób pokątnej wyprzedaży Łukoilu? Odpowiedź kryje się w szafach pancernych. Artykuł 6 rządowego projektu wyłącza z jawności fundamenty państwa.

Główne parametry Państwowego Zamówienia Obronnego (GOZ) na lata 2027–2029 znajdują się w Załączniku 17, który w całości opatrzono klauzulą „sekrietno” (tajne). Resortowa struktura wydatków, państwowe programy zbrojeniowe i dotacje dla państwowych koncernów zbrojeniowych zostały ukryte w Załącznikach 11, 12, 14, 16, 21, 23, 24 i 26 oznaczonych jako „tajne” lub „ściśle tajne”. Utajniono także zagraniczne kredyty finansowe i eksportowe (Załącznik 29), ugodowe zrzekanie się roszczeń wobec państw trzecich i dłużników (Załącznik 34) oraz całe bloki wydatków rządowych (np. Art. 5 pkt 5, 12, 13; Art. 16 pkt 5, 6, 7; Art. 21 pkt 10, 16, 17, 22–26, 33). Coś jednak na temat zbrojeń Rosji wiemy.

Z dokumentów, które wyciekły m.in. do agencji Reuters i „New York Timesa”, wynika, że w przyszłym roku rosyjskie wydatki na obronność sięgną absolutnie rekordowego poziomu 17,1 biliona rubli (ponad 200 mld dolarów). To potężny skok o ponad 27 proc. w stosunku do pierwotnie budżetowanych kwot. W perspektywie trzyletniej resort obrony spali oszałamiające 50 bilionów rubli (prawie 600 mld dolarów).

A to i tak jedynie wierzchołek góry lodowej, bo dziesiątki miliardów zasilające zbrojeniówkę ukryto w cywilnych paragrafach i niejawnych subwencjach. Jakby tego było mało, Moskwa pompuje gigantyczne środki w nielegalnie anektowane terytoria Ukrainy zabierając w tym samym czasie rdzennie rosyjskim prowincjom.

W Artykule 21 punkty 8, 49 i 12 rząd wprost rezerwuje środki na tzw. „rozwój społeczno-gospodarczy”, odbudowę infrastruktury komunalnej oraz zbrojną ochronę szkół w samozwańczych Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej oraz w obwodach zaporoskim i chersońskim. Regiony te, odcięte od światowego handlu, nie wnoszą do budżetu federalnego wartości dodanej, stanowiąc zaledwie potężny koszt okupacyjny, drenujący fundusze rezerwowe (Art. 21 pkt 12), podczas gdy rdzennie rosyjskie prowincje zmuszane są do zaciągania kredytów budżetowych u rządu centralnego oprocentowanych na 3% (Art. 11).

Rosja przejadła swoje tłuste lata

Analiza 136-stronicowego projektu ustawy budżetowej burzy mit o niewzruszonej potędze rosyjskiej gospodarki. Zamiast mocarstwa dysponującego niewyczerpanym skarbcem, z dokumentu wyłania się wojenno-policyjny lewiatan, który już przejadł swoje tłuste lata.

W przyszłym roku Rosja nie będzie już imperium nieprzebranych zysków napędzanym przez światowe rynki węglowodorów. Będzie krajem, w którym państwo, by po prostu sfinansować swoje przetrwanie i utrzymać zbrojeniową machinę, musi zjadać od środka własne społeczeństwo. Astronomiczne 200 mld dol. na zbrojenia trzeba więc skądś wziąć. Odbierając fundusze chorym na raka, podnosząc podatki od lokat, śrubując mandaty, zadłużając państwo na 15 proc. i pokątnie negocjując sprzedaż perły w koronie, jaką jest Łukoil, wysłannikom amerykańskiego prezydenta, Putin podjął ostateczną decyzję.

Państwo rosyjskie przestaje być mocarstwem dbającym o rozwój. Aby sfinansować przetrwanie i utrzymać zbrojeniową machinę na froncie, zaczyna ostatecznie pożerać własne społeczeństwo.

Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter

Zdjęcie główne: Grafika stworzona przy pomocy AI

Motyw