
Gdy rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oficjalnie ogłosił, że prowadzona przez Rosję kampania przestała być jedynie „specjalną operacją wojskową”, a stała się pełnoskalową wojną – i to nie z samą Ukrainą, lecz z całym Sojuszem Północnoatlantyckim (NATO) – Zachód wiedział, że w Moskwie robi się naprawdę gorąco. Był to bowiem rosyjski wyraz głębokiej frustracji i cichego przyznania się do błędu. W połowie 2026 r. Putin znalazł się w najtrudniejszym położeniu geopolitycznym i gospodarczym od czasu kryzysu wywołanego buntem Jewgienija Prigożyna latem 2023 r. Prigożyn już nie żyje, ale zapaść trwa w najlepsze. Jest na tyle dotkliwa, że do gry z Kremlem wchodzi znany rosyjski oligarcha Andriej Melniczenko. W bezprecedensowej rozmowie z The Economist mówi on o czterech czarnych scenariuszach dla jego kraju, nie owijając przy tym w bawełnę. Biznes Enter maluje pełny obraz tego, co dzieje się obecnie za naszymi wschodnimi granicami.
- Teza. Rosyjska machina wojenna i tamtejszy model gospodarczy znajdują się w fazie głębokiego, strukturalnego załamania, które stawia władze na Kremlu przed widmem całkowitej izolacji w modelu północnokoreańskim lub desperackiej eskalacji konfliktu z NATO. Coraz głośniej o problemach mówią oligarchowie, którzy do tej pory pośrednio, bądź bezpośrednio wspierali Kreml.
- Dowód. O postępującym upadku świadczy „toksyczna trójca” makroekonomiczna, czyli jednoczesne wystąpienie recesji w sektorze cywilnym, realnej inflacji odczuwanej przez obywateli na poziomie 13-15 proc. oraz potężnego deficytu budżetowego, który Bank Centralny musi ratować skomplikowanym mechanizmem ukrytego dodruku pustego pieniądza.
- Efekt. Galopujące koszty finansowania oraz masowe zatory płatnicze całkowicie sparaliżowały rentowność biznesu, zmuszając firmy do zamrożenia projektów rozwojowych i drastycznych cięć nakładów inwestycyjnych. Rosja tonie. I choć media mainstreamowe krzyczały o tym od dawna, dopiero teraz widzimy realne skutki zapaści.
Kryzys w Rosji. Spis treści
Na naszych oczach fasada rzekomej odporności rosyjskiego systemu na sankcje i izolację międzynarodową, skrupulatnie budowana przez państwowe media, zaczyna pękać na masową skalę. Wojenny keynesizm, który sztucznie pompował wskaźniki makroekonomiczne w latach 2023–2024, ostatecznie wyczerpał swój impuls.
Dziś Moskwa nie walczy już o spektakularne zwycięstwo, ale o powstrzymanie lawinowo rosnących problemów wewnętrznych: paraliżu kluczowej infrastruktury rafineryjnej , bezprecedensowego załamania inwestycji prywatnych , galopującej, ukrywanej inflacji oraz głębokiego impasu dyplomatycznego w relacjach z nową amerykańską administracją Donalda Trumpa.
Biznes Enter odsłania kulisy systemowego kryzysu Federacji Rosyjskiej. Pokazujemy, jak militarne niepowodzenia i ekonomiczne anomalie zazębiają się w śmiertelnym uścisku, zmuszając Kreml do rozważenia ostatecznego kroku – niebezpiecznej, hybrydowej lub kinetycznej eskalacji wobec państw flanki wschodniej NATO. Przedstawimy też bezprecedensowy głos rosyjskiego oligarchy, który ostrzega przed czterema fatalnymi scenariuszami rozwoju sytuacji w Rosji, które mogą doprowadzić do załamania się finansowych imperiów jego i jego przyjaciół.
Wojenna stagnacja i krach propagandy sukcesu
Władimir Putin, pojawiający się przed kamerami w wojskowym mundurze na tle wielkich map sztabowych sprzed kilkunastu dni, miał wysłać światu i własnemu społeczeństwu jasny sygnał – kontroluję sytuację, armia prze do przodu. Jednak rzeczywistość operacyjna tego roku zweryfikowała te buńczuczne deklaracje. Niezależni analitycy wojskowi w amerykańskich mediach szybko obnażyli manipulacje propagandystów, wskazując, że sukcesy pokazywane na kremlowskich mapach zostały rażąco wyolbrzymione.
Rosyjska machina wojenna ugrzęzła w głębokiej stagnacji. Dzienne tempo zdobywania nowych ziem spadło o ponad dwie trzecie z 9,76 km²/dzień (2025 r.) do 2,9 km² dziennie w pierwszych miesiącach 2026 r. Co więcej, w kwietniu Rosjanie zaliczyli netto ubytek 116 km² kontrolowanego terytorium. To pierwszy taki przypadek od kontrofensywy kurskiej z sierpnia 2024 r. Każdy metr ukraińskiej ziemi okupiony jest gigantycznymi kosztami ludzkimi, a straty w ciężkim sprzęcie zmuszają dowódców do drenowania ostatnich rezerw magazynowych.
Ta sytuacja rodzi narastającą frustrację na najwyższych szczeblach władzy. Co gorsza dla Putina, krytyka nie płynie już wyłącznie z marginalizowanych środowisk liberalnych czy antywojennych. Kreml zmaga się z buntem wewnątrz własnego obozu poparcia – tak zwani „ultrapatrioci” oraz wpływowi blogerzy wojskowi, którzy dotychczas stanowili ideologiczny taran inwazji, coraz ostrzej i bezlitośnie punktują nieskuteczność dowództwa oraz bezradność armii wobec ukraińskich kontrataków. Wojna przestała być odległym obrazkiem z państwowej telewizji. Stała się dotkliwym, namacalnym doświadczeniem milionów Rosjan.
Dla reżimu czas jest bezwzględny. Zbliżające się jesienne wybory do Dumy Państwowej stanowią dla administracji prezydenckiej potężny stress-test całego systemu politycznego. Choć w warunkach rosyjskiej autokracji procedury te można nazwać „specjalną operacją wyborczą” opartą na fałszerstwach i eliminacji oponentów, Kreml śmiertelnie obawia się eksplozji niezadowolenia społecznego.
Sondaże – nawet te realizowane przez ośrodki znajdujące się pod silnym wpływem władz – wykazują niepokojący dla Putina trend – poparcie dla jego polityki tąpnęło o blisko 10 pkt. proc. Aż dwie trzecie Rosjan deklaruje poparcie dla natychmiastowych rozmów pokojowych. Choć w ich oczach ma to być wciąż „pokój zwycięski”, a nie oparty na kompromisach, sam zwrot nastrojów w stronę zakończenia walk paraliżuje plany Kremla dotyczące ogłoszenia kolejnej, nieuchronnej fali powszechnej mobilizacji wojskowej. Pamięć o jesieni 2022 r., gdy ogłoszenie częściowego poboru wywołało panikę i ucieczkę z kraju około miliona młodych, wykształconych obywateli, wciąż działa w rządzie paraliżująco.
Wojna u bram rafinerii. Kryzys paliwowy paraliżuje kraj
Najbardziej spektakularnym i destrukcyjnym elementem nowej fazy konfliktu stała się ukraińska kampania uderzeń dronowych i rakietowych na kluczowe elementy infrastruktury energetycznej w głębi Federacji Rosyjskiej. Od marca tego roku Ukraińcy systematycznie realizują strategię niszczenia rosyjskiego sektora rafineryjnego, obnażając całkowitą bezsilność rosyjskiej obrony powietrznej, która przy ograniczonych zasobach nie jest w stanie chronić setek obiektów rozproszonych na gigantycznym terytorium kraju.
Ukraińcy zaatakowali co najmniej raz każdą dużą rafinerię w europejskiej części Rosji. Co więcej, zasięg tych uderzeń bije kolejne rekordy – na początku lipca drony uderzyły w gigantyczną rafinerię w syberyjskim Omsku, położoną około 2,5 tys. kilometrów od granicy z Ukrainą, tuż przy granicy z Kazachstanem. Prawdziwym koszmarem dla rosyjskich inżynierów jest jednak powtarzalność tych ataków. Ukraińcy uderzają w te same obiekty wielokrotnie, co sprawia, że rutynowe i kosztowne naprawy stają się syzyfową pracą. Flagowym przykładem jest kluczowa rafineria pod Moskwą, zaopatrująca w paliwa stolicę i sąsiednie regiony – stopień jej zniszczenia wyłączył ją z eksploatacji na co najmniej pół roku.
Czym to skutkuje? Według danych renomowanej platformy analitycznej Kpler, w czerwcu 2026 r. poziom przetwórstwa ropy naftowej w Rosji spadł do dramatycznego poziomu 4,1 mln baryłek dziennie (bbl/d). Dla porównania, w sezonie letnim rok temu wskaźnik ten wynosił stabilne 5–5,2 mln bbl/d. Odnosząc te dane do okresu sprzed ukraińskiej ofensywy rafineryjnej (rok 2022), ogólne zdolności przetwórcze Rosji skurczyły się o ok. jedną trzecią (33 proc.).
Konsekwencje rynkowe tego załamania są dla Kremla druzgocące. Mają oni bowiem do czynienia z:
- fizycznym deficytem i reglamentacją. Od końca maja w większości rosyjskich regionów rozwija się ostry kryzys paliwowy. W około połowie podmiotów federacji władze zostały zmuszone do wprowadzenia drastycznej reglamentacji sprzedaży paliw dla zwykłych (wprowadzono limity zakupowe oraz bezwzględny zakaz wlewania benzyny do kanistrów). Rosjanie biją się na stacjach paliwowych, kto pierwszy stał w kolejce. Władze do uspokojenia tłumu wysyłają urzędników i nauczycieli.
- Katastrofą w okupowanym Krymie. Na anektowanym półwyspie wprowadzono oficjalny stan nadzwyczajny. Obowiązuje tam całkowity, bezwzględny zakaz sprzedaży benzyny dla klientów indywidualnych – paliwo dystrybuowane jest wyłącznie dla służb państwowych, wojska i ratownictwa. Północne lądowe połączenie Krymu z Rosją zostało zbombardowane i zniszczone przez Ukraińców, a ruch przez uszkodzony Most Krymski paraliżują gigantyczne zatory i ciągłe alarmy rakietowe. Skuteczne uderzenia w elektrownie wywołały masowe przerwy w dostawie prądu i kryzys humanitarny, całkowicie grzebiąc kluczowy dla lokalnej gospodarki sezon turystyczny.
- Eksplozją cen. Rosyjski Urząd Statystyczny (Rosstat) odnotował od początku 2026 r. wzrost cen benzyny i oleju napędowego o 11–12 proc.. Wskaźnik ten dwukrotnie przewyższa oficjalną inflację. Prawdziwy dramat rozgrywa się jednak na giełdzie hurtowej, gdzie ceny paliw od stycznia skoczyły o blisko 40 proc. Kryzys uderza najmocniej w niezależne stacje benzynowe (stanowiące ok. 2/3 rynku), które nie należą do państwowych megakoncernów i muszą kupować paliwo po cenach rynkowych, co drastycznie winduje koszty transportu kołowego. W obawie przed paraliżem zbliżających się żniw, 8 lipca 2026 r. rząd wprowadził całkowity zakaz eksportu oleju napędowego.
Kreml reaguje chaotycznie. Aby ratować rynek, drastycznie zwiększono import benzyny z Białorusi oraz – co zakrawa na geopolityczną ironię – z Indii. Rząd w Moskwie musiał rozszerzyć system subsydiów budżetowych na paliwa importowane z Azji, pokrywając gigantyczne koszty logistyczne, a jednocześnie obniżył krajowe standardy emisyjne, zezwalając na produkcję paliw gorszej jakości.
Toksyczna trójca rosyjskiej makroekonomii
Podczas gdy uwaga opinii publicznej koncentruje się na płonących rafineriach, w fundamentach rosyjskiej gospodarki zachodzi proces głębokiej degradacji strukturalnej. Wybitny ekonomista Władimir Miłow w swoim raporcie dla Free Russia Foundation wprost definiuje obecny stan jako „toksyczną trójcę”. O co chodzi? Ekspert łączy jednoczesne wystąpienie recesji, uporczywej inflacji i głębokiego kryzysu budżetowego. Prześledźmy pokrótce każdy z tych elementów.
1. Widmo recesji i załamanie wzrostu gospodarczego
Wzrost PKB Rosji, który w latach 2023–2024 wynosił 3-4 proc. rocznie dzięki gigantycznym transferom finansowym do fabryk zbrojeniowych, w 2026 r. wyhamował niemal do zera. Pierwszy kwartał przyniósł realny spadek PKB o 0,2 proc. w ujęciu rocznym, a pierwsze pięć miesięcy 0,2 proc. wzrostu. To czysta definicja stagnacji.
| Okres | Wzrost/Spadek PKB (%) | Kluczowe uwarunkowania ekonomiczne |
| 2023 | +4,1 proc. | Potężny zastrzyk wydatków wojskowych, omijanie pierwszych sankcji |
| 2024 | +4,9 proc. | Szczyt wojennej stymulacji keynesistowskiej |
| 2025 | ok. +1 proc. | Wyczerpanie efektu bazy, drastyczne podwyżki stóp procentowych |
| I kw. 2026 | –0,2 proc. | Recesja w sektorze cywilnym, tąpnięcie dochodów naftowych |
| Prognoza 2026 | +0,4 do +1,3 proc. | Oficjalny, skrajnie optymistyczny scenariusz rządowy przy ropie za 59 dol. |
Analitycy rządowego Centrum Analiz Makroekonomicznych i Prognozowania Krótkoterminowego (CMASF), kierowanego przez Dmitrija Biełousowa (brata ministra obrony Andrieja Biełousowa), alarmują wprost – wskaźnik Composite Leading Indicator (CLI), mierzący ryzyko wejścia gospodarki w głęboką recesję, osiągnął w lutym wartość 0,52 – niemal trzykrotnie przekraczając krytyczny próg bezpieczeństwa wynoszący 0,18. W marcu wskaźnik ten skorygował się minimalnie do 0,46, wciąż sygnalizując nieuchronne załamanie.
2. Inflacyjna zabawa w kotka i myszkę oraz statystyczne oszustwa Rosstatu
Kreml przez miesiące chwalił się rzekomym „okiełznaniem” inflacji, deklarując jej poziom w granicach 5–6 proc. Dane z początku tego roku zdemolowały tę narrację. Tylko w ciągu pierwszych dni stycznia ceny podstawowych warzyw, zwolnionych z wyższej stawki podatkowej (jak ogórki czy pomidory), wzrosły odpowiednio o 28,5 proc. i 17,3 proc., a inflacja w ujęciu miesięcznym podskoczyła najmocniej od początku wojny.
Niezależne śledztwa ekonomiczne ujawniły bezczelne manipulacje Rosstatu. W październiku urząd ten raportował miesięczną inflację na poziomie 0,5 proc., podczas gdy cząstkowe dane tygodniowe wskazywały na 0,84 proc. W grudniu z kolei Rosstat po prostu „zapomniał” zaraportować danych za ostatnie dziewięć dni roku, by sztucznie wykazać miesięczną inflację na poziomie 0,32 proc. i zamknąć rok sfałszowanym wynikiem 5,6 proc.
Badania ankietowe samego Banku Rosji wskazują, że inflacja obserwowana i oczekiwana przez obywateli realnie wynosi 13–15 proc. Ta ogromna dysproporcja napędzana jest faktem, że płace nominalne (rosnące w marcu o 8,1 proc.) rosną znacznie szybciej niż realna wydajność pracy (wzrost zaledwie o 1,7 proc. w I kwartale 2026 r.), co wywołuje klasyczną spiralę cenowo-płacową.
3. Krach budżetowy i wyschnięte rezerwy
Deficyt budżetu federalnego za poprzedni rok osiągnął kwotę 5,7 bln rubli (2,6 proc. PKB), okazując się pięciokrotnie wyższy, niż planowano. Sytuacja fiskalna w pierwszych miesiącach tego roku uległa dalszemu drastycznemu pogorszeniu, a deficyt przekroczył już całoroczny cel założony przez ministerstwo finansów.
Przyczyna jest dość prozaiczna. Chodzi o załamanie dochodów naftowo-gazowych. W grudniu średnia cena rosyjskiej ropy Urals spadła do zaledwie 39 dolarów za baryłkę , wywołując spadek dochodów z eksportu surowców o 43 proc. w ujęciu rocznym. W połowie 2026 r. cena Urals oscyluje wokół 50 dolarów , co wciąż znajduje się drastycznie poniżej progu 59 dolarów wpisanego jako sztywna baza do budżetu federalnego. To bezpośredni efekt unijnego 18. pakietu sankcji UE oraz administracji Donalda Trumpa nałożonych m.in. na Rosnieft i Łukoil.
Co ważne, poduszka finansowa Kremla w postaci Funduszu Dobrobytu Narodowego (NWF) de facto przestała istnieć jako instrument ratunkowy. Minister finansów Anton Siłuanow otwarcie przyznał przed Dumą Państwową, że płynna część funduszu stopniała poniżej 2 proc. PKB – z dawnych zasobów pozostało ok. 4 bln rubli, z czego wolne, nieobciążone zobowiązaniami środki to zaledwie 3 bln rubli. W efekcie Moskwa musiała gwałtownie zamrozić wzrost wydatków państwowych – dynamika wydatków budżetowych spadła z 17,9 proc. w latach 2022–2024 do zaledwie 2,7 proc. w planie na ten rok. „Impuls budżetowy nie może trwać wiecznie” – skwitował Siłuanow, grzebiąc mit organicznej odporności gospodarki na sankcje.
Nabiullina ukrywa drukarkę pieniędzy
Skoro Rosja jest całkowicie odcięta od międzynarodowych rynków kapitałowych, rezerwy NWF wygasły, a krajowy rynek długu nie posiada odpowiedniej głębokości, w jaki sposób Kreml finansuje gigantyczną dziurę budżetową?
Analiza mechanizmów monetarnych, które czytamy w niezależnych analizach rosyjskich think-tanków ujawnia groźny proceder. Bank Centralny pod wodzą Elwiry Nabiulliny wdrożył zakamuflowany system emisji pustego pieniądza, zwany schematem „repo-to-OFZ”. Oficjalnie Bank Centralny jedynie „zapewnia płynność” komercyjnym bankom. W praktyce wygląda to tak. Bank Centralny drukuje ruble i przekazuje je bankom (głównie państwowym gigantom jak Sberbank i VTB) w ramach cotygodniowych aukcji repo. Te same banki, za świeżo wydrukowane pieniądze, natychmiast kupują obligacje skarbowe (OFZ) emitowane przez Ministerstwo Finansów.
Skala tego procederu poraża. Wolumen płynności pompowanej w aukcjach repo wzrósł z poziomu 0,9 bln rubli tygodniowo (styczeń–październik) do 2,2 bln rubli w listopadzie, osiągając na przełomie grudnia i stycznia 2026 r. zawrotną kwotę ponad 3 bln rubli tygodniowo. Jest to klasyczny mechanizm monetyzacji długu publicznego, ukryty za parawanem pośrednictwa bankowego. Proceder ten ma charakter wysoce proinflacyjny i bezpośrednio przekłada się na eksplozję cen.
Równocześnie dług staje się dla państwa śmiertelnie drogi. Rentowność 10-letnich obligacji OFZ już oscyluje wokół 15–16 proc. W 2025 r. z wyemitowanych 6,8 bln rubli długu, aż dwie trzecie (2/3) natychmiast „wypaliły” płatności z tytułu zapadalności starych papierów i odsetek – realny zysk netto dla budżetu wyniósł marne 2,3 bln rubli. W tym roku z kolei same koszty obsługi długu pochłoną blisko 10 proc. całego budżetu federalnego, skutecznie wypierając wydatki na edukację, zdrowie czy infrastrukturę cywilną.
Paraliż inwestycyjny w Rosji
W tym samym czasie realny sektor zamiera pod uściskiem stóp procentowych. Choć kluczowa stopa została po serii obniżek ściągnięta z rekordowych poziomów rzędu 21 proc. do 14,25 proc., realne oprocentowanie kredytów komercyjnych dla biznesu jest wciąż wysokie. Przy średniej rentowności rosyjskiego biznesu cywilnego (czyli wszystkiego poza obronnością, wojną itd.) na poziomie 10–12 proc., zaciąganie pożyczek na rozwój straciło jakikolwiek sens ekonomiczny.
Jaki to daje efekt? Totalny paraliż inwestycyjny. W pierwszym kwartale tego roku nakłady na kapitał trwały tąpnęły o ponad 14 proc. rok do roku. Aż 80 proc. małych i średnich przedsiębiorstw (SME) całkowicie porzuciło jakiekolwiek plany ekspansji. Szef Rosyjskiego Związku Przemysłowców i Przedsiębiorców Aleksandr Szochin wprost ostrzega, że przy obecnych parametrach realna rentowność sektorów cywilnych przestała istnieć. Zamiast inwestować w niepewne projekty, biznes woli deponować gotówkę na bezpiecznych lokatach bankowych, zarabiając na wysokich stopach procentowych, co ekonomia nazywa „awersją do ryzyka”. Mechanizm ten zawsze pojawia się w czasach większej niepewności o jutro.
Tak więc rosyjskie inwestycje w środki trwałe, stanowiące o przyszłym PKB kraju, dramatycznie się kurczą i ulegają patologicznej deformacji. Przez ostatnie pięć lat nakłady inwestycyjne nominalnie wzrosły o 34,7 proc., ale realne oddanie do użytku nowych budynków, maszyn i linii produkcyjnych wzrosło o zaledwie 11,8 proc. Pieniądze zamiast na modernizację technologiczną są masowo przekierowywane na rekonstrukcję starych linii oraz – co bezprecedensowe – na zakup systemów antydronowych i systemów obrony powietrznej w celu ochrony istniejących fabryk przed ukraińskimi atakami.
W ten sposób rosyjski przemysł zjada własny ogon – park maszynowy dramatycznie się starzeje. Już w 2021 r. 22 proc. aktywów trwałych było całkowicie zamortyzowanych (zużytych) , a w 2026 r. stopień zużycia maszyn w sektorze przetwórczym osiągnął katastrofalny poziom 63 proc..
Jaka jest skala tej zapaści? Oto kilka przykładów:
- Rosyjskie Koleje (RZD). Program inwestycyjny tego infrastrukturalnego kręgosłupa Rosji został ścięty z 1,5 bln rubli (ok. 75 mld zł; dane za 2024 r.) przez 891 mld (2025 r.) do poziomu 714 mld rubli (2026 r.). Aż dwie trzecie tych środków idzie wyłącznie na utrzymanie istniejących, zużytych torowisk. Na zakup nowych lokomotyw zostało marne 162 mld rubli. Koncern Transmaszholding otwarcie zadeklarował, że w ramach tego budżetu nie jest w stanie wyprodukować zamówionych 400 lokomotyw z powodu szalejącej drożyzny komponentów. Krajowi grozi strukturalny paraliż transportowy.
- KamAZ. Flagowy producent rosyjskich ciężarówek ściął swój budżet inwestycyjny na 2026 rok o dwie trzecie (2/3). Powód? Lawinowo rosnące zadłużenie i rekordowa strata netto w wysokości 43 mld rubli. Całkowicie zamrożono programy badawczo-rozwojowe (R&D) nad pojazdami przyszłości.
- Mikroelektronika i litografia. Ministerstwo Przemysłu i Handlu z powodu braku środków anulowało kluczowe przetwory państwowe na rozwój krajowych technologii litograficznych (w tym wart 1,6 bln rubli projekt produkcji kryształów fluorku wapnia do fotolitografii UV dla procesorów 90 nm i mniejszych). Sektor zaawansowanych technologii zderzył się z dziurą budżetową rzędu 33,1 mld rubli na lata 2026–2028.
- Most na rzece Lena. Ikona rosyjskich planów rozwoju Syberii i Dalekiego Wschodu, mająca połączyć Jakuck z federalną siecią drogową, została de facto zamrożona. Szacowany koszt mostu wzrósł do 176 mld rubli. Lokalne media wprost przyznają, że budowa ruszy dopiero wtedy, gdy priorytety Kremla zmienią się „z obronnych na cywilne”.
Wojskowy gigant na glinianych nogach. Sektor zbrojeniowy u progu bankructwa
Powszechnym mitem zachodniej publicystyki jest przekonanie, że rosyjski kompleks wojskowo-przemysłowy (KWP) pędzi bez opamiętania, generując ogromne zyski i napędzając koniunkturę. W rzeczywistości model ten zderzył się ze ścianą nieefektywności finansowej. W Rosji AD 2026 panuje głęboki dualizm gospodarczy – KWP rośnie wprawdzie w tempie dwucyfrowym (15–20 proc. rocznie) kosztem wysysania zasobów z reszty rynku, ale jego rentowność jest bliska zeru lub ujemna.
Szef państwowego megakonglomeratu zbrojeniowego Rostec Siergiej Czemiezow (odpowiedzialny za dostarczanie 80 proc. uzbrojenia na front) zrzucił bombę informacyjną, przyznając w wywiadzie dla RIA Nowosti, że większość zakładów wojskowych operuje na granicy zysku i straty. Sztywne ceny narzucane przez Ministerstwo Obrony w ramach zamówień państwowych nie uwzględniają realnej inflacji kosztowej. Fabryki KWP nie mają żadnych własnych środków na modernizację czy rozwój techniczny.
Kluczowy problem gospodarki stanowią obecnie masowe zatory płatnicze generowane przez przedsiębiorstwa państwowe i fabryki wojskowe. W kwartalnych badaniach Związku Przemysłowców niepłatności ze strony sektora militarnego zostały wskazane przez biznes jako problem numer jeden, paraliżujący normalną aktywność gospodarczą. Niewypłacalność KWP zmusiła Kreml do przeprowadzenia w 2025 r. aż dwukrotnej, awaryjnej dokapitalizacji wyspecjalizowanego banku wojskowego PSB na łączną kwotę około 750 mln dol. , co miało zapobiec lawinie niespłacanych kredytów (NPL).
Wewnątrz rosyjskich elit wybuchła otwarta wojna o alokację kurczących się zasobów. Podczas Kongresu Finansowego prezes VTB Andriej Kostin bez ogródek oskarżył sektor militarny o niszczenie kraju.
Wydatki wojskowe są bezpośrednią przyczyną inflacji. Produkujemy rzeczy, które lecą gdzieś w powietrze, nie zwiększając podaży towarów na rynku, podczas gdy koszty pracy i surowców rosną dramatycznie – przekonywał.
Kolejnym strukturalnym ciosem w system jest rynek pracy. Oficjalne bezrobocie w Rosji wynosi rekordowo niskie 2,1–2,2 proc. W normalnych warunkach byłby to powód do dumy, ale nie w Rosji, gdzie bezrobocie to wskaźnik katastrofy demograficznej i strukturalnego niedoboru rąk do pracy. Rynek został wydrenowany przez masową emigrację setek tysięcy specjalistów IT i inżynierów po 2022 r. oraz permanentną mobilizację. Oficjalny deficyt kadrowy szacowany jest na 1,5 mln pracowników (głównie w budownictwie, transporcie i usługach) , a prognozy przemysłowe wskazują, że do końca dekady luka ta wzrośnie do 3 milionów ludzi.
Cztery czarne scenariusze dla Rosji
Kostin to niejedyny biznesmen, który przestał owijać w bawełnę. Rosnąca presja demograficzna, spadające dochody z surowców, a nade wszystko widmo utraty kontroli państwa nad gospodarką rodzą uzasadnione obawy o przetrwanie reżimu. Andriej Melniczenko, z wykształcenia fizyk-teoretyk szkolony na Uniwersytecie Moskiewskim, a obecnie największy rosyjski przemysłowiec i założyciel EuroChem, w bezprecedensowym wywiadzie dla The Economist z 13.07. kalkuluje przyszłość Rosji w kategoriach prawdopodobieństwa, z których każde wydaje się dla tego państwa katastrofalne.
Brytyjski tygodnik przytacza cztery scenariusze przedstawione przez oligarchę:
- Anarchia. Zdaniem miliardera ten scenariusz oznacza dla Kremla upadek struktur centralnych oraz walki terytorialne „watażków” rywalizujących o władzę nad arsenałami jądrowymi i kurczącymi się bogactwami mineralnymi.
- Feudalizm wobec Chin. Rosji grozi także pełne uzależnienie i sprowadzenie państwa do roli wyłącznie taniej bazy surowcowej, funkcjonującej pod pełnym dyktatem rządu w Pekinie.
- Ubogie marginesy Europy. Rosję może spotkać również utrata jakiegokolwiek znaczenia dla kontynentu, podtrzymywana agresywnym nacjonalizmem, resentymentami i postępującym zubożeniem społeczeństwa.
- Autarkia na wzór Korei Północnej. Jak zauważa oligarcha w The Economist, ten właśnie model, w którym kraj odizolowany staje się zamkniętą twierdzą operującą na marginesie nędzy ludzkiej jest coraz poważniej „dyskutowany w kuluarach Kremla”, forsowany głównie przez „twardogłowych” ze służb specjalnych (silowików). Taki model uzasadnia z perspektywy wewnątrzrosyjskiej potężny uścisk służb nad społeczeństwem w atmosferze nieustannej wojny i wroga u bram.
Suwerenność według oligarchy i bankrutujący budżet
Gdy deficyt federalny połyka pozostałości z zaledwie 3 bilionów rubli dostępnych jeszcze w Funduszu Dobrobytu Narodowego, a Bank Centralny ratuje budżet przed niewypłacalnością skomplikowanym modelem pompowania pieniądza do rynku obligacji, ukrywając realną, dwucyfrową inflację (szacowaną na 13-15 proc.), Melniczenko występuje z koncepcją przebudowy ustroju, co na Kremlu w tak otwarty sposób jest wystąpieniem godnym odnotowania.
W wywiadzie dla The Economist opowiada się on za zbudowaniem modelu „suwerennego”, który zdefiniował na nowo, nie odwołując się do retoryki antyzachodniej i haseł Putina z ubiegłych lat, lecz do poczucia przewidywalności, zapewniającego bezpieczeństwo życia obywateli, zabezpieczającego wolności osobiste i nienaruszalność prawa własności.
Chodzi o odrzucenie jednoosobowej dyktatury i arbitralności decyzji w zamian za stworzenie z powrotem przestrzeni dla kompetentnych urzędników oraz decydentów ze środowisk biznesu i nauki. Jednocześnie kieruje wyraźne wezwanie do Zachodu – domaga się „suwerenności” dla kraju na arenie międzynarodowej, rozumianej jako obietnica powstrzymania ingerencji w jego wewnętrzne procesy przebudowy ze strony zagranicy.
Nie ma przy tym jednak złudzeń i jego zdaniem obecnie Kreml zmierza ku scenariuszowi bycia podnóżkiem Pekinu i zamknięcia się na świat w stylu Korei Północnej, gdyż twardogłowi przedstawiciele władzy za nic nie będą chcieli jej oddać.
Fiasko dyplomacji i upokorzenie Donalda Trumpa
Ale to nie wszystko. Rozpaczliwe próby przełamania patu ekonomicznego i militarnego pchnęły Kreml w stronę szeroko zakrojonej ofensywy dyplomatycznej, która miała wykorzystać powrót Donalda Trumpa do Białego Domu. Kalkulacja Putina była prosta, a zarazem cyniczna – poprzez nieoficjalne kanały biznesowe, kontrolowane przez szefa Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich Kiriłła Dmitriewa, dotrzeć do najbliższego otoczenia Trumpa – jego zięcia Jareda Kushnera oraz zaufanego biznesmena Steve’a Witkoffa.
Amerykanom roztoczono „złote góry” korzyści biznesowych, kontraktów surowcowych i powrotu do lukratywnej współpracy, jeśli tylko administracja USA zmusi Ukrainę do akceptacji rosyjskich warunków pokojowych (obejmujących demilitaryzację, oddanie terytoriów i zrzeczenie się suwerenności politycznej).
Ta misternie tkana intryga według analityków na Zachodzie poniosła jednak sromotną klęskę. Putin rażąco przecenił biznesowy pragmatyzm Trumpa i nie doszacował jego politycznego ego. Rosjanie, grając na zwłokę, nie przedstawili ani jednej realnej koncesji, traktując negocjacje jedynie jako zasłonę dymną do przerzucenia winy za konflikt na Kijów i Europę. Donald Trump szybko zorientował się, że wizerunkowo zaczyna wychodzić na naiwnego gracza. Czarę goryczy przelały sytuacje, w których po kurtuazyjnych i pełnych zapewnień rozmowach telefonicznych z Putinem, amerykański prezydent dowiadywał się z raportów wywiadu o zmasowanych bombardowaniach Kijowa.
Z przecieków z Białego Domu wynika, że wściekły Donald Trump zaczął prywatnie określać Władimira Putina mianem bullshit artist (artysty od bzdur). Mityczny „duch Alaski” – jak rosyjska propaganda ochrzciła rzekome, tajne porozumienia wynegocjowane podczas szczytu w Anchorage – został brutalnie rozdeptany przez sekretarza stanu Marco Rubio, który oficjalnie zadeklarował, że żadnych układów z Rosją nie było i nie będzie.
Relacje amerykańsko-rosyjskie uległy gwałtownemu schłodzeniu. Zapowiadane wizyty Kushnera i Witkoffa w Moskwie zostały bezterminowo zawieszone. Administracja zakomunikowała, że latanie na sesje fotograficzne nie ma sensu, a obaj wysłannicy zostali w pełni przekierowani do priorytetowego dla USA kryzysu irańskiego. W odwecie, a także widząc słabość Rosji, Amerykanie skokowo zwiększyli wsparcie wywiadowcze dla Ukraińców, dostarczając precyzyjne dane telemetryczne, co diametralnie zwiększyło skuteczność ukraińskich uderzeń dronowych w głębi terytorium rosyjskiego.
Podobnym fiaskiem zakończyły się próby rozbicia jedności europejskiej. Choć Kreml z entuzjazmem przyjął wizytę ambasadorów Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec w gmachu MSZ w Moskwie, spotkanie okazało się jałowe. Zamiast oczekiwanych przez Rosję propozycji handlowych, dyplomaci z Europy przedstawili twardą listę żądań deeskalacyjnych i potwierdzili bezwarunkowe wsparcie dla planu pokojowego prezydenta Zełenskiego.
Osaczony szczur. Strategia eskalacji wobec NATO
Zagoniony w ślepy zaułek ekonomiczny i militarny Władimir Putin staje przed klasycznym dylematem autokraty. Skoro dyplomacja oparta na korupcji biznesowej zawiodła , a zasoby wewnętrzne wyczerpują się w tempie uniemożliwiającym prowadzenie wojny przez kolejne lata , jedyną kartą pozostającą w grze jest wymuszenie ustępstw poprzez kontrolowaną eskalację geopolityczną.
Moskwa wdrożyła już nową doktrynę informacyjną. Pieskow, rzecznik Kremla, kilka dni temu mówił, że Rosja nie prowadzi już „specjalnej operacji” wobec Ukrainy, a „wojnę z NATO”. Dlaczego tak mówił? Służy to dwóm celom.
Po pierwsze, wytłumaczeniu społeczeństwu, dlaczego potężna Rosja nie jest w stanie wygrać z Ukrainą, dlaczego obywatele tego kraju muszą stać w wielokilometrowych kolejkach po benzynę i dlaczego płoną rafinerie w Omsku i Moskwie (to wina „agresywnego paktu, który rękami ukraińskich pionków prowadzi wojnę z mateczką Rosją”).
Po drugie, chodzi też o zastraszenie opinii publicznej na Zachodzie wizją wybuchu III wojny światowej.
Do głosu dochodzi beton. Na celowniku Polska
Dodatkowo, wokół Putina coraz mocniejszy głos zyskują radykalni, prokremlowscy eksperci głównego nurtu, tacy jak Siergiej Karaganow i Dmitrij Trienin. Ich publiczne manifesty wprost formułują strategię „przywrócenia strachu w Europie” jako jedynej metody na zmuszenie Zachodu do kapitulacji. Karaganow domaga się obniżenia progu użycia broni atomowej i sugeruje przeprowadzenie demonstracyjnych uderzeń taktyczną bronią jądrową na Ukrainie lub dokonanie otwartych ataków kinetycznych (rakietowych) na infrastrukturę logistyczną na terytorium państw członkowskich NATO.
Analiza operacyjna wskazuje, że bezpośrednim celem rosyjskich gróźb i planowanych prowokacji stały się państwa bezpośrednio sąsiadujące: Litwa, Łotwa, Estonia, Finlandia oraz Polska. Rzecznik Kremla, choć publicznie kpił z doniesień o szykowaniu ataku na Polskę, w tej samej wypowiedzi celowo i złowrogo zaznaczył, że „konkretne polskie zakłady produkują drony używane do agresji na rosyjskie obiekty”. W środę z kolei prezydent Litwy Gitanas Nauseda w wywiadzie dla agencji BNS mówił, że z danych wywiadowczych wynika, iż Moskwa szykuje się do ataku na litewską infrastrukturę krytyczną.
Rosjanie mają swoją argumentację wobec Zachodu. Kremlowski resort obrony oskarżył Niemcy, Francję, Holandię i Norwegię o bezpośredni udział w naprowadzaniu rakiet na cele wewnątrz FR. Władimir Putin oficjalnie polecił przygotować szczegółową analizę zaangażowania poszczególnych stolic europejskich, otwierając drogę do uznania obiektów w tych krajach za „uzasadnione cele dla rosyjskich uderzeń odwetowych”.
Co szykuje Kreml?
Prawdopodobny scenariusz działań Kremla na drugą połowę 2026 r. zakłada wielopoziomową wojnę hybrydową. Głównym celem tej strategii jest wywołanie paniki w społeczeństwach zachodnich, doprowadzenie do głębokich podziałów wewnątrz struktur unijnych oraz wymuszenie presji na rządy w Paryżu, Berlinie czy Rzymie, by te – w obawie przed wojną kinetyczną – porzuciły wsparcie dla Ukrainy i zmusiły wschodnią flankę do ustępstw terytorialnych na rzecz Rosji.
Działań zaczepnych będzie tylko przybywać. W środę nasz kraj musiał poderwać dwa samoloty z Malborka, aby przechwycić parę Su-30SM2 z Królewca. Rosjanie po raz kolejny prowadzili nad Bałtykiem agresywną obserwację naszych ćwiczeń zgrywania systemów obrony powietrznej – napisał na X wicepremier Kosiniak-Kamysz. Według ekspertów takich sytuacji będzie znacznie więcej.
Moskwa czeka na odpowiedni moment. Kreml doskonale wie, że otwarta konfrontacja z USA w okresie kampanii wyborczej mogłaby zmusić Donalda Trumpa do natychmiastowej, miażdżącej odpowiedzi militarnej w celu ochrony własnych interesów politycznych i wizerunku silnego lidera. Dlatego Rosjanie bardzo ostrożnie i nieśmiało dawkują oskarżenia wobec Waszyngtonu, całą wściekłość i agresję kierując na Europejczyków.
Ostateczna decyzja o przekroczeniu czerwonej linii i przejściu od działań hybrydowych do otwartych uderzeń rakietowych na cele w Polsce czy krajach bałtyckich zapadnie wtedy, gdy Kreml uzna, że tarcia transatlantyckie i wewnętrzne kryzysy w Europie sparaliżowały decyzyjność Sojuszu w ramach Artykułu 5.
Gra o powstrzymanie
Podsumowując, Rosja w 2026 r. przypomina rannego, potężnego drapieżnika zapędzonego w kozi róg przez własną pychę i błędy kalkulacyjne. Liczby nie kłamią. Dramatyczny spadek mocy rafineryjnych o 33 proc. , załamanie prywatnych inwestycji , wyczerpanie rezerw Funduszu Dobrobytu Narodowego oraz strukturalna niewypłacalność sektora zbrojeniowego pokazują, że czas Putina dramatycznie się kurczy.
To, czy Kreml odważy się na krok w stronę otwartej eskalacji z NATO, nie zależy od jego wewnętrznej siły, ale od postawy i determinacji świata zachodniego. Trwający szczyt NATO w Ankarze oraz jednoznaczna komunikacja strategiczna Sojuszu – objawiająca się skokowym zwiększeniem obecności wojskowej na flance wschodniej – to jedyne skuteczne narzędzia mogące powstrzymać osaczonego dyktatora przed podpaleniem europejskiego domu w akcie desperacji. Machina wojenna Putina ma gliniane nogi. Zadaniem Zachodu jest dopilnować, by runęła pod ciężarem własnych ekonomicznych błędów.
Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter
Zdjęcie główne: Wygenerowane przez AI
