Partnerzy merytoryczni
Zdjęcie przedstawia farmę wiatrową na polu

NSA wydaje „ważne rozstrzygnięcie” w sprawie farm wiatrowych. Jak należy je czytać?

W polskim miksie energetycznym przybywa wiatru, ale już nie koniecznie warunków do inwestowania w tę technologię. Problematyczne są zwłaszcza inwestycje w lądowe farmy wiatrowe, gdzie do rangi symbolu urosło zeszłoroczne weto prezydenta Karola Nawrockiego w sprawie nowelizacji tzw. ustawy wiatrakowej. W tym trudnym dla branży okresie szczególnego znacznie nabiera ostatnie rozstrzygnięcie Naczelnego Sądu Administracyjnego. Biznes Enter tłumaczy, jak należy je interpretować.

  • Teza. Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego ws. zintegrowanych planów inwestycyjnych (ZPI) dla projektów OZE stanowi ważny sygnał dla branży. Dopuszczenie projektów energetycznych do tej formy planistycznej to krok w dobrą stronę, ale nie rewolucja.
  • Dowód. Wymóg finansowania przez inwestora większości procesu tworzenia ZPI, w tym kosztownych badań środowiskowych niezbędnych przy projektach OZE, odciąża budżety gmin i tym samym upraszcza procedurę uchwalania planu zagospodarowania przestrzennego.
  • Efekt. ZPI staje się interesującą alternatywą dla nowych inwestycji w farmy wiatrowe w Polsce. Nie jest to jednak rozwiązanie jednoznacznie lepsze od klasycznej ścieżki opartej na miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego. Zdaniem eksperta, jego użyteczność w dużej mierze będzie zależeć od lokalnych uwarunkowań w gminie, na której terenie inwestor planuje realizację projektu.

Budowa wiatraków może być objęta zintegrowanym planem inwestycyjnym (ZPI)” – poinformował w zeszłym tygodniu NSA. – To ważne rozstrzygnięcie dla rynku – komentuje ten wyrok dla Biznes Enter mec. Jacek Kosiński, ekspert od prawa energetycznego. Decyzja NSA kończy wielomiesięczny spór prawny, który hamował rozwój branży. Czy jednak ostateczne odblokowanie ZPI pozwoli na nowo „nakręcić się” wiatrakom? I co to tak naprawdę oznacza?

ZPI na ratunek inwestycjom OZE

Jednią z bolączek zarówno inwestorów, jak i gmin, jest wpasowanie własnych projektów do wymagań i procedur wymaganych przy składaniu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego (MPZP). Aby ułatwić proces inwestycyjny, rząd przygotował nowe rozwiązania prawne w ramach tzw. reformy planistycznej, czyli zintegrowany plan inwestycyjny (ZPI).

Przyjęte jeszcze w 2023 r. przepisy służą przede wszystkim przeniesieniu części kosztów i procesów ze strony gminy na inwestora. W ZPI to inwestorzy, jako wnioskodawcy, muszą ponosić główne koszty administracyjno-inwestycyjne całego procesu. Dodatkowo przyszły inwestor zobowiązuje się do pokrycia z własnej kieszeni wydatków na budowę lub przysposobienie infrastruktury niezbędnej do obsłużenia nowo powstającej inwestycji. Przykładowo może zbudować nową drogę łączącą wieś z placem budowy.

Wszystkie te zapisy służą cięciu kosztów po stronie gminy. Samorząd w ZPI, inaczej niż w MPZP, bierze na siebie jedynie pomniejsze wydatki, np. koszty ogłoszeń. Ten zapis jest szczególnie istotny dla branży OZE, której projekty energetyczne były często zbyt kosztowne do udźwignięcia dla gmin.

W klasycznym modelu sporządzania miejscowego planu pełne koszty jego przygotowania co do zasady ponosi gmina. W praktyce wiele gmin nie miało takich środków zabudżetowanych, co spowalniało albo wręcz blokowało procesy planistyczne dla projektów OZE.

Mec. Jacek Kosiński, ekspert od prawa energetycznego w rozmowie z Biznes Enter

Mimo poniesienia wyższych kosztów na wstępie projektu dla inwestora przyjęcie ZPI bywa korzystne. Wyższe koszty są rekompensowane za pomocą szybszej i klarowniejszej procedury oraz bardziej elastycznych zapisów w samym planie. Z tego powodu część firm zaczęło rozważać realizacje swoich projektów właśnie na podstawie nowych przepisów.

Niespodziewanie pojawił się jednak dylemat prawny. Gminy i inwestorzy zaczęli zadawać sobie pytanie, jak pogodzić procedurę ZPI z tzw. ustawą wiatrakową z 2016 r., która narzucała na inwestora obowiązek sporządzenia klasycznego planu miejscowego? Ten z pozoru prosty problem prawny niespodziewanie przeistoczył się w prawdziwy spór.

Skomplikowana historia prostego rozwiązania

Powstały paradoks legislacyjny rozwiązać próbowało Ministerstwo Rozwoju i Technologii jeszcze w 2024 r. Aby rozwiać narastające wątpliwości gmin, resort opublikował specjalne stanowisko, w którym tłumaczył, że ZPI jest równoprawnym odpowiednikiem MPZP. Według wykładni MRiT oba wspomniane plany mogły być użyte dla określenia lokalizacji elektrowni wiatrowych.

Oficjalne stanowisko resortu okazało się jednak niewystarczające dla wojewody opolskiego, który w ubiegłym roku, powołując się na zapisy z 2016 r., unieważnił przyjęty w gminie Korfantów ZPI. Inwestor nie zgodził się z decyzją wojewody i wniósł odwołanie. Niespodziewanie jednak orzekający w tej sprawie Wojewódzki Sąd Administracyjny przyznał rację urzędowi wojewódzkiemu.

W uzasadnieniu wyroku sąd stwierdził, że widniejące w ustawie z 2016 r. w odniesieniu do tradycyjnych planów miejscowych, słowo „monopol” wyklucza zastosowanie ZPI dla takich inwestycji. Wyrok WSA środowisko prawnicze przyjęło z prawdziwym zdziwieniem.

Przepisy wprowadzające zintegrowane plany inwestycyjne przesądzają wprost, że ZPI jest miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Skoro więc ustawa wiatrakowa wymaga lokalizacji elektrowni wiatrowej na podstawie miejscowego planu, to ZPI spełnia ten wymóg. Nie mamy tu do czynienia z alternatywnym instrumentem planistycznym poza systemem MPZP, lecz ze szczególną formą miejscowego planu.

Mec. Jacek Kosiński, ekspert od prawa energetycznego w rozmowie z Biznes Enter

Idąc podobnym tokiem myślenia, inwestor nie zrezygnował i złożył apelację od wyroku. Jej rozpatrzeniem zajął się NSA, który po zapoznaniu się ze sprawą uchylił zarówno decyzję wojewody, jak i WSA. Po dwóch latach niepewność spór o stosowanie ZPI w końcu się zakończył. Czy oznacza to, że teraz wszystkie inwestycje OZE będą realizowane w formule ZPI?

Plany ZPI nie zdominują inwestycji OZE

ZPI z pewnością ma swoje zalety i dla poszczególnych inwestycji formuła ta będzie korzystniejsza niż znany nam wszystkim MZPZ, jednak dla części inwestorów lepiej będzie skorzystać ze starych, znanych rozwiązań – słyszymy. Zdaniem Jacka Kosińskiego w kontekście ZPI należy mówić raczej o alternatywie, a nie preferowanej ścieżce inwestycyjnej.

Nie powiedziałbym, że ZPI jest z założenia rozwiązaniem korzystniejszym niż klasyczny miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. To zależy od konkretnego projektu, nastawienia gminy, uwarunkowań lokalnych oraz tego, czy inwestor i gmina są gotowi na bliższą, bardziej uporządkowaną współpracę.

Mec. Jacek Kosiński, ekspert od prawa energetycznego w rozmowie z Biznes Enter

Należy jednak pamiętać, że sam fakt istnienia takiej alternatywy jest dla branży korzystny i z pewnością wpłynie na szybszą realizację projektów wiatrowych w poszczególnych gminach. Sam jednak sposób wprowadzenia tego rozwiązania, a następnie ugruntowywanie tych przepisów sprawia, że cała historia ma niestety słodko-gorzki charakter. Trudno nie odnieść wrażenia, że organom państwa we wdrażaniu nowego planu zabrakło po prostu… planu.

Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter

Zdjęcie główne: wirestock / Freepik

Motyw