
„Przezorny, zawsze ubezpieczony” – mówi stare polskie porzekadło. We współczesnym, pełnym chaosu i niestabilności, świecie ta ludowa mądrość nabiera nowego znaczenia. Jak jednak zauważa Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego (POPHiN) nasze krajowe zdolności związane z magazynowaniem ropy i produktów ropopochodnych są niewystarczające. „W branży paliwowej w tym zakresie dzieje się zbyt mało” – alarmuje branża.
- Teza. W Polsce, mimo równoległej elektryfikacji poszczególnych gałęzi gospodarki, zapotrzebowanie na produkty ropopochodne z roku na rok rośnie. W okresie 2015-2024 krajowa konsumpcja oleju napędowego i benzyn silnikowych wzrosła o blisko 70 proc. Rosnące zapotrzebowanie powoduje jednak określone problemy.
- Dowód. W ciągu ostatniej dekady pojemność magazynów paliwowych powiększyła się jedynie o ok. 15 proc. Zdaniem POPHiN to zbyt mało, by pokryć rosnące zapotrzebowania na import paliw i wypełnić nadchodzące regulacje.
- Efekt. Aby spełnić wymagania przepisów wchodzących za niecałe trzy lata, należałoby wygospodarować na ten cel magazyny paliwowe o pojemności ponad 1,2 miliona m3. POPHiN, mając na uwadze obecny stan infrastruktury magazynowej, uważa, że cel ten jest niemożliwy do osiągnięcia i wymaga rewizji.
W Polsce mogą wystąpić niedobory paliwa? Branża ostrzega. Spis treści
Światowa energetyka kręci się wokół ropy. „Czarne złoto” odpowiada za niemal jedną trzecią zużywanej na świecie energii – podaje Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE). A zapotrzebowanie wciąż rośnie.
Trend ten nie ominął również Polski. W okresie 2015-2024 krajowa konsumpcja oleju napędowego i benzyn silnikowych wzrosła o blisko 70 proc. – wynika z najnowszego raportu POPiHN. Z roku na rok tankujemy na stacjach coraz więcej, ale czy nasza infrastruktura i regulacje nadążają za rosnącym zapotrzebowaniem? Odpowiedź na to pytanie może się wielu nie spodobać.
W Polsce brakuje magazynów paliwowych
Polska gospodarka rozwija się na tyle szybko, że krajowe zdolności rafinacyjne w zakresie przetwórstwa ropy nie są w stanie pokryć całego zapotrzebowania na te strategiczne surowce. Aby zbilansować rynek paliwowy, potrzebny jest więc import.
Jesteśmy dziś w sytuacji, w której nawet ok. 40 proc. oleju napędowego oraz ok. 30 proc. benzyn na stacjach zostało przetworzone za granicami naszego kraju. Dodatkowo wszystko wskazuje na to, że z każdym kolejnym rokiem udział importu w rynku będzie się zwiększać.
Za rosnącym popytem nie nadąża jednak krajowa infrastruktura. W ostatnich 10 latach pojemności magazynowe dla gotowych paliw powiększyły się zaledwie o 10-15 proc. Potencjał naszego kraju w tym obszarze nie nadąża więc za rosnącym popytem na ten surowiec ze strony gospodarki. Jest to szczególnie istotne, jeśli weźmiemy pod uwagę obowiązujące aktualnie regulacje.
Te nakładają na importerów paliw obowiązek utrzymywania zapasów sprowadzanych surowców w fizycznych magazynów na terenie kraju. W ten sposób rynek dysponuje żelazną rezerwą, z której może skorzystać w przypadku kryzysu. To słuszne rozwiązanie generuje jednak w polskich warunkach określone problemy.
Ograniczona dostępność pojemności magazynowych sprawia, że firmy paliwowe mają trudności z bieżącym wypełnianiem ustawowych obowiązków. Rynek zaczyna łapać zadyszkę, ponieważ firmy nie mogą zwiększać importu, nawet jeśli jest on potrzebny dla zbilansowania podaży, z racji na brak infrastruktury do przechowywania wymaganych rezerw.
Problem nawarstwia się a czas nie gra na korzyść branży.
Już za trzy lata może nastąpić załamanie w sektorze paliw
Negatywne skutki narastającej dysproporcji między popytem a możliwościami magazynowania paliw w pełni objawią się już za trzy lata. W 2029 r. wejdą w życie nowe, bardziej restrykcyjne, przepisy dotyczące struktury zapasów ropy naftowej i paliw płynnych utrzymywanych przez Rządową Agencję Rezerw Strategicznych (RARS).
Dotychczas możliwe było ich przechowywanie w proporcji 50 proc. ropy naftowej i 50 proc. paliw gotowych. Nowe regulacje zmieniają te proporcje. Od 2029 r. co najmniej 75 proc. zapasów muszą stanowić paliwa gotowe. Przedstawiciele branży paliwowej ostrzegają, że sektor nie jest przygotowany na nowe zasady infrastrukturalnie.
W efekcie na ten cel trzeba będzie przeznaczyć magazyny o pojemności ponad 1,2 miliona m3, co przy obecnych brakach infrastrukturalnych jest niemożliwe do realizacji bez zaburzeń dostaw paliw.
POPiHN, raport roczny za 2025 r.
Z tego powodu POPiHN apeluje do rządu o korektę przyjętych w 2019 r. przepisów, jak i o państwowe inwestycje w zwiększenie pojemności magazynowych. Przykładem może być skończona w zeszłym roku rozbudowa bazy paliwowej PERN w Dębogórzu. Dzięki nowym zbiornikom jej całkowita pojemność po rozbudowie urosła do ok. 500 tys. m3. Tego typu inwestycji powinno być jednak zdecydowanie więcej.
Kto ma wziąć odpowiedzialność za paliwa?
Wymienione wyżej problemy są tak naprawdę echem zdecydowanie szerszego zagadnienia. Nad Wisłą już od wielu lat trwa debata na temat proporcji w braniu na siebie odpowiedzialności za bezpieczeństwo paliwowe Polski. Zgodnie z prawem zgromadzone zapasy paliwowe mają wystarczyć na pokrycie zapotrzebowania na stacjach na 90 dni.
Ich przechowywanie jest jednak kosztowne. Z tego powodu państwu zależy jak na największym udziale kapitału prywatnego, a biznesowi – na minimalizowaniu kosztów własnego udziału w tym mechanizmie. Przez lata obowiązywał podział, w którym firmy odpowiadały za 53 dni zapasów, a RARS – za pozostałe 37 dni. Stopniowo jednak presja branży doprowadziła do zmian w tym modelu.
W 2025 r. weszły w życie przepisy obniżające ciężar dla firm do 50 dni. Był to pierwszy krok odciążający kapitałowo producentów i importerów. Kolejnym etapem była tzw. mała reforma, zakładająca stopniowe dojście do proporcji 45 do 45 dni w 2027 r. Mimo że proces legislacyjny uległ opóźnieniu po wecie prezydenckim i dalszych korektach projektu, to finalnie w minionym roku przepisy weszły w życie.
Dla branży przyjęte zmiany są jednak niewystarczające. POPiHN wciąż optuje za tym, by wprowadzić model, w którym to państwo zabezpieczałoby rezerwy odpowiadające 60 dniom zużycia. Po stronie przedsiębiorców zapasy musiałyby wystarczyć na 30 dni. W tym roku ma odbyć się kolejna tura rozmów między rządem a sektorem.
Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter
Zdjęcie główne: senivpetro / freepik.com