
Jeszcze niedawno peptydy kojarzyły się przede wszystkim z onkologią i zaawansowaną medycyną. Dziś polski startup PeptechLab wykorzystuje je również w rolnictwie, rozwijając technologie wspierające produkcję zwierzęcą i uprawę roślin. Potencjał tego podejścia dostrzegło również jury Huawei Startup Challenge V #TechForAgrinnovation, przyznając spółce trzecie miejsce w konkursie i nagrodę w wysokości 50 tys. zł. O tym, jak naukowe odkrycia zamieniły się w biznes z międzynarodowymi ambicjami, opowiada Adam Penkala, CEO Peptechlab.
Damian Szymański, Biznes Enter: Branża rolna to wciąż sektor nierozpoznany przez szeroki biznes technologiczny, choć problemy, z którymi się mierzy, wpływają na życie każdego z nas. Skąd wziął się pomysł, by uderzyć właśnie w ten rynek z firmą biotechnologiczną?
Adam Penkala, CEO PeptechLab: Fundamentem naszej firmy jest nauka. Moim wspólnikiem jest profesor biotechnologii Tomasz Skalski, który od kilkunastu lat bada metabolity bakteryjne, czyli peptydy. Wcześniej rozwijał tę technologię w zaawansowanych zastosowaniach onkologicznych i tych związanych z COVID-19, uzyskując na nią patenty. Impulsem do wejścia w rolnictwo był konkretny problem. Zgłosili się do niego rolnicy z południa Polski, których uprawy zaatakowała plazmodiofora, potocznie nazywana kiłą kapuścianą. To niezwykle groźny patogen – jeśli zainfekuje glebę, uprawa roślin kapuścianych w danym miejscu staje się niemożliwa przez wiele lat. Wszyscy rozkładali ręce i nie potrafili znaleźć skutecznego rozwiązania.
Ale wam się udało?
Tak. To właśnie prof. Skalski opracował dedykowany zestaw peptydów. Ta nasza, jak ją czasem nazywamy, „magiczna mikstura” zastosowana na polach w Charsznicy całkowicie wyeliminowała kiłę kapuścianą. Kolejne udane testy przeprowadziliśmy z jednym z największych producentów brojlerów. Dla mnie, jako przedsiębiorcy, to był decydujący impuls. Po kilkunastu latach budowania firmy w sektorze zaawansowanego IT sprzedałem ją funduszowi private equity. Uzyskane środki postanowiliśmy zainwestować w gotową, komercyjną biotechnologię o potencjale zmieniania globalnych rynków. Tak narodził się PeptechLab.

Wchodzimy tu w bardzo skomplikowaną materię. Zapytam się najprościej, jak się da. Czym dokładnie jest wasz produkt z perspektywy klienta?
Naszym rynkiem docelowym jest szeroko pojęte rolnictwo: zarówno hodowla zwierząt, jak i uprawa roślin. Skupiamy się na dwóch kluczowych technologiach opartych na peptydach.
Zacznijmy od tej pierwszej.
Mówimy tutaj o peptydach antymikrobiotycznych. Wiem, że to brzmi skomplikowanie, dlatego wyjaśnię, o co chodzi. W naturalnych warunkach są to bardzo krótkie, delikatne łańcuchy aminokwasów, które powinny być obecne w naszych jelitach i w zdrowej glebie. Niestety, intensyfikacja rolnictwa wyjałowiła te środowiska, pozbawiając rośliny oraz zwierzęta naturalnej odporności. My produkujemy te peptydy i dostarczamy je w formie płynnej do systemów pojenia zwierząt oraz jako nawozy doglebowe i dolistne. W ten sposób zastępujemy sztuczne środki, wspierając naturalną odporność na wirusy, grzyby i bakterie.
Druga technologia opiera się na kwasie gamma-poliglutaminowym (PGA). Ma on zupełnie inną budowę i u roślin pełni funkcję swoistego „sygnalizatora” stresu suszowego. W naturalnych warunkach jest wydzielany przez bakterie glebowe, ostrzegając roślinę, zanim skutki suszy zaczną uszkadzać jej strukturę. Dostarczając PGA, uruchamiamy naturalne mechanizmy obronne rośliny: zamyka ona aparaty szparkowe, ogranicza utratę wody, a jednocześnie intensywniej pobiera z gleby potas i wapń. Nie jesteśmy magikami i nie zastąpimy wody, ale dzięki naszej technologii znacząco wydłużamy czas, w którym roślina jest w stanie przetrwać okres suszy. Pozwala to ograniczyć uszkodzenia liści czy opadanie kwiatów, a w efekcie zachować gospodarczą wartość plonu. Co istotne, przełomowe badania mojego wspólnika nad mechanizmem stresu suszowego i PGA zostały w 2023 roku opublikowane w jednym z najbardziej prestiżowych czasopism naukowych na świecie – magazynie Nature.
No tak, ale wyzwanie z perspektywy skali biznesowej zawsze polega na powtarzalności. Rolnicy wiedzą, że biologia bywa kapryśna. Gdzie leży w takim razie wasza przewaga konkurencyjna?
Nasza przewaga opiera się na dwóch elementach: stabilności i kosztach. Konkurencja najczęściej dostarcza rolnikom pożyteczne bakterie. Problem polega na tym, że aby mogły one wyprodukować cenne metabolity, muszą przetrwać w niekorzystnym środowisku i mieć zapewnione odpowiednie warunki. My dostarczamy od razu gotowy produkt – czyste peptydy. Dzięki temu działają one w sposób powtarzalny, z taką samą skutecznością w każdym cyklu produkcyjnym. W rolnictwie taka powtarzalność działania produktów biologicznych to rzadkość.
A co z produkcją?
To drugi kluczowy obszar naszej działalności. Peptydy były dotąd wykorzystywane głównie w bardzo kosztownych terapiach onkologicznych, dermatologii, a w ostatnich latach również w lekach na odchudzanie. Nam udało się opracować technologię, która pozwala wytwarzać je w sposób opłacalny dla branży rolnej. W dużych bioreaktorach namnażamy wyselekcjonowane szczepy bakterii, zapewniając im optymalne warunki, a następnie wprowadzamy tzw. stresory. W odpowiedzi bakterie zaczynają produkować peptydy, które odzyskujemy w bardzo wysokich stężeniach. Następnie zamykamy je w opracowanych przez nas nanokapsułkach, dzięki czemu są odporne na działanie enzymów glebowych czy procesów trawiennych u drobiu i uwalniają się dokładnie tam, gdzie są potrzebne. Uczciwie mówiąc, to rozwiązanie rzeczywiście przypomina technologię kosmiczną.
A jak to wygląda w arkuszu kalkulacyjnym? Rolnictwo to biznes pracujący na kruchych marżach. Jaka jest wasza strategia cenowa wobec wielkich koncernów farmaceutycznych i chemicznych?
Rolnicy są niezwykle wrażliwi na koszty. Jeśli nasz biostymulator będzie kosztował zaledwie 3 złote na hektar więcej niż ich standardowy budżet, wielu z nich nie zdecyduje się na zakup. Dlatego od początku naszym fundamentalnym założeniem było nie konkurować ceną za wszelką cenę, lecz oferować produkt kosztujący tyle, co obecnie stosowane rozwiązania chemiczne czy antybiotykowe. Chcemy dostarczać przełomową jakość i skuteczność porównywalną z chemią, nie zaburzając przy tym ekonomiki gospodarstw. Jednocześnie dbamy o to, by nasz model biznesowy zapewniał odpowiednie marże również partnerom i dystrybutorom.
Czy rynek teraz wam sprzyja?
Zdecydowanie. Producenci rolni znajdują się dziś pod silną presją regulacyjną. Antybiotyki i kolejne substancje czynne są sukcesywnie wycofywane z rynku, a dostosowanie produkcji do nowych wymagań to proces rozłożony na lata. Równocześnie rośnie presja ze strony konsumentów. Coraz więcej osób poszukuje mięsa pochodzącego z hodowli bez antybiotyków i jest gotowych za nie zapłacić nawet 20 proc. więcej, pod warunkiem zachowania wysokiej jakości.
Jest jeszcze jeden, często pomijany aspekt makroekonomiczny. Patogeny stopniowo uodparniają się na antybiotyki, przez co producenci z każdym kolejnym cyklem hodowlanym mają coraz większe trudności z utrzymaniem opłacalności produkcji. Nasze peptydy działają w odmienny sposób niż tradycyjne środki – fizycznie uszkadzają ściany komórkowe patogenów, dzięki czemu ryzyko rozwoju oporności drobnoustrojów jest znacząco ograniczone. To rozwiązanie, które daje producentom znacznie większą przewidywalność w perspektywie następnych 10 lat.
Rysujesz szerokie perspektywy, ale zejdźmy na ziemię. W jakim teraz momencie się znajdujecie jako PeptechLab?
Komercyjną działalność rozpoczęliśmy w czwartym kwartale ubiegłego roku, tuż po uzyskaniu niezbędnych dopuszczeń rynkowych. Choć jesteśmy dopiero na początku tej drogi, zainteresowanie naszymi rozwiązaniami przerosło pierwotne założenia. Obecnie sprzedajemy 100 proc. naszej produkcji, a portfel zamówień oznacza dla nas kilkutygodniowe wyprzedzenie. Naszym priorytetem jest teraz szybkie zwiększenie mocy produkcyjnych, aby nadążyć za rosnącym popytem.
Planujecie ekspansję międzynarodową?
Tak i właściwie już ją realizujemy. Posiadamy europejskie dopuszczenia dla naszych technologii w obszarze produkcji zwierzęcej. Nasze produkty, za pośrednictwem dystrybutorów, są już dostępne m.in. w Czechach, Grecji i Turcji. Przykład produkcji drobiu dobrze pokazuje potencjał naszej technologii – cykl produkcyjny trwa około 40 dni, dzięki czemu klienci mogą szybko zweryfikować jej skuteczność i podjąć decyzję o wdrożeniu na większą skalę.
W segmencie uprawy roślin działamy w modelu partnerskim, współpracując z globalnymi firmami, które wprowadzają nasze rozwiązania pod własnymi markami. Wymaga to dłuższych testów i wdrożeń, ale jednocześnie daje dostęp do znacznie szerszych kanałów dystrybucji.
Czy udział w Huawei Startup Challenge przełożył się na rozwój PeptechLab?
Zdecydowanie. Udział w Huawei Startup Challenge dał nam przede wszystkim dostęp do niezwykle wartościowej sieci kontaktów w branży rolnej i bezcennego w branży rolnej networkingu. Był po prostu ogromnym wsparciem w budowie relacji biznesowych. Nie chcę, żeby to zabrzmiało zbyt pewnie, ale od początku bardzo efektywnie skalujemy firmę. Nie budujemy rozbudowanego działu sprzedaży – większość rozmów B2B czy spotkań podczas targów w Barcelonie i Zurychu wciąż prowadzimy osobiście jako założyciele. Docelowo rozwijamy model oparty na współpracy z dystrybutorami, a po naszej stronie budujemy silny zespół wsparcia technicznego, składający się z doktorów mikrobiologii i weterynarii. Dostarczamy zaawansowaną technologię, jednak o sukcesie jej wdrożenia decyduje również umiejętne przekazanie partnerom wiedzy o jej działaniu i możliwościach zastosowania. Współpraca z marką taką jak Huawei istotnie usprawniła i przyspieszyła ten proces.
Rozmawiał Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter
Zdjęcie główne: Materiały prasowe / Huawei Startup Challenge