
Bruksela przygotowała pakiet nowych podatków, aby sfinansować kolejny wieloletni budżet Unii Europejskiej na lata 2028-2034. Kompromis w tej sprawie będzie wyjątkowo trudny – państwa UE są podzielone zarówno w kwestii skali budżetu, jak i źródeł jego finansowania. Temat wrócił na pierwszy plan wraz ze szczytem unijnym na Cyprze.
- Teza. Bruksela chce sfinansować rekordowy budżet UE nowymi „zasobami własnymi”, w tym podatkami od emisji, firm i konsumpcji.
- Dowód: Pakiet KE obejmuje m.in. ETS (30 proc. wpływów do UE), CBAM, opłatę od elektroodpadów, podatek tytoniowy TEDOR i nową daninę dla firm – CORE. Łącznie przyniesie to dziesiątki miliardów euro rocznie.
- Efekt: Propozycje dzielą państwa i ekspertów. Część z nich uznawana jest za ekonomicznie uzasadnioną, ale inne mogą uderzyć w konkurencyjność gospodarki i finanse krajów, w tym Polski.
Nowy budżet UE – przegląd propozycji i kontrowersje. Spis treści
Dyskusje nad nowym budżetem formalnie ruszyły w połowie 2025 r., ale to właśnie obecny rok ma być w tej sprawie przełomowy. Punktem wyjścia do rozmów jest projekt Komisji Europejskiej zaprezentowany w lipcu 2025 r. zakładający wysokość na poziomie ok. 2 bln euro – największą w historii UE. Dzięki temu więcej pieniędzy ma trafić m.in. na obronność, konkurencyjność, badania i nowe technologie.
Porozumienie w sprawie nowego budżetu powinno zapaść do końca 2026 r., aby nowe przepisy mogły wejść w życie od 2028 r. Problem w tym, że państwa członkowskie są w tej kwestii podzielone. Grupa „oszczędnych”, czyli takich państw jak Holandia, Austria czy Szwecja – chce mniejszego budżetu. Z kolei kraje korzystające w większym stopniu z funduszy, takie jak Polska, Włochy i Hiszpania, naciskają na większe wydatki.
„Zasoby własne” UE, czyli pakiet nowych podatków
Największe emocje budzi sposób finansowania budżetu. Nowa propozycja KE opiera się na zmodernizowanym systemie „zasobów własnych”, czyli na pięciu głównych filarach finansowania:
- ETS – handel emisjami CO₂
To mechanizm, w którym firmy płacą za prawo do emisji dwutlenku węgla. Komisja proponuje, aby aż 30 proc. dochodów z obecnego systemu (tzw. ETS I) trafiało bezpośrednio do budżetu UE. Według szacunków Brukseli oznaczałoby to wpływy na poziomie około 9,6 mld euro rocznie. W praktyce jednak wysokość tej kwoty będzie zależeć od cen uprawnień do emisji, które wahają się w ostatnich latach.
- Opłata graniczna za emisje (CBAM)
CBAM (Carbon Border Adjustment Mechanism) to system wyrównywania cen emisji CO2 na granicach. W uproszczeniu chodzi o nakładanie opłat na importowane towary z krajów, gdzie normy klimatyczne są mniej restrykcyjne. Komisja chce, aby 75 proc. wpływów z CBAM zasilało wspólny budżet. Szacunki mówią, że może być to przynieść około 1,4 mld euro rocznie.
- Elektroodpady (EEE)
Trzecia propozycja związana jest z elektroodpadami. Chodzi o pieniądze naliczane od niezebranego sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Stawka miałaby wynosić 2 euro za każdy kilogram takiego odpadu. Według wyliczeń KE mogłoby to przynieść nawet około 15 mld euro rocznie, co czyni go jednym z największych potencjalnych źródeł dochodów UE.
- Podatek tytoniowy TEDOR
Na liście propozycji znalazł się także komponent powiązany z akcyzą na wyroby tytoniowe. Chodzi o tzw. Tobacco Excise Duty Own Resource (TEDOR), czyli unijny podatek akcyzowy od wyrobów tytoniowych i produktów alternatywnych. W tym przypadku KE proponuje, aby do budżetu UE trafiało 15 proc. wpływów liczonych od minimalnych stawek akcyzy obowiązujących w Unii. W zależności od przyjętych założeń dochody z tego tytułu miałyby sięgać około 11,2 mld euro rocznie.
- CORE – opłata od dużych firm
Najbardziej kontrowersyjna propozycja to CORE (Corporate Resource for Europe – Zasoby Korporacyjne dla Europy) – roczna opłata dla przedsiębiorstw o obrotach powyżej 100 mln euro. Wysokość daniny dla UE miałaby wynosić od 100 tys. do 750 tys. euro, w zależności od skali działalności. KE argumentuje, że firmy korzystające z jednolitego rynku powinny w większym stopniu finansować jego funkcjonowanie, a system oparty na obrotach jest prosty i trudniejszy do optymalizacji podatkowej.
Budżet UE od razu w ogniu krytyki
Te pomysły spotkały się z krytyką już w trakcie prezentacji budżetu w Parlamencie Europejskim budżetu w lipcu 2025 r.
Siegfried Mureșan z Europejskiej Partii Ludowej (EPP) oraz Carla Tavares z Postępowego Sojusz Socjalistów i Demokratów w Parlamencie Europejskim – (S&D) zarzucili Brukseli marginalizowanie roli europarlamentu oraz próbę osłabienia kluczowych polityk, takich jak spójność i rolnictwo. Dodatkowo ich ocenie poziom wydatków jest niewystarczający wobec rosnących wyzwań, a nominalny wzrost budżetu do ok. 2 bln euro wynika głównie z inflacji i nowych zobowiązań, a nie realnego zwiększenia środków.
Wątpliwości europosłów wzbudził także rosnący koszt administracji UE, który w nowym budżecie wzrósł – z 82 do 118 mld euro – oraz sama struktura wydatków.
Bruegel też nie zostawia suchej nitki na pomysłach Unii
Nowe pomysły KE, choć nie wszystkie, krytycznie oceniają także analitycy europejskiego think tanku Bruegel. Przygotowali na ten temat własną analizę.
Eksperci nie kwestionują w niej m.in. pomysłu przekierowania 30 proc. dochodów z ETS do budżetu UE. Zwracają uwagę na to, że finansowanie polityki klimatycznej na poziomie unijnym ma silne uzasadnienie ekonomiczne, ponieważ ograniczanie emisji to dobro publiczne.
Ich zastrzeżenia budzą jednak szczegóły. Wskazują m.in., że wyłączenie z propozycji KE systemu ETS2 – obejmującego transport drogowy i budynki – osłabia spójność całego pomysłu. W ich ocenie emisje w tych sektorach mają taki sam wpływ na klimat jak w przemyśle, a ich wyłączenie wynika raczej z politycznej ostrożności niż z ekonomii.
Zwracają także uwagę na niepewność przy prognozowanych wpływów z tego tytułu. KE założyła średnią cenę emisji CO₂ na poziomie 88 euro za tonę, podczas gdy w 2025 r. wynosiła ona 74,20 euro, a w 2026 r. spadła poniżej 70 euro. Przy takiej zmienności rynku szacunki dochodów – sięgające ok. 9,6 mld euro rocznie – mogą być obarczone dużym błędem – wskazują analitycy Bruegla.
TEDOR i EEE to ambitne podatki, ale i niepewne skutki
Podatek CBAM, czyli mechanizm dostosowywania cen na granicach, nie budzi ich sprzeciwu. W przeciwieństwie do trzeciej propozycji – nowego podatku tytoniowego TEDOR. Zdaniem analityków Bruegla jego skuteczność będzie zależeć od reakcji konsumentów na wzrost cen.
Co więcej, jeśli podwyżki nie ograniczą konsumpcji papierosów, gdyż część rynku przeniesie się do szarej strefy lub zakupów transgranicznych, a efekt zdrowotny będzie ograniczony. Bruegel sugeruje, że lepszym rozwiązaniem byłoby podnoszenie minimalnych stawek akcyzy w całej UE, zamiast tworzenie nowego podatku.
W przypadku czwartej propozycji KE dotyczącej opłaty za niezebrany sprzęt elektryczny i elektroniczny (EEE), analitycy obawiają się, że proponowana metodologia może prowadzić do błędnych wyliczeń – zwłaszcza w krajach, gdzie szybko rośnie sprzedaż elektroniki, a system zbiórki nie nadąża za konsumpcją.
CORE, czyli najbardziej kontrowersyjny element unijnego pakietu
Największe kontrowersje budzi jednak piąta propozycja – dotycząca opodatkowania przedsiębiorstw o obrotach powyżej 100 mln euro, w tym spoza UE.
Analitycy think-tanku zwracają uwagę na konstrukcję samego podatku opartego na obrocie, a nie zysku. Taki model według nich może prowadzić do zaburzenia łańcuchów dostaw i skumulowania obciążeń na różnych etapach produkcji.
Ponadto proponowany podatek nie uwzględnia także różnic wśród firm, co oznacza, że przedsiębiorstwa o niskich marżach byłyby obciążone relatywnie bardziej niż te, które są zyskowniejsze. W ocenie Bruegla stoi to w sprzeczności z celami UE dotyczącymi konkurencyjności i sprawiedliwego systemu podatkowego. W konsekwencji eksperci rekomendują odrzucenie tej propozycji.
Podobne wnioski formułuje Warsaw Enterprise Institute (WEI). Polski think-tank szacuje z kolei, że przekierowanie 30 proc. dochodów z ETS oznaczałoby dla Polski ubytek rzędu 7,3 mld zł rocznie w budżecie państwa. WEI krytycznie ocenia także piątą propozycję KE, czyli wprowadzenie nowego podatku dla firm. Zdaniem organizacji to rozwiązanie może dodatkowo osłabić europejski przemysł, który i tak – jak zauważają – jest mało konkurencyjny.
WEI ocenia, że KE, zamiast nowych podatków, powinna koncentrować się na ograniczaniu wydatków i wzmacnianiu konkurencyjności firm. „Wysoka produktywność europejskich przedsiębiorstw to fundament bezpieczeństwa i znaczenia regionu” – podkreśla think-tank w swojej analizie, ostrzegając, że nowe obciążenia mogą ten fundament osłabić.
W krajowej kasie powstanie luka
Do propozycji Brukseli sceptycznie podchodzi się także Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. W rozmowie z Biznes Enter zwraca uwagę, że nowe propozycje finansowania budżetu UE mogą w praktyce ograniczyć wpływ państw na wydatki Wspólnoty Europejskiej.
– Jeśli Unia uzyska bezpośrednie źródła dochodów, to państwa członkowskie będą miały mniej do powiedzenia. To trochę jak z kieszonkowym – jeśli ktoś ma dostęp do konta, to przestaje słuchać właściciela – mówi.
Szczególne znaczenie – jego zdaniem – ma propozycja przekierowania 30 proc. dochodów z systemu ETS do budżetu UE. Jak podkreśla, to rozwiązanie może szczególnie mocno uderzyć w Polskę.
My relatywnie płacimy dużo więcej w systemie ETS niż część krajów, np. Francja, która opiera energetykę na atomie. W efekcie taka zmiana może sprawić, że bardzo szybko staniemy się dużym płatnikiem netto.
Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej, w rozmowie z Biznes Enter
Zwraca także uwagę, że już teraz dochody z ETS pełnią funkcję „ukrytego podatku”, który nie jest bezpośrednio widoczny dla obywateli, ale znacząco zwiększa wpływy państwa. – Problem polega na tym, że my te pieniądze dziś wydajemy w kraju. Jeśli jedna trzecia trafi do budżetu UE, to w krajowej kasie powstanie luka, którą trzeba będzie czymś wypełnić – zaznacza.
Ekspert uważa też, że Polska powinna twardo negocjować warunki nowego budżetu. – Jeśli mamy płacić więcej, to powinniśmy jasno stawiać warunki: na co te pieniądze pójdą i kto na nich zarobi. Nie może być tak, że dokładamy się coraz więcej, a nie mamy wpływu na podział środków UE – ocenia.
Jego zdaniem w debacie o budżecie UE zbyt mało uwagi poświęca się temu, kto realnie skorzysta na wydatkach. – Nie chodzi tylko o to, ile pieniędzy dostaniemy, ale kto je wyda i kto na tym zarobi. To jest druga, często ważniejsza strona całej układanki – podsumowuje.
Spór o nowe źródła finansowania
Na finiszu negocjacji w sprawie nowego budżetu UE kluczową rolę może odegrać grupa tzw. państw oszczędnych – m.in. Austria, Szwecja, Niemcy, Holandia, Finlandia i Irlandia. Coraz częściej mówi się też o wsparciu dla tej grupy ze strony Francji i Belgii. Koalicja tych państw może forsować cięcia budżetu nawet o 20-30 proc. i sprzeciwiać się nowym podatkom. To oznacza, że ostateczny kształt budżetu będzie wynikiem twardego kompromisu. Co więcej, kolejne państwa chcą także przesunięcia finansów w stronę obronności, ochrony granic i nowych technologii.
Dla Polski negocjacje mają szczególne znaczenie. Z jednej strony nasz kraj może być jednym z najbardziej obciążonych zmianami w ETS. Z drugiej – według wstępnych założeń – pozostaniemy największym beneficjentem nowego budżetu, z pulą przekraczającą 123 mld euro.
Te pieniądze mają trafić głównie na politykę spójności, rolnictwo oraz bezpieczeństwo i obronność. Ostateczny bilans zależeć będzie jednak od tego, jak zakończy się spór w UE o źródła finansowania przyszłego budżetu.
Agnieszka Zielińska, dziennikarka Biznes Enter
Zdjęcie główne: KPRM / Flickr