
Cztery i pół roku po inwazji na Ukrainę Putin znalazł się w potrzasku, którego nie potrafią już zamaskować ani zmanipulowane wybory do Dumy, ani księgowe sztuczki Ministerstwa Finansów. Z armią posuwającą się w Donbasie w tempie niespełna kilometra kwadratowego dziennie, wyłączoną blisko jedną trzecią mocy rafineryjnych, pogrążonym w ciemnościach Krymem i łupieniem własnych obywateli, Putin gra dziś va banque. Jego jedyną szansą na wyjście z tego konfliktu z twarzą jest swoisty wyścig z czasem. Chce uśpić Waszyngton iluzją umów biznesowych na duże pieniądze, marzy o pozbawieniu Warszawy, Wilna i Tallina pomocy wojskowej Europy, a Ukrainie próbuje złamać gospodarczy kręgosłup, biorąc za zakładników miliony osób u progu nadciągającej zimy. Boi się, bo wiem, że system, który stworzył zaczyna już gnić od środka i jego własny los jest niepewny. Czy uda mu się przechytrzyć Zachód?
- Teza. Cztery i pół roku po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Władimir Putin znalazł się w strategicznym potrzasku. Próbując wyjść z niego z twarzą, uzależnia listopadowe rozmowy w Abu Zabi od zniesienia zachodnich sankcji oraz wymuszenia na Waszyngtonie presji wobec Kijowa, dążąc do zniszczenia ukraińskiej gospodarki, zanim wyczerpią się rosyjskie rezerwy. Walczy przy tym o własne życie – aparat państwowy, który stworzył gnije na jego oczach. Może dojść do wewnętrznego przesilenia, jeśli Kreml nie osiągnie sukcesu.
- Dowód. Świadczy o tym jednoczesne powiązanie przez Putina na szczycie GECF w Moskwie kwestii pokoju ze zniesieniem „nielegalnych” restrykcji przy jednoczesnym kuszeniu Amerykanów projektami w Arktyce, a także realizacja taktyki „rozmowy za sankcje”, dzięki której po wysłaniu tankowca z dieslem do USA administracja Donalda Trumpa zawiesiła część restrykcji z ustawy Grahama i wydała licencję na import rosyjskich paliw.
- Efekt. Wojna generuje głęboki drenaż po obu stronach – Rosja notuje stagnację ze wzrostem PKB na poziomie zaledwie 0,9 proc. rocznie, 37-proc. załamaniem na giełdzie, topniejącym Funduszem Dobrobytu Narodowego i budżetem uderzając w zwykłych Rosjan. Z kolei odcięta od portów czarnomorskich i bombardowana Ukraina mierzy się z zatrzymaniem głównych hut, paraliżem kolei oraz deficytem sięgającym 15 proc. PKB, którego pokrycie wymaga dziesiątek miliardów euro nowego finansowania zewnętrznego.
Spis treści
Stan wojny w Ukrainie na październik 2026 r. wygląda następująco. Putin prowadzi wojnę, której nie potrafi wygrać na polu bitwy, finansuje ją z budżetu, który pożera własne państwo od środka i próbuje przetrwać dzięki manipulacjom wymierzonym w Waszyngton. Na dokładkę stara się złamać ukraińską gospodarkę, bombardując instalacje energetyczne naszych wschodnich sąsiadów. Jego strategia na najbliższe miesiące zakłada kilka punktów, które Biznes Enter szczegółowo przeanalizował.
Putin nie ma wyjścia. Jego pozycja jest coraz trudniejsza
Militarna prawda o położeniu Putina jesienią 2026 r. jest dla Kremla niezwykle trudna. Rosja nie zrealizowała żadnego ze swoich deklarowanych celów wojennych. Nie zmusiła rządu w Kijowie do kapitulacji, nie zniszczyła ukraińskiej armii i nawet nie zbliżyła się do zajęcia reszty obwodu donieckiego wraz z jego kluczowym pasem fortec.
Co więcej, od końca 2025 r. to Ukraina zaczęła przejmować inicjatywę operacyjną na większości kluczowych kierunków, spowalniając rosyjskie postępy do „spacerowego” tempa – poniżej jednego kilometra kwadratowego netto dziennie. Z danych Instytutu Studiów nad Wojną (ISW) wynika, że od początku tego roku rosyjskie zdobycze terytorialne netto wyniosły zaledwie ok. 100 km2. Ukraińskie kontrofensywy wyzwoliły w tym samym czasie co najmniej 1046 km2. Rosyjska ofensywa letnia zakończyła się fiaskiem, a jesienna zmierza w tym samym kierunku.
Przełom ten jest efektem głębokiej transformacji ukraińskiej armii z lat 2025–2026, rozbudowy własnej produkcji zbrojeniowej, prac nad programem rakiet balistycznych oraz dojrzewania sztuki operacyjnej w uderzeniach w głąb Federacji. Kiedy w październiku pojawiły się tajemnicze ograniczenia w działaniu amerykańskich terminali Starlink i Starshield, które wyłączały się przy prędkościach 130–161 km/h i utrudniały użycie szybkich dronów, kryzys szybko zażegnano. 24 października prezydent Wołodymyr Zełenski i minister obrony Jewhenij Chmara potwierdzili pełne przywrócenie łączności przy prędkościach przekraczających 400 km/h.
Wykorzystując te zdolności, Kijów przeniósł wojnę w głąb Rosji, stawiając Moskwę przed dramatycznym wyborem, które obiekty chronić obroną przeciwlotniczą.
Rosja pod ostrzałem
Tylko w drugiej połowie października zmodyfikowane pociski Neptun zniszczyły cztery bombowce Su-34M i uszkodziły dwa kolejne w bazie w Borisoglebsku (15 października), drony rozbiły stację radiolokacyjną Nebo-U w Kraju Krasnodarskim, uderzyły w rafinerię Rosniefti w Riazaniu i zakład Gazpromu w Surgucie (16 października), podpaliły przepompownię ropociągu Drużba w Nikolskoje (20 października) oraz uszkodziły zakłady Proton-Elektroteks w Orle, wytwarzające optoelektronikę do rakiet Iskander-M i systemów Pancyr-S1 (23 października).
Noc z 23 na 24 października przyniosła uderzenie na lotnisko w Jejsku, zakłady petrochemiczne Toliattikauczuk pod Samarą oraz oddalone o 2500 km od granicy zakłady chemiczne Omskij Kauczuk i magazyny Ozonu w syberyjskim Omsku.
Prawdziwym wstrząsem okazała się jednak operacja „Crimea Switch Off”. W nocy z 23 na 24 października ukraińskie drony zaatakowały pięć węzłów energetycznych, w tym podstację „Tamań” w Kraju Krasnodarskim, spinającą wszystkie cztery linie rosyjskiego mostu energetycznego na Krym.
W ciemnościach pogrążyły się Sewastopol, Symferopol, Jałta, Feodozja oraz okupowane części czterech obwodów, ruch internetowy runął, szef władz okupacyjnych Siergiej Aksjonow ogłosił racjonowanie prądu i wody, a w Sewastopolu, gdzie zasilanie miało tylko 40 proc. budynków mieszkalnych, wprowadzono harmonogram „dwie godziny z prądem, sześć godzin bez”.
Bankiet na koszt Elwiry Nabiulliny
Patrząc z kolei na gospodarkę, możemy dostrzec niemały paradoks. Globalne ceny ropy naftowej, które oscylują obecnie w okolicach 100-110 dol. za baryłkę (w zależności czy patrzymy na WTI, czy Brent) powinny ozłacać Kreml. Tymczasem obnażają jego strukturalną niemoc. Według październikowego raportu MFW wojna na Bliskim Wschodzie wywindowała ceny produktów rafinowanych o 70–95 proc. powyżej poziomów przedwojennych.
Putin nie kąpie się jednak w petrodolarach, bo ukraińskie drony wyłączyły co najmniej 30 proc. rosyjskich mocy rafineryjnych, zablokowały eksport kazachskiej ropy szlakiem CPC na Morzu Czarnym i obcięły rosyjski wywóz diesla. W efekcie w Rosji wybuchły niedobory benzyny, Kreml musiał kupować paliwa rafinowane z Indii, a przy topniejących wpływach eksportowych resort finansów ogłosił zwiększenie zakupów walut i złota. Według MFW wzrost rosyjskiego PKB po 1 proc. w 2025 r. proc. wyhamuje w latach 2026 i 2027 do zaledwie 0,9 proc. rocznie przy inflacji rzędu 6,1 proc. i 4,8 proc.
Prawdziwy obraz finansowego wyczerpania państwa wyłania się z projektu rosyjskiego budżetu na przyszły rok i planów do 2029 r., które prześwietliła Aleksandra Prokopenko z Carnegie Politika. Od początku wojny rządowi ani razu nie udało się dotrzymać założonego deficytu:
- w 2025 r. planowano 0,5 proc. PKB, a skończyło się na 2,6 proc.;
- w 2026 r. cel wynosił 1,6 proc. PKB, lecz resort finansów szacuje go już na 3,2 proc. PKB, czyli 7,3 bln rubli (roczny plan wydatków przekroczono już w lutym);
- na 2027 r. rząd obiecuje zbić deficyt do 2,2 proc. PKB (5,5 bln rubli) przy dochodach 43,3 bln i wydatkach 48,8 bln rubli.
Wewnątrz tych liczb kryje się militaryzacja kosztem społeczeństwa. Wydatki na samą obronę mają osiągnąć rekordowe 17,1 bln rubli (203 mld dol.) – to 35 proc. wszystkich wydatków państwa i skok o 27 proc. względem wcześniejszych planów (wobec 12,1 bln rubli w 2026 roku). Doliczając bezpieczeństwo wewnętrzne i organy ścigania, aparat siłowy pochłonie 21,4 bln rubli, czyli 44 proc. całego budżetu. Na każdego rubla przeznaczonego na politykę społeczną, ochronę zdrowia i edukację (21 proc. budżetu) przypadną ponad dwa ruble dla armii, policji i służb, a wydatki cywilne zostały po cichu obcięte o 0,9 bln rubli. Jak przyznał minister finansów Anton Siłuanow: „Najważniejsza jest teraz obrona i front” (więcej o budżecie Rosji na 2027 r. pisaliśmy TUTAJ).
Krwawią portfele Rosjan, krwawi rosyjska giełda
Rachunek za wojnę w zostaje więc wystawiony obywatelom i firmom. Po podniesieniu podatku dochodowego, CIT (do 25 proc.) i stawki VAT (do 22 proc.), w przyszłym roku wejdzie podatek od nadzwyczajnych zysków dla producentów metali nieżelaznych, a dochody z papierów wartościowych i dywidend zostaną objęte stawkami od 13 proc. do 22 proc.
Dobija to giełdę, którą Putin chwalił jako stabilną, choć indeks MOEX spadł w tym roku o 13,6 proc. (notując serię 19 tygodni spadków z rzędu) i jest o 37 proc. niżej niż w końcu 2021 r., cofając się do poziomów z początku 2019 r. (i to przy skumulowanej inflacji rzędu 70 proc.). Kapitalizacja całego rosyjskiego rynku spadła o połowę do ok. 20 proc. PKB wobec obiecywanych przez Putina 66 proc. do 2030 r. Jest to poważna gospodarcza ujma dla Kremla, która tylko powiększa niezadowolenie oligarchów. Akcje banku WTB są warte jedną dwunastą ceny z debiutu w 2007 r., Gazprom spadł w lipcu do dna z kryzysu 2008 r., a wycena Sbierbanku jest niewiele większa niż włoskiego Ferrari.
Zwykli Rosjanie zapłacą za ten bankiet więcej w każdym rachunku. Od następnego lipca taryfy za media wzrosną o 11 proc., podczas gdy wydatki federalne na mieszkalnictwo i usługi komunalne zostaną obcięte o jedną trzecią – z 1,83 bln rubli w 2027 r. do 1,23 bln w 2029 r. Resztę pokryje dług – rząd zamierza pożyczyć na rynku krajowym aż 7,7 bln rubli, podbijając dług publiczny z 19,9 proc. do 21,7 proc. PKB.
Słowem, Rosja weszła w fazę repersji fiskalnej, a gdy wyczerpią się narzędzia budżetowe, ostatnią linią obrony Kremla stanie się bilans banku centralnego. Wymuszenie cięcia stóp mimo inflacji, kontrola cen i rolowanie złych długów – może stać się to w momencie, gdy wygasa kadencja prezes Elwiry Nabiulliny.
Paradoks „suwerennego internetu” i pożar w serwerowniach
Z rosyjskich niezależnych mediów dowiadujemy się, że kryzys rozlewa się po Rosji jako postępująca erozja procedur i infrastruktury. W badaniu agencji RBK 52 proc. biznesu spodziewa się spadku koniunktury, 78 proc. deklaruje brak nadwyżek zysków, a tylko 9 proc. ma zasoby na nowe inwestycje. Z kolei w sondażu WCIOM odsetek Rosjan przekonanych, że najtrudniejsze czasy są dopiero przed nimi wzrósł w lipcu tego roku do 66 proc.
Jak to przełożyć na ludzki język? Okazuje się, że państwu brakuje pieniędzy dosłownie na wszystko. Pierwsze cierpią naturalnie inwestycje infrastrukturalne – nie ma środków na dokończenie kolei do terminalu węglowego Ławna w Murmańsku, zawieszono 38 ze 128 projektów budowy centrów danych, a po nalotach na magazyny e-commerce Kreml zmusza nawet małe i średnie firmy do kupowania własnej obrony przeciwlotniczej.
Co więcej, sierpniowy dekret Putina pozwala państwu przejmować w zarząd przymusowy obiekty infrastruktury krytycznej, jeśli właściciele nie uchronią ich przed dronami – tworząc wytrych do przejmowania majątku pod pretekstem nalotów.
Rosyjski internet otrzymał poważny cios
Nigdzie jednak paranoja Kremla nie zemściła się tak dotkliwie, jak w cyberprzestrzeni. Przez dekadę Moskwa budowała izolowany „suwerenny Runet”, nakazując przechowywanie danych Rosjan w kraju, oddając kontrolę nad siecią Roskomnadzorowi i odcinając biznes od zachodnich chmur AWS, Azure czy Google Cloud. Tymczasem Ukraina po 2022 r. wyprowadziła rządowe serwery za granicę, dzięki czemu jesienne rosyjskie bombardowania centrów danych Omega Telecom, Kyivstar i Tenet w Odessie wywołały jedynie krótkotrwałe przerwy w dostępie do sieci dla ok. 100 tys. gospodarstw domowych.
Rosja natomiast, gromadząc wszystko u siebie, wystawiła cyfrowe serce kraju na celownik ukraińskich dronów. Po sierpniowej awarii zasilania w moskiewskim węźle MMTS-9, która sparaliżowała domenę .ru, jesienią nadszedł cios kinetyczny – drony uderzyły w centrum danych Sbierbanku w Bałakowie (82 MW, 120 tys. serwerów) oraz w trzy z sześciu centrów danych Yandexu. W cztery dni wyłączono niemal połowę infrastruktury Yandexu, paraliżując działanie dziesiątek wielkich firm korzystających z Yandex Cloud i Yandex Pay.
Co gorsza, wszystkie trzy superkomputery spółki – zbudowane na niedostępnych dziś przez sankcje amerykańskich procesorach AMD i akceleratorach Nvidia A100 – znajdowały się w dwóch zbombardowanych obiektach, co stanowi poważny cios w rosyjski rozwój sztucznej inteligencji.
Państwo nie musi jednak nacjonalizować Yandexu sierpniowym dekretem – po odejściu założyciela Arkadija Wołoża i sprzedaży aktywów w 2024 r. pakiet kontrolny przejęły struktury powiązane z Bankiem Rossija, należącym do przyjaciela Putina, oligarchy Jurija Kowalczuka. Ludzie Kremla muszą dziś sami płacić za odbudowę spalonych serwerowni.
Wygaszone wielkie piece, odrzutowe Shahedy i dylemat Europy
Skoro armia Putina utknęła na froncie, a gospodarka trzeszczy w szwach, kalkulacja Kremla opiera się na wyścigu na wyniszczenie – Moskwa próbuje doprowadzić do krachu gospodarczego Ukrainy szybciej, niż wyczerpią się rosyjskie rezerwy.
Jak alarmują analitycy OSW i Carnegie Politika, Ukraina znalazła się w najtrudniejszej sytuacji gospodarczej od wiosny 2022 r. Rosjanie wykorzystali dwa słabe punkty obrońców – dotkliwy niedobór pocisków PAC-3 do systemów Patriot (USA opóźniają nawet dostawy opłacone przez sojuszników w mechanizmie PURL, przekazując zaledwie 12 rakiet miesięcznie – jedną czwartą dostaw z czasów Joe Bidena, przez co 13–14 października przy braku ostrzeżenia z USA zestrzelono tylko 4 z 39 pocisków) oraz masowe użycie odrzutowych dronów Shahed. Skuteczność ich strącania przez lotnictwo (w tym myśliwce F-16, których kolejną partię 10 sztuk obiecała Belgia) wynosi 55–73 proc., a wdrożenie lepszych rozwiązań zajmie kilka miesięcy.
Dla Kremla to „okno możliwości”, pozwalające niszczyć ukraińską bazę podatkową i eksportową. Jaki jest obecny plan rosyjskich wojskowych? Możemy go streścić w czterech punktach:
1. Blokada czarnomorska i kryzys rolny
Od 22 lipca ataki wstrzymały ruch statków do portów Wielkiej Odessy (95 proc. eksportu zboża w 2025 r.), a 6 października drony zatopiły statek w strefie ekonomicznej Bułgarii. Eksport zbóż spadł z 3,6 mln ton w czerwcu do niespełna 1 mln ton w sierpniu i 1,5 mln ton we wrześniu, ceny skupu w kraju runęły o 40 proc. poniżej kosztów produkcji (do ok. 110 euro za tonę), a przepełnione wysokimi tegorocznymi zbiorami elewatory zwiastują możliwą falę bankructw rolników i skurczenie zasiewów.
2. Śmierć wielkich pieców
Po uderzeniu 17 rakiet balistycznych w hutę Zaporiżstal (8 zabitych, 28 rannych) we wrześniu stanęły trzy największe huty: Zaporiżstal i Kametstal (Metinvest Rinata Achmetowa) oraz ArcelorMittal w Krzywym Rogu. We wrześniu Ukraina przez tydzień nie wyprodukowała ani tony stali po raz pierwszy od stu lat, a spadek produkcji przekroczy 90 proc., uderzając w portfele dziesiątek tysięcy rodzin (30 tys. w samym obwodzie zaporoskim) i lokalne budżety.
3. Paraliż kolei, logistyki i farmacji
Koleje Ukrzaliznycia straciły od wybuchu wojny 521 lokomotyw (304 w 2026 r.), wyczerpując zapasy rezerwowe. Przewozy cargo spadły z 450 tys. ton na dobę w lipcu do 250 tys. we wrześniu, a strata kolei w I półroczu przekroczyła 10 mld hrywien. Zniszczono też 20 obiektów sieci Fozzy Group, sortownie Nowej Poszty, fabryki leków (KUSUM, BChFZ, Darnycia), magazyn Biokon i trzy magazyny WHO.
4. Oblężenie Kijowa
We wrześniu alarmy powietrzne w stolicy trwały rekordowe 10 dób, paraliżując miasto w ciągu dnia. Choć kraj ma duże zapasy gazu i 15 GW mocy (planując 21,4 GW do końca roku wobec 18 GW szczytowego popytu zimą), Kijów stracił własne elektrociepłownie, a rakiety balistyczne przebiły betonowe sarkofagi podstacji 750 kV „Kijowska”, łączącej stolicę z elektrowniami atomowymi. Październikowe naloty pozbawiły prądu i wody po 500–600 tys. odbiorców, zatrzymały metro i wywołały konflikt prezydenta Zełenskiego z merem Witalijem Kliczką, podczas gdy minister energetyki Denys Szmyhal ostrzega przed rosyjskim planem wywołania zimą lokalnych katastrof humanitarnych.
Rozrywa to ukraiński budżet, któremu naloty pozbawią w tym roku od 70 do nawet 150 mld hrywien podatków. Deficyt ma wynieść 15 proc. PKB i potrzeby finansowania zewnętrznego rzędu 78,1 mld dol.. Nawet przy unijnej pożyczce Ukraine Support Loan (90 mld euro na lata 2026–2027), MFW szacuje lukę w finansowaniu deficytu na 2027 rok na 30–35 mld dol., co oznacza, że UE musi znaleźć co najmniej 70 mld euro nowych środków dokładnie wtedy, gdy Francję czekają wybory prezydenckie, a Polskę, Włochy i Hiszpanię parlamentarne – i gdy wypłata ok. 20 mld euro budzi napięcia między administracją Zełenskiego a instytucjami antykorupcyjnymi.
Wielki blef Putina
Wszystkie te nitki splatają się w strategię Putina na najbliższe miesiące, a nawet lata. Dla Kremla „wyjście z twarzą” nie oznacza zamrożenia frontu ani rozważanej przez Zełenskiego koncepcji zdemilitaryzowanej strefy buforowej po obu stronach linii kontaktowej w Donbasie. Rosja nie zrezygnowała ze swoich najważniejszych celów – przekształcenia Ukrainy w kontrolowany protektorat oraz demontażu architektury bezpieczeństwa NATO w Europie.
Ponieważ armia nie jest w stanie wywalczyć tego na froncie, strategia Putina opiera się na trzech filarach – wojnie dezinformacyjnej wobec Waszyngtonu (opartej na mechanizmie „rozmowy za sankcje”), rozbijaniu jedności Europy oraz wewnętrznej konsolidacji reżimu pod długą wojnę na wyniszczenie.
Pierwszym teatrem tej gry jest Biały Dom w przededniu wyborów połówkowych do Kongresu (3 listopada 2026 roku), w których Demokraci prowadzą w sondażach o 9 pkt proc., a poparcie dla Donalda Trumpa spadło do 36 proc., głównie przez wysokie ceny diesla wywołane wojną z Iranem i uderzające w amerykańskich farmerów cła.
Putin wykorzystał to bezbłędnie – uwolnił Amerykanina Stephena Hubbarda i zaoferował Trumpowi „umowę dieslową”, wysyłając 22 października pierwszy tankowiec do USA. Choć tankowiec nie dopłynie przed 3 listopada, Putin dał Trumpowi wyborczą narrację o sprawczości oraz kozła ofiarnego w osobie Zełenskiego, którego ataki na rosyjskie rafinerie Biały Dom mógł obwinić o drożyznę.
W zamian Waszyngton odstąpił od sankcji z ustawy Grahama (18 października), a Departament Skarbu USA wydał ważną do kwietnia 2027 r. licencję na import ok. 36 mln baryłek rosyjskiego diesla, co 26 października wywołało protest kongresmenów grożących bankom pozwami oraz wywarł presję na Kijów, by wstrzymał uderzenia na rafinerie.
Kulminacja tej operacji nastąpiła w ostatnim tygodniu października. Na szczycie GECF w Moskwie Putin oświadczył wprost: „Należy tu oczywiście myśleć o zakończeniu trwających konfliktów i zniesieniu reżimów sankcyjnych”.
Ma to kusić otoczenie Trumpa rozmowami o wspólnych projektach gazowych w Arktyce. Jak ujawnił „Daily Telegraph”, Putin w ogóle zgodził się na zaplanowane wstępnie na 10 listopada trójstronne negocjacje w Abu Zabi dopiero po tym, jak Waszyngton odpuścił sankcje paliwowe i obiecał omówić strategiczne żądania Moskwy – czyli recykling ultimatum z grudnia 2021 r., oznaczający zablokowanie akcesji Ukrainy i Gruzji oraz cofnięcie obecności wojsk NATO na wschodniej flance do stanu z 1997 r. (wycofanie sił Sojuszu Północnoatlantyckiego z Polski, Litwy, Łotwy, Estonii oraz należącej do paktu od 2023 roku Finlandii).
Podział Europy to jedyna deska ratunku dla Putina
Równolegle Putin straszy Europę atakami hybrydowymi, od dronów nad lotniskiem w Lipsku po konfiskatę francuskich i szwajcarskich aktywów w Rosji, stając się zarazem coraz większym wasalem Chin, zainteresowanych jak najdłuższym trwaniem wojny.
A jaki los czeka samego Putina? Wewnątrz Rosji wyreżyserowane zwycięstwo Jednej Rosji we wrześniowych wyborach do Dumy (58 proc. głosów po wykluczeniu antywojennego Jabłoka), zakłócone 20 września nalotem ukraińskich dronów na Moskwę, ma dać dyktatorowi legitymację do kolejnej fali mobilizacji.
Rosgwardia przeprowadziła już szkolenia na czas stanu wojennego, choć mer Moskwy Siergiej Sobianin ostrzegł, że pełna gospodarka wojenna „zabije cały kraj”. Przy stalinowskich represjach i 56 proc. Rosjan żądających w sondażu Centrum Lewady militarnej kapitulacji Kijowa, pojawienie się na Kremlu nowego Michaiła Gorbaczowa jest niemożliwe.
Jak ostrzega Tatiana Stanovaya, zastąpienie przez Putina formalnych procedur państwowych kruchym układem korporacyjnych klanów sprawia, że rosyjskie państwo traci zdolność przewidywalnego działania.
Gdy w 2027 r. ekonomiczne wyczerpanie wywoła głęboki kryzys, ta rozmyta machina biurokratyczno-oligarchiczna nie zdoła go opanować – a wówczas „na ratunek” państwu może wkroczyć zupełnie inna grupa ludzi – oficerowie armii i służb specjalnych, których metody rządzenia będą znacznie bardziej brutalne.
Wchodząc w tegoroczną zimę, Putin zastawił więc własne państwo w jednym celu – by za obietnicę arktycznych kontraktów i rozmów w Abu Zabi rękami Waszyngtonu związać Ukrainie ręce, zanim ogień z płonących rafinerii w Omsku i Petersburgu dotrze pod mury Kremla, a jego własna generalicja wystawi mu rachunek za przegraną wojnę.
Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter
Zdjęcie główne: Russian president Vladimir Putin enters the joint press conference with President Donald Trump at the Arctic Warrior Event Center at Joint Base Elmendorf Richardson in Anchorage, Alaska, Friday, August 15, 2025. (Official White House Photo by Daniel Torok)
