Partnerzy merytoryczni
Zdjęcie przedstawia miejsce parkingowe dla samochodów elektrycznych

Co trzeci przedsiębiorca chce kupić samochód firmowy. Jednak nieliczni z nich marzą o „elektryku”

Polscy przedsiębiorcy nabrali apetytu na samochody. 38 proc. z nich rozważa zakup samochodu firmowego w najbliższym roku. Jednak dealerzy aut elektrycznych nie mogą zacierać rąk, gdyż mniej niż co dziesiąta firma deklaruje, że nowy pojazd będzie miał napęd zeroemisyjny. Czy po zakupowym boomie z ubiegłego roku elektromobilność czeka zderzenie z rzeczywistością?

  • Teza. Po wygaśnięciu programu NaszEauto, który oferował wysokie kwoty dofinansowań zakupu aut elektrycznych, liczba firm chętnych na „elektryki” znacząco spadła.
  • Dowód. Tylko 9 proc. przedsiębiorców chce w tym roku kupić samochód elektryczny do swojej firmy – wynika z badania Volkswagen Financial Services oraz ARC Rynek i Opinia pt. „Portfele Polaków pod lupą”.
  • Efekt. Polską branżę elektromobilności czeka prawdziwy tekst, który pokaże, czy ta technologia będzie umieć rozwijać się równie szybko w realiach rynkowych.

Miniony rok to był „złoty wiek” dla polskiego sektora elektromobilności. W 2025 r. „zarejestrowano ponad 43 tys. samochodów elektrycznych i oddano do użytku ponad 3 tys. punktów ładowania” – wynika z danych Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności (PSNM).

Powodem zeszłorocznego boomu był w dużej mierze program dopłat NaszEauto. Dzięki niemu państwo oferowało dopłaty do nowych „elektryków” wynoszące nawet do 30 proc. wartości pojazdu.

Tak silne zachęty przekonały do zmiany napędu. Jednak pod koniec roku pieniądze się skończyły a system zachęt, który, z przerwami, przez cztery lata napędzał rynek elektryków – stanął. Pojawiły się więc pytania – co dalej?

Firmy sceptycznie patrzą na samochody elektryczne

Głównym motorem napędowym rozwoju elektromobilności w Polsce są firmy. Dane PSNM pokazują, że w 2025 r. przedsiębiorcy kupili 82 proc. wszystkich sprzedanych aut elektrycznych. Rok wcześniej ich udział był jeszcze wyższy i sięgnął aż 88 proc. Decyzje zakupowe firm mają więc ogromny wpływ na całą branżę.

– Rynek aut elektrycznych wchodzi w okres dużych zmian i niepewności – mówi Aleksander Rajch, członek zarządu PSNM. Po latach subsydiów ceny aut elektrycznych wracają do poziomów rynkowych. Skok cen w salonach budzi z kolei wątpliwości w branży, co do podtrzymania dalszego tempa zakupów.

Pierwsze sygnały spadku zainteresowania firm elektrykami są już widoczne. Tylko 9 proc. planowanych przez przedsiębiorców zakupów samochodów obejmuje auta w pełni elektryczne – wynika z badania Volkswagen Financial Services oraz ARC Rynek i Opinia pt. „Portfele Polaków pod lupą”. Pocieszeniem może być ugruntowanie się pozycji hybryd, które wybiera już co piąta firma. Prawdziwa zapaść ma jednak miejsce w segmencie zeroemisyjnego transportu ciężkiego.

Jak informuje PSNM, do tej pory firmy złożyły zaledwie kilkadziesiąt wniosków na dofinansowanie zakupu ciężarówek elektrycznych. Potwierdza to opinię ekspertów, którzy wskazują, że spadek popytu na elektryki jest bardziej złożony, niż tylko wyczerpanie się zachęt finansowych ze strony państwa.

Co hamuje rozwój elektromobilności?

– Przedsiębiorcy coraz śmielej spoglądają w stronę elektromobilności, ale potrzebują kompleksowego wsparcia zarówno finansowego, jak i doradczego w procesie przechodzenia na zeroemisyjne floty – tłumaczy Krzysztof Leszczyński, ekspert ds. elektromobilności w Volkswagen Financial Services.

Mimo rosnącego zainteresowania „elektrykami” wiele firm wciąż odkłada decyzje zakupowe. Pytane o przyczyny takiej decyzji przedsiębiorcy wskazują zwykle na trzy czynniki:

  • wysoka cena zakupu auta,
  • obawy o zasięg oraz
  • niewystarczająco rozbudowana infrastruktura ładowania w okolicy ich firm.

Największe znaczenie ma jednak ostatni punkt, czyli odpowiedni dostęp do ładowarek. Choć liczba takich punktów w Polsce systematycznie rośnie, to nadal jest ona wyraźnie niższa niż w wielu krajach Europy Zachodniej. Problem z ładowarkami jest jednak bardziej skomplikowany, a samo hasło „budować więcej stacji” nie wystarczy, by go rozwiązać.

Niewielka liczba aut elektrycznych w Polsce (ok. 137 tys.) sprawia, że operatorom po prostu nie opłaca się przesadnie inwestować w nowe punkty ładowania. Mówiąc językiem biznesu: na drogach nie ma tylu „elektryków”, by wymagana przez kierowców skala inwestycji mogła się spłacić.

PSNM zwraca również uwagę, że operatorzy do tej pory rozwijali sieci ładowania w tempie wyprzedzającym skalę rynku. Przeznaczyli na to setki milionów złotych i dziś czekają na zwrot poniesionych nakładów. Na razie jednak rynek aut elektrycznych nie rośnie na tyle szybko, aby zapewnić opłacalność tych inwestycji, nie mówiąc o rozbudowie sieci do skali oczekiwań kierowców.

Wymogi ESG jako główny czynnik napędowy

Impuls do przyspieszenia mogą dać zaostrzające się wymogi unijne, które coraz silniej wpływają na decyzje biznesowe. Chodzi o rosnące wymagania unijne w ramach raportów ESG. Konieczność raportowania śladu węglowego, które firma generuje podczas transportu, w zamyśle UE powinna wymuszać na biznesie elektryfikacje flot.

Coraz większego znaczenia nabierają też potrzeby pomiaru śladu węglowego, co wynika z obowiązków prawnych z obszaru ESG. To właśnie kompleksowe wsparcie, a nie tylko sam produkt, będzie kluczem do popularyzacji napędów zeroemisyjnych.

Krzysztof Leszczyński, ekspert ds. elektromobilności Volkswagen Financial Services

Warto jednak pamiętać, że Bruksela zdecydowała się na nowelizację rozporządzenia (UE) 2019/631, które zakładało od 2035 r. ustawowy zakaz rejestracji pojazdów z silnikami spalinowymi. Mimo tej korekty, polityka ekologiczna UE pozostaje jednym z głównych czynników, który, zdaniem PSNM, pozwoli na utrzymanie wzrostu liczby elektryków na polskich drogach.

Prognoza rozwoju rynku elektromobilności

– Szacujemy, że w 2030 r. z polskich salonów wyjedzie nawet ponad 140 tys. nowych, osobowych „elektryków”, a ich udział rynkowy zbliży się do 25 proc. – mówi Jan Wiśniewski, Dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.

Aby jednak te prognozy mogły się spełnić, potrzebne będzie przekonanie polskich kierowców do zielonego napędu. Pierwsze sygnały z rynku pokazują, że bez dopłat może być to trudniejsze, niż przewidywano.

Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter

Zdjęcie główne: freepik / freepik.com

Motyw