Partnerzy merytoryczni
Pracownik przy maszynie w kopalni na pustyni.

O tym wizjonerzy technologiczni nie mówią. Postęp ich spółek jest możliwy dzięki „wysysaniu” zasobów miliardów ludzi

Kobalt, lit, miedź – te trzy pierwiastki (choć nie tylko one) są potrzebne światu do stworzenia najnowszych wyrobów technologicznych. Są obecne w infrastrukturze napędzającej sztuczną inteligencję, turbiny wiatrowe, ale także w samochodach elektrycznych, systemach obronnych czy wreszcie telefonach komórkowych w kieszeniach każdego i każdej z nas. Problem w tym, że ich wydobycie kosztuje wiele. Wiąże się m.in. z zanieczyszczeniem wody i gorszym zdrowiem mieszkańców sąsiadujących regionów. Cenę tę płacą miliardy osób, które w ten sposób napędzają kapitał garstki bogaczy-innowatorów.

  • Teza. Minerały krytyczne, w tym metale ziem rzadkich, tak bardzo potrzebne współczesnej cywilizacji, generują szereg problemów związanych z ich wydobyciem. Sąsiedzi kopalni mierzą się z brakami wody zdatnej do picia oraz szeregiem chorób.
  • Dowód. Doniesienia o problemach z tym związanych napływają w zasadzie z każdego państwa globalnego południa, w którym prowadzone jest wydobycie i przetwórstwo tych minerałów. Powiązanie działalności kopalni z pogorszeniem się zdrowia jest już udowodnione badaniami przeprowadzonymi np. w Demokratycznej Republice Konga.
  • Efekt. Jeśli nic nie zmieni się, to z czasem powstaną „strefy poświęcenia”, czyli miejsca niezdane do życia, gdzie wyłącznie będzie trwać wydobycie. W krótkiej perspektywie oznaczałoby, że produkty wysokotechnologiczne byłyby droższe. W długiej zaś zwiększyłaby się presja migracyjna na państwa zachodnie.

Lit zasila baterie. Kobalt je stabilizuje. Oba pierwiastki, należące do metali ziem rzadkich, są jednak bezużyteczne bez miedzi. To ona przewodzi prąd elektryczny. Te właściwości tłumaczą, dlaczego są niezbędne dla współczesnego przemysłu. Jednak o tym, że są toksyczne, a ich wydobycie prowadzi do zanieczyszczenia okolicznego środowiska, w tym przede wszystkim wody słodkiej, raczej wolimy już nie pamiętać.

Abraham Nunbongu i Kaveh Madani, dwóch badaczy związanych z United Nations University, sporządzili raport pokazujący, dlaczego wydobycie tych metali przyczyni się do pogorszenia warunków bytowych najuboższych, dopóki wszystkie państwa świata wspólnymi siłami nie obejmą monitoringiem i regulacjami łańcuchów dostaw minerałów krytycznych.

Górnictwo pozbawia zasobów wodnych

We wspólnym artykule opublikowanym na The Conversation naukowcy opisują ryzyka dla mieszkańców sąsiadujących z terenami wydobycia rzadkich pierwiastków. I, co sami podkreślają, wiedzą, o czym piszą. Jeden pochodzi bowiem z Bliskiego Wschodu, który musiał zmagać się ze skutkami gwałtownie rosnącego zapotrzebowania świata na paliwa; drugi zaś z Afryki – będącej współcześnie jednym z głównych dostawców metali ziem rzadkich.

W analizie podkreślają, że jednym z największych wyzwań będą kurczące się zasoby wody pitnej w pobliżu wydobycia minerałów krytycznych. „Tylko w 2024 r. globalna produkcja litu pochłonęła ok. 456 mld litrów wody. Odpowiada to rocznemu zapotrzebowaniu ok. 62 mln mieszkańców Afryki Subsaharyjskiej” – wskazują w opracowaniu. I dodają, że i bez tego Ziemia stoi w obliczu kryzysu wodnego spowodowanego faktem, że ludzie i ich przemysł zużywają więcej wody słodkiej, niż wynoszą możliwości natury w zakresie uzupełnienia braków.

W suchych regionach, takich jak chilijski Salar de Atacama (solnisko na obszarze Puna de Atacama na wysokości ok. 2,4 tys. m n.p.m. – przyp. red.), działalność górnicza odpowiada za 65 proc. całkowitego zużycia wody w regionie, konkurując z rolnictwem i ekosystemami. Poziom wód gruntowych spadł, słone laguny skurczyły się, a słodkowodne warstwy wodonośne są coraz bardziej narażone na wyczerpanie i zanieczyszczenie – piszą Nunbongu i Madani.

Zanieczyszczanie wód staje się „kosztem systemowym” górnictwa

A w przypadku wydobycia minerałów krytycznych dochodzi jeszcze do zanieczyszczenia wód toksycznymi odpadami zawierającymi metale ciężkie, kwasy i pozostałości radioaktywne.

Dlaczego tak jest? Weźmy dla przykładu metale ziem rzadkich. Wydobycie jednej tony generuje do 2 tys. ton odpadów – i to wyjątkowo specyficznych. Minerały te często pozyskuje się poprzez tworzenie stawów ługujących i dodawanie do nich chemikaliów, które mają oddzielić od siebie poszczególne pierwiastki (przede wszystkim pożądane metale). Bez właściwego oczyszczania ścieków, jak i ich odpowiedniego składowania, chemikalia te szybko przenikają do wód gruntowych, co przyczynia się do zanieczyszczenia wód wydobywanych np. ze studni głębionych czy z pobliskich rzek.

Przy niektórych kopalniach kobaltu i miedzi na świecie rzeki stały się tak kwaśne, że nie można z nich już pić wody. To powoduje też wymieranie ryb i brak możliwości odpowiedniego nawodnienia pól uprawnych. „Brak bezpieczeństwa wodnego przestaje być efektem ubocznym wydobycia, a staje się kosztem systemowym” – przestrzegają badacze.

Minerały krytyczne generują problemy zdrowotne i żywnościowe

Zanieczyszczenie wody wokół to dopiero początek. Społeczeństwa mieszkające w pobliżu miejsc wydobycia alarmują, że u ich członków występują choroby skórne, układu pokarmowego czy przewlekłe schorzenia wynikające z długotrwałą ekspozycją na działanie metali ciężkich obecnych w wodzie i glebie.

Osobną, alarmującą kwestią są choroby związane z rozrodczością. U kobiet występują takie problemy, jak nieregularna miesiączka czy bezpłodność. Sąsiadujący z kopalniami zmagają się z wysokim wskaźnikiem poronień, wad wrodzonych i śmiertelności niemowląt. Badania wykonane np. w oddziałach położniczych południowej części Demokratycznej Republiki Konga, gdzie obecne są kopalnie, wykazują znacznie więcej wad wrodzonych u nowo narodzonych, niż w przypadku wyników placówek położonych dalej.

Szacuje się, że tysiące dzieci jest zatrudnionych w kopalniach kobaltu w Demokratycznej Republice Konga. W nieformalnych kopalniach mogą być narażone na pył kobaltowy i inne niebezpieczne materiały bez odpowiedniego sprzętu ochronnego.

Abraham Nunbongu i Kaveh Madani w artykule dla The Conversation

Wspomnieliśmy już, że wydobycie minerałów krytycznych potęguje problemy z produkcją żywności. Z jednej strony wydobycie w pobliżu powoduje obniżenie się wód gruntowych; z drugiej – ich zanieczyszczenie tak jak i pobliskich rzek. A one są potrzebne do nawodnienia upraw czy pojenia zwierząt gospodarskich. Z oboma problemami zmaga się Peru, gdzie wydobycie cynku doprowadziło do zanieczyszczenia zlewni rzeki Cunas.

Metale ziem rzadkich są potrzebne. Jak zatem chronić środowisko?

Postępu technologii powstrzymać się nie da – zresztą tu nie o to chodzi. Nikt nie nawołuje do neoluddyzmu; ale możemy i musimy myśleć o tym, by nasz komfort i możliwość korzystania z dobrodziejstw rozwoju była możliwa w poszanowaniu praw społeczności lokalnych. Tak, by nie tworzyć „stref poświęceń” – miejsc przemysłowych, ale stających się niezdatnymi do życia. Miejsc, z których trzeba będzie wysiedlać lokalną ludność żyjącą tam od dziesiątek pokoleń.

Naukowcy podpowiadają, że jednym z rozwiązań mogłoby być silniejsze zarządzanie łańcuchami dostaw na poziomie międzynarodowym. Zamiast dobrowolnych wytycznych producentów minerałów krytycznych trzeba by było obciążyć przepisami o należytej staranności, dochowaniu norm środowiskowych i poszanowaniu praw człowieka, w tym poprzez wsłuchanie się w głos lokalnych społeczności, które powinny mocniej uczestniczyć w dzieleniu bogactw współczesnych osiągnięć. Przepisy te powinny być egzekwowalne na każdym zakątku globu.

Firmy z kolei powinny inwestować w technologie wydobywcze o mniejszym zużyciu wody. Kraje z kolei mogłyby zaostrzyć kontrolę ścieków i zwiększyć niezależne monitoringi i raportowanie środowiskowe (dodajmy, że w tym kierunku zmierza Unia Europejska).

W przypadku konsumpcji dobrodziejstw technologicznych konieczne są:

Koszty związane produkcją dóbr konsumenckich i technologicznych są szerzej nieodczuwalne dla Zachodu. Na razie. Jeśli nic się nie zmieni, to ich produkcja z czasem będzie coraz droższa (gdyż coraz większe koszty będą ponosić producenci surowców krytycznych poszukujący rąk do pracy w stale wyludniających się regionach), a państwa zachodnie znów będą musiały się mierzyć z presją migracyjną. Ludzie bowiem będą uciekać z miejsc, gdzie nie da się żyć, do tych regionów, gdzie jeszcze jest to możliwe.

Krystian Rosiński, dziennikarz i wydawca Biznes Enter

Zdjęcie główne: Shubham Nayak / Unsplash

Motyw