
Ministerstwo Klimatu i Środowiska pod kierownictwem Pauliny Hennig-Kloski funkcjonuje w praktyce w trybie kryzysowym. Lista problemów do rozwiązania – od energetyki, przez leśnictwo, aż po system kaucyjny – zamiast maleć, systematycznie się wydłuża. A do tego resort popełnia błąd strategiczny – prowadzi batalie na wielu frontach. I na żadnym z nich nie widać szans na rychłe zawieszenie broni.
- Teza. Bilans Pauliny Hennig-Kloski to nieustanny ciąg sporów, korekt i niedokończonych reform. Rządzony przez nią resort klimatu działa dziś w trybie permanentnego kryzysu.
- Dowód. Lista sporów MKiŚ stale rośnie. Wliczają się do niej tak kwestie, jak m.in. ustawa wiatrakowa, program Czyste Powietrze, kłopoty branży drzewnej czy system kaucyjny. Ostatnio swoje uwagi do pracy resortu zgłaszają nawet pszczelarze.
-
Efekt: Głosowanie w Sejmie to dla Pauliny Hennig-Kloski moment graniczny. Albo odzyska kontrolę nad resortem, albo utrwali wizerunek polityczki, która generuje chaos.
Paulina Hennig-Kloska przed najważniejszą batalią ostatnich lat. Spis treści
Rzadko się zdarza, aby urzędujący minister, wszedł w konflikt z tak wieloma stronami w tak krótkim czasie. Ministrze Paulinie Hennig-Klosce to się udało. Jej bilans to nieustanny ciąg sporów, korekt i niedokończonych reform. Ambitne zapowiedzi nie przekładają się na wyraźne rezultaty. A w polityce brak efektów bywa gorszy niż błędne decyzje.
Wotum nieufności jako test siły koalicji
Ministra staje obecnie przed kolejną próbą jej politycznej odporności. Sejm ma w czwartek głosować nad jej odwołaniem. Stawka jest wysoka i wykracza daleko poza standardowy test lojalności wobec rządu.
Wniosek o wotum nieufności, złożony pod koniec marca przez posłów PiS i Konfederacji, nie jest wyłącznie rutynowym instrumentem opozycyjnej presji. W jego uzasadnieniu znalazł się szeroki katalog zarzutów: od chaosu legislacyjnego i problemów w zarządzaniu resortem, po strategiczne spory o kierunek transformacji energetycznej. Padają przy tym mocne sformułowania – o „braku kompetencji”, „chaosie decyzyjnym”, a nawet „działaniu na szkodę państwa”.
To kolejne podejście do odwołania ministry, ale zarazem pierwsze, w którym wniosek poparły największe ugrupowania opozycyjne. Krytyka wobec polityczki jest jednak szersza, a wątpliwości wokół niej pojawiają się także w części obozu rządzącego. Sam premier Donald Tusk nie pozostawił jednak złudzeń – głosowanie ma być testem politycznej lojalności w koalicji.
Paulina Hennig-Kloska pod presją. „Ktoś musi posprzątać chaos”
Sytuację Pauliny Hennig-Kloski komplikuje fakt, że trudno wskazać obszar działania w resorcie klimatu, który nie byłby osią sporu. Pozostaje to w sprzeczności wobec ambitnych zapowiedzi składanych przez nią na początku kadencji. Przypomnijmy, że dotyczyły one m.in. przyspieszenia rozwoju odnawialnych źródeł energii (OZE) czy wzmocnienia ochrony lasów, w tym ograniczenia wycinki w najcenniejszych lasach. Były także deklaracje współpracy z organizacjami ekologicznymi i branżą drzewną w zakresie polityki klimatycznej.
Zapowiedzi szybko zderzyły się jednak z praktyką. Efektem jest seria otwartych konfliktów. Pole sporu rozciąga się w relacjach resortu m.in. z branżą drzewną, wokół energetyki wiatrowej, w sprawie programu Czyste Powietrze, a w ostatnich tygodniach także z pszczelarzami.
Sama ministra jeszcze w 2024 r., podczas debaty nad poprzednim wotum nieufności wobec niej, przekonywała, że jej celem jest uporządkowanie sytuacji po poprzednikach.
Ktoś po was ten chaos musi posprzątać. Co zastaliśmy w ministerstwie 13 grudnia? Blisko 8 mld zł dziury w budżecie systemu mrożenia cen, naruszone zapasy paliw, brak środków w programie Czyste Powietrze, 24 naruszenia prawa unijnego – mówiła Paulina Hennig-Kloska w Sejmie.
Pytanie, które dziś powraca, dotyczy tego, czy ten „porządek” udało się rzeczywiście wprowadzić. Na razie wydaje się, że raczej zastąpił go nowy katalog napięć i sporów.
Wiatraki, czyli od 300 metrów do politycznej burzy
Pierwsze głosy krytyczne wobec Pauliny Hennig-Kloski dotyczyły energetyki wiatrowej. Już na starcie kadencji obecnego rządu pojawiła się „wrzutka” do ustawy o cenach energii, która miała przybliżyć wiatraki do zabudowań. Zapis dopuszczał budowę turbin nawet 300 metrów od domów, czyli bliżej niż postulowała sama branża wiatrakowa, która wnioskowała o 500 metrów. Ministra tłumaczyła, że miało to dotyczyć przede wszystkim małych instalacji przydomowych i rolniczych.
– Rozmawialiśmy o małych jednostkach wiatrowych dla gospodarstw i firm. 300 metrów było pod tę ścieżkę, ale zabrakło odpowiedniego rozdzielenia dużych i małych instalacji – wyjaśniała w TVN24.
Przepis szybko wycofano, a sama ministra przyznała, że było to efektem pośpiechu. W efekcie musiała zmierzyć się z zarzutami o uleganie wpływom „lobby wiatrakowego”.
Kolejny projekt resortu przedstawiony w ubiegłym roku, zawierający kompromisową odległość 500 metrów – został z kolei zawetowany przez prezydenta Karola Nawrockiego. Dziś resort klimatu zapowiada uproszczenie procedur inwestycyjnych. Nie zmienia to jednak faktu, że spór o wiatraki pozostaje nierozstrzygnięty.
Czyste Powietrze. Miała być walka z patologiami, są nowe problemy
Podobny schemat widoczny jest w Czystym Powietrzu. Paulina Hennig-Kloska wskazywała na liczne nieprawidłowości w programie, zapowiadając jednocześnie uporządkowanie systemu.
Pojawił się problem związany z montażem nieefektywnych pomp ciepła w domach bez odpowiedniej izolacji. Przyczyniło się to do tego, że wiele osób dostaje tzw. rachunki grozy. Wszystko to staramy się teraz poprawić. W wielu przypadkach nie trzymano się standardów, co prowadziło do nieefektywnych inwestycji. Teraz próbujemy to naprawić.
Paulina Hennig-Kloska w 2024 r.
Od tego czasu minęły jednak dwa lata, a efektów tej „naprawy” na razie nie widać. Wręcz jest dokładnie odwrotnie – program mierzy się z nowymi problemami, czyli spadkiem liczby wniosków i zatorami płatniczymi. Na początku 2026 r. zaległości w rozpatrywaniu wniosków sięgały łącznie ponad 2 mld zł. Jednocześnie zainteresowanie programem wyraźnie spadło – w ostatnich miesiącach liczba nowych wniosków liczona jest w setkach tygodniowo. Czyste Powietrze stało się także przedmiotem kontroli m.in. Europejskiej Prokuratury, CBA i Najwyższej Izby Kontroli.
Lasy. Między ochroną a sporem o gospodarkę
Gdy Paulina Hennig-Kloska obejmowała urząd, zapowiadała gruntowne zmiany w podejściu do polskich lasów. Podkreślała wówczas, że celem jest zmiana myślenia o nich. – Nie możemy patrzeć na lasy w Polsce tylko i wyłącznie przez pryzmat ekonomii, ale chcemy też przywrócić funkcję społeczną, środowiskową, przyrodniczą – mówiła.
Jak dotąd to się jednak nie udało. Dziś gospodarka leśna prowadzona przez Lasy Państwowe, nad którymi nadzór sprawuje resort klimatu, nie zadowala ani branży drzewnej, ani organizacji społecznych.
Przypomnijmy, w trakcie wyborów parlamentarnych Paulina Hennig-Kloska zapowiadała docelowo wyłączenie 20 proc. najcenniejszych lasów z wycinki. Realizacja tych planów została jednak ograniczona. Organizacje pozarządowe zwracają uwagę na to, że na początku 2024 r. wprowadzono moratorium obejmujące jedynie 1,3 proc. lasów, które później jeszcze zmniejszono.
Z kolei branża drzewna wskazuje, że równolegle wyłączono z użytkowania kolejne setki tysięcy hektarów, co w najbliższych latach ograniczy pozyskanie drewna o co najmniej 5 mln m³. To, wraz z ofertą Lasów Państwowych na drugą połowę 2025 r., może znacząco zmniejszyć podaż kluczowego surowca dla produkcji mebli, stolarki i budownictwa.
Próby dialogu między branżą a organizacjami społecznymi również się nie powiodły. Organizowane przez resort klimatu „Ogólnopolskie Narady o Lasach” miały wypracować kompromis, ale w praktyce – jak przyznają obie strony – nie przyniosły przełomu. Zarówno przedstawiciele branży drzewnej jak i organizacji społecznych wypowiadali się krytycznie w tej sprawie. Padały wręcz słowa o „zmarnowanej szansie” i pozorowanych działaniach ze strony resortu klimatu.
System kaucyjny. Reforma, która wywołała chaos
Kolejnym źródłem napięć stał się system kaucyjny. Wprowadzany na podstawie unijnej dyrektywy ruszył ostatecznie w październiku 2025 r., po opóźnieniach i korektach legislacyjnych. Obejmuje dziesiątki tysięcy punktów zbiórki. Resort podaje, że do tej pory zwrócono ponad 500 mln opakowań.
Przedsiębiorcy uważają tymczasem, że system źle działa. Kilka dni temu skierowali apel do premiera, w którym wskazali na wysokie koszty jego wdrożenia, problemy organizacyjne oraz brak pełnych danych dotyczących finansowania. Skrytykowali też fakt, że nie wszystkie opakowania oznaczone jako kaucyjne są przyjmowane przez operatorów. Do tego dochodzą problemy techniczne automatów i ryzyko przeciążeń systemu w okresach zwiększonego ruchu.
Wypowiedź Pauliny Hennig-Kloski w tej sprawie niewiele wyjaśniła. Podczas marcowej konferencji w Rzeszowie ministra mówiła, że w drugim kwartale tego roku do systemu wróciło ok. 60 proc. butelek z pierwszego kwartału, co uznała za duży sukces, podkreślając, że „plastik znika z otoczenia”. Wskazywała też, że głównym celem systemu kaucyjnego jest ochrona zdrowia poprzez ograniczenie plastiku i mikroplastiku w środowisku. Przyznała jednak, że skala zwrotów zaskoczyła operatorów, czego efektem są m.in. przepełnione automaty.
Nawet pszczelarze mają pretensje
Do długiej listy problemów, z którymi boryka się ostatnio resort klimatu, dołączyły także… pszczoły. Okazuje się, że w projekcie Krajowego Planu Odbudowy Zasobów Przyrodniczych przygotowanym przez resort klimatu pojawiły się zapisy mówiące m.in. o konieczności ograniczania negatywnego wpływu zbyt dużej liczby pasiek na środowisko oraz o wyznaczaniu maksymalnego zagęszczenia uli w niektórych obszarach.
W odpowiedzi Polski Związek Pszczelarstwa wystosował pismo do Pauliny Hennig-Kloski. Pszczelarze krytykują m.in. sposób, w jaki opisano rolę pszczoły miodnej w ekosystemie. Ich zdaniem w projekcie pojawia się także narracja sugerująca, że hodowlane pszczoły mogą stanowić zagrożenie dla dzikich zapylaczy i lokalnej bioróżnorodności.
Krytykują także propozycje dotyczące planów ograniczeń lokalizacji pasiek. W dokumencie mowa jest m.in. o uwzględnianiu „maksymalnego dopuszczalnego zagęszczenia uli” oraz o lepszym planowaniu rozmieszczenia pasiek, w miastach, lasach i na obszarach chronionych. W ocenie pszczelarzy takie podejście może w przyszłości prowadzić do realnego ograniczania ich działalności.
W odpowiedzi resort klimatu tłumaczył, że dokument ma charakter roboczy i znajduje się na etapie tzw. prekonsultacji.
Niefortunna seria wpadek
Rysą na wizerunku Pauliny Hennig-Kloski jest także seria niefortunnych wypowiedzi. Przykładem jest chociażby jej słynna wypowiedź z 2024 r. o tym, że spadek sprzedaży ubrań jest „dobry dla klimatu”. Ministra odniosła się w ten sposób do opublikowanych danych na temat spadku sprzedaży detalicznej.
Z tego, co widziałam, to spadają głównie nie rzeczy pierwszej potrzeby, tylko raczej takie, bez których czasami możemy się obyć. Tekstylia z punktu widzenia klimatu to nawet dobrze, jak będziemy mniej tego typu rzeczy kupować, bo to jednak powoduje właśnie emisję – powiedziała w Polsacie.
Jej wypowiedź wzbudziła falę kontrowersji i licznych komentarzy w mediach społecznościowych. Głos zabierali politycy, dziennikarze, jak i zwykli użytkownicy mediów społecznościowych.
Kolejne problemy związane z wypowiedziami ministry pojawiły się podczas powodzi na Dolnym Śląsku. Hennig-Kloska oświadczyła wówczas, że formą pomocy ze strony resortu klimatu będą „nisko oprocentowane pożyczki”, czym wywołała irytację koalicjantów i premiera Donalda Tuska. „Głowę” stracił w tej historii jednak tylko rzecznik resortu Hubert Różyk, który zrezygnował z funkcji (choć oficjalnie nie podał powodu rezygnacji).
PSL stawia warunek. Dorożała straci posadę?
Los czwartkowego głosowania nad wotum nieufności wobec ministry klimatu Pauliny Hennig-Kloski jest niepewny. Polska 2050 odkłada decyzję do ostatniej chwili, jednak – jak ustalił Onet – swój warunek postawiło także PSL. Dotyczy on przyszłości wiceministra klimatu i Głównego Konserwatora Przyrody Mikołaja Dorożały.
W ludowcach narasta przekonanie, że jego pozostanie w rządzie jest nie do zaakceptowania. Zarzucają mu m.in. podejmowanie większości działań pod wpływem ekologów. Zamieszanie wokół jego szefowej stało się więc idealnym momentem, by podjąć próbę pozbycia się go z rządu. W efekcie spór wokół ministry może objąć także jej najbliższego współpracownika.
Agnieszka Zielińska, dziennikarka Biznes Enter
Zdjęcie główne: Grafika autorstwa Sandry Zięby
