
Program Narew – jeden z najambitniejszych projektów polskiej armii – wchodzi w decydującą fazę od planów do realnych inwestycji. W grę wchodzą miliardy złotych i budowa zdolności produkcyjnych, których Polska jeszcze nigdy nie miała.
-
Teza. Program Narew ma być trampoliną do przejścia Polski od zakupów uzbrojenia za granicą do budowy własnych kompetencji produkcyjnych i technologicznych w obszarze obrony powietrznej.
- Dowód. Projekt wchodzi w fazę realnych inwestycji w krajowy przemysł. Dzięki temu powstają zdolności do produkcji elementów rakiet.
- Efekt. Jeśli tempo zostanie utrzymane, Polska nie tylko wzmocni system obrony powietrznej, ale także zbuduje fundamenty pod własny przemysł rakietowy – choć na razie na bazie zagranicznych technologii. Oznacza to, że pełna suwerenność technologiczna pozostaje celem na kolejne etapy.
Znaczenie programu Narew dla polskiego przemysłu. Spis treści
Zacząć należy od wyjaśnienia, czym w ogóle jest Narew. To system obrony powietrznej krótkiego zasięgu, zaprojektowany jako brakujące ogniwo pomiędzy systemami bardzo krótkiego zasięgu – takimi jak Pilica – a systemem średniego zasięgu Wisła, opartym na zestawach obrony przeciwlotniczej Patriot. Stanowi on zarazem kluczowy filar Powietrznej Tarczy Polski – wielowarstwowego systemu obrony przeciwlotnicznej.
Docelowo Narew obejmie 23 baterie rakietowe zdolne do zwalczania szerokiego spektrum zagrożeń – od samolotów i śmigłowców, przez pociski manewrujące, po drony na dystansie do kilkudziesięciu kilometrów.
Realizacja programu rozłożona jest na lata, a jego główna faza przypadnie na okres 2027–2035. Projekt ma wesprzeć polski przemysł zbrojeniowy, konkretnie konsorcjum PGZ-NAREW, w którego skład wchodzi szereg spółek należących do Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ).
Narew oznacza inwestycje i rozwój krajowego przemysłu
Program opiera się na rakietach ziemia-powietrze CAMM-ER brytyjskiego koncernu MBDA. Umowa, którą Polska podpisała kilka lat temu, obejmuje zarówno transfer technologii, jak i stopniową polonizację produkcji. Wartość kontraktu szacowana jest na kilkadziesiąt mld zł, co czyni go jednocześnie jednym z największych przedsięwzięć zbrojeniowych w historii Polski. Tylko w 2025 r. dokapitalizowanie programu sięgnęło blisko 1 mld zł.
Ostatnie miesiące przyniosły znaczne przyspieszenie w realizacji Narwi, m.in. za sprawą serii decyzji. Z końcem marca podpisano m.in. umowę dotyczącą budowy Centrum Serwisowo-Produkcyjnego w Wojskowych Zakładach Elektronicznych w Zielonce pod Warszawą, gdzie powstanie zaplecze dla pocisków rakietowych.
Dodatkowo w zakładach firmy Mesko w Skarżysku-Kamiennej ma rozpocząć się produkcja silników i głowic bojowych do pocisków. Oba przedsięwzięcia mają zakończyć się w 2029 r. – wtedy mają zostać zmontowane pierwsze rakiety. Łączny koszt obu inwestycji wyniesie 489 mln zł.
Równolegle rozbudowywana będzie logistyka. Ważną rolę w tym obszarze będą ogrywały zakłady Jelcza. Obecnie na ciężarówkach produkowanych przez tę firmę instalowane są m.in. wyrzutnie Patriot, a w przyszłości będą to także elementy systemu Narew. W związku z rosnącymi zamówieniami Jelcz planuje budowę nowej fabryki o wartości około 750 mln zł.
Transfer technologii i budowa kompetencji w Polsce
Jeśli tempo realizacji programu Narew zostanie utrzymane, Polska nie tylko wzmocni swoją obronę powietrzną, ale zdobędzie także własne kompetencje w zakresie produkcji rakiet. Stawką jest więc nie tylko nasze bezpieczeństwo, lecz także technologiczna suwerenność.
– Program Narew od lat pozostaje centralnym projektem modernizacji polskiej obrony powietrznej, obejmując docelowo ponad dwadzieścia baterii i ponad tysiąc pocisków CAMM-ER. Kluczowe znaczenie ma także zmiana podejścia: najnowsze decyzje przesuwają akcent z prostego zakupu uzbrojenia na budowę krajowych zdolności przemysłowych – ocenia w rozmowie z Biznes Enter Jakub Wernik, analityk w Programie Bezpieczeństwo Międzynarodowe i Obronność Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego.
Jego zdaniem przyspieszenie programu to ważny krok w rozwoju polskich kompetencji rakietowych, choć jeszcze nie przełom.
W projekt zaangażowanych jest wiele spółek PGZ. Oznacza to budowę całego ekosystemu kompetencji – od badań i rozwoju po produkcję i integrację systemów. Polska zaczyna wychodzić z roli importera uzbrojenia i może stać się współproducentem oraz integratorem.
Jakub Wernik, analityk w Programie Bezpieczeństwo Międzynarodowe i Obronność Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego, w rozmowie z Biznes Enter
Z drugiej strony model nadal opiera się na partnerstwie z zagranicznym liderem – firmą MBDA – co ogranicza pełną suwerenność technologiczną. – Program jest raczej etapem dochodzenia do samodzielności niż jej osiągnięciem – podkreśla nasz rozmówca.
Ograniczenia systemu Narew i wyzwania strategiczne
Z kolei generał Leon Komornicki uważa, że program Narew nadal ma istotne luki – szczególnie w zakresie wczesnego wykrywania i ostrzegania. – Narew to krok naprzód, ale Polska wciąż nie ma realnych zdolności odstraszania. W obecnym kształcie to rozwiązanie niewystarczające wobec skali zagrożeń – wskazuje w rozmowie z Biznes Enter.
Jego zdaniem program rozwija zdolności defensywne, ale nie przesądza o bezpieczeństwie państwa jako całości. – Można powiedzieć, że jesteśmy na poziomie dostatecznym, ale nie na takim, na jakim powinniśmy być. W obecnym kształcie to rozwiązanie niewystarczające wobec skali zagrożeń – podkreśla.
Zdaniem generała obrona powietrzna powinna być jedynie jednym z elementów znacznie szerszego systemu bezpieczeństwa.
– Obrona powietrzna nie funkcjonuje w próżni. Musi być spójna z innymi zdolnościami – operacyjnymi, logistycznymi, przemysłowymi i społecznymi. Bez tego nawet najbardziej zaawansowany system nie zapewni realnej ochrony – wskazuje Komornicki.
Problemem pozostaje również brak równowagi między zdolnościami defensywnymi a ofensywnymi. Współczesne doktryny zakładają konieczność neutralizowania zagrożeń jeszcze nad terytorium przeciwnika.
Polska nie posiada ponadto wojsk rakietowych w rozumieniu strategicznym – wyposażonych w rakiety balistyczne, manewrujące czy hipersoniczne. Posiadamy artylerię rakietową, ale to nie to samo.
Generał Leon Komornicki w rozmowie z Biznes Enter
Lekcje ze współczesnych konfliktów
To niejedyny problem, na który zwraca uwagę. – Współczesne konflikty na Ukrainie i Bliskim Wschodzie nie ujawniają kilka kluczowych trendów: masowe użycie dronów zmienia charakter pola walki, drogie systemy mogą być przeciążane przez tanie środki ataku, a tempo zużycia środków bojowych wielokrotnie przewyższa wcześniejsze założenia. W efekcie współczesna wojna potrafi „spalić” wieloletnią produkcję w ciągu kilku tygodni. Z kolei wykorzystywanie kosztownych systemów do neutralizacji tanich dronów prowadzi do szybkiego wyczerpania zasobów – zauważa.
Przypomina także o niedocenianym aspekcie – roli społeczeństwa w systemie obronnym. – Obrona państwa nie zaczyna się i nie kończy na wojsku. Jej fundamentem jest społeczeństwo – podkreśla.
W tym kontekście wskazuje na konieczność odbudowy obrony cywilnej, rozwoju systemów wczesnego ostrzegania, przygotowania służb i obywateli do reagowania na zagrożenia oraz budowy powszechnych zdolności zwalczania dronów.
Zwraca także uwagę na wymiar ekonomiczny. Wykorzystywanie m.in. kosztownych rakiet do zwalczania tanich dronów prowadzi do szybkiego wyczerpania zasobów. – Jeśli będziemy zwalczać drony za pomocą najdroższych środków obrony, po prostu zbankrutujemy – ostrzega.
Jednocześnie wskazuje na konieczność szerszego podejścia do obrony. – Obrona państwa nie zaczyna się i nie kończy na wojsku. Jej fundamentem jest społeczeństwo – podkreśla, wskazując na potrzebę odbudowy obrony cywilnej, systemów ostrzegania i powszechnych zdolności reagowania.
Rekordowe wydatki i rosnące finansowanie długiem
Polska w 2025 r. przeznaczyła na obronność 166,2 mld zł, co odpowiada 4,3 proc. PKB – wynika z raportu NATO. Z kolei w tym roku na ten cel ma zostać spożytkowane ponad 200 mld zł. To mniej niż 1/4 wydatków socjalnych, zaś około 37 proc. tej kwoty sfinansowane zostanie za pomocą długu.
Coraz większą część wydatków zbrojeniowych Polski pokrywa m.in. Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych (FWSZ), którego zadłużenie w 2029 roku ma przekroczyć 300 mld zł – wskazuje raport Warsaw Enterprise Institute pt: Ile kosztuje wojna? Problem finansowania Polskich Sił Zbrojnych.
Jak szacują eksperci, „Polska w latach 2025-2035 wyda około 1 bln 900 mld zł na zbrojenia i jest to ponad dwa razy więcej, niż wydano w latach 2014-2024. Do 2033 r. liczebność armii ma wzrosnąć do 300 tys., żeby finalnie osiągnąć pół miliona w 2039 r. Do najważniejszych zakupów wojskowych naszego kraju należą dostawy sprzętu z USA oraz Korei Południowej, a co najważniejsze, część maszyn ma być produkowanych w Polsce na licencji” – czytamy w raporcie „Ile kosztuje wojna” autorstwa Warsaw Enterprise Institute (WEI).
Agnieszka Zielińska, dziennikarka Biznes Enter
Zdjęcie główne: Grafika autorstwa Sandry Zięby