Partnerzy merytoryczni
Zdjęcie przedstawia ręce spracowanej starej kobiety.

Demografia i matematyka nie dają szans polskim gminom. Ponad jedna czwarta z nich jest zagrożona

Demografia jest bezlitosna dla Polski. Jeśli nic się nie zmieni, to do 2060 r. populacja naszego kraju skurczy się aż o 17,5 proc. Z 37 mln mieszkańców pozostanie tylko ok. 30,9 mln. To tak, jakby wyparowali dzisiejsi mieszkańcy ośmiu najludniejszych miast naszego kraju. Wymieramy, a konsekwencje tego uderzą także w gminy, w których dziś mieszkamy. Jedne gwałtownie zbiednieją, inne po prostu przestaną istnieć.

  • Teza. W wyniku sytuacji demograficznej i migracji wewnętrznej kurczy się baza podatkowa polskich samorządów. Jednocześnie nie znikają, a niekiedy nawet rosną, koszty stałe, które muszą one ponosić.
  • Dowód. Do 2060 r. wpływy gmin z PIT spadną w 95,6 proc. samorządów – wynika z raportu BGK. Mimo tego utrzyma się wysoki udział wydatków nieelastycznych, które ponoszą. Już dziś w niektórych najmniejszych jednostkach wydatki na utrzymanie infrastruktury i urzędu zjadają nawet 62,5 proc. budżetu. Spadek liczby mieszkańców tylko pogorszy ich sytuację.
  • Efekt. W 2060 r. z kryzysem budżetowym zmierzy się aż 26,5 proc. gmin w Polsce. Zagrożone miejscowości zamieszkuje dziś ponad 9,1 mln osób. W największych opałach finansowych znajdą się te liczące mniej niż 5 tys. mieszkańców.
PKO Reklamy

Demografia i migracja wewnętrzna są dziś największymi wrogami większości gmin i miast na prawach powiatu w Polsce. I to właśnie z nimi jednostki terytorialne będą musiały się zmierzyć w boju na śmierć i życie. Matematyka nie daje im dziś jednak żadnych szans na zwycięstwo.

95,6 proc. gmin w Polsce odczuje do 2060 r. spadek dochodów pochodzących z podatku dochodowego od osób fizycznych – ostrzega Bank Gospodarstwa Krajowego w swoim raporcie pt. „Demografia a przyszłość finansów samorządów lokalnych w Polsce”.

Depopulacja gmin realnym zagrożeniem

Powiedzenie „młodzi to przyszłość” z roku na rok nabiera mocy, o czym mogą zaświadczyć polskie samorządy. Młodzi wyjeżdżają, starzy zostają, a skutki tego procesu widać już na ulicach wsi i miasteczek gołym okiem, gdzie zdaje się, że przyszłości nie będzie.

Według GUS-u do 2040 r. aż 1978 samorządów odnotuje spadek liczby mieszkańców. Jedynie 499 gminom w kraju uda się utrzymać liczbę mieszkańców z 2024 r. lub doświadczyć jej wzrostu. Do 2060 r. te dysproporcje jeszcze wzrosną. Oznacza to, że polskie samorządy masowo karleją.

Autorzy raportu wyliczyli, że udział samorządów liczących poniżej 5 tys. mieszkańców wzrośnie z 29,2 proc. (2024 r.) do 46,7 proc. (2060 r.). Na mapie Polski w większej liczbie pojawią się również gminy liczące poniżej 2 tys. mieszkańców. Według BGK w 2040 r. będzie ich 92, a w 2060 r. – 347. Dla porównania obecnie jest ich jedynie 25. Spełnienie się tego scenariusza oznaczałoby prawdziwą rewolucję na samorządowej mapie Polski. Nie tylko demograficzną, ale i finansową.

Struktura demograficzna samorządów w Polsce w 2024 r., 2040 r. i 2060 r. Źródło: BKG

Małe samorządy czeka zapaść finansowa

Dla budżetów gmin to poważne kłopoty. Wpływy z podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT) odpowiadają za 42,2 proc. wszystkich dochodów bieżących samorządów. Te jednak, z racji na ubytek liczby ludności, będą się w kolejnych latach stale kurczyć. „Do 2060 r. aż 95,6 proc. gmin odczuje spadek dochodów z PIT” – wyliczyli ekonomiści BGK.

Będzie to przede wszystkim konsekwencja spadku liczby osób w wieku produkcyjnym. Do 2060 r. ich liczba w Polsce zmniejszy się o blisko 30 proc., jednak w wielu samorządach skala tego zjawiska będzie znacznie większa. Zdaniem BGK w 403 miastach i gminach spadek liczby mieszkańców w wieku produkcyjnym przekroczy 60 proc. Bez nich ucierpi nie tylko dochód z PIT, ale również cały lokalny rynek pracy. To wszystko odbije się z kolei na możliwościach finansowych jednostek terytorialnych.

Aby przetrwać, gminy będą musiały szukać oszczędności. W przypadku samorządów nie jest to jednak takie proste. Nie mogą one ograniczać kosztów proporcjonalnie do spadku liczby mieszkańców. A to przez fakt, że średnio 23,8 proc. ich wszystkich wydatków bieżących ma charakter nieelastyczny, czyli niezmienny. W skrajnych przypadkach ten udział jest jeszcze wyższy i sięga nawet 62,5 proc. całego budżetu.

Niezależnie od populacji gmina musi utrzymać drogi publiczne, opłacać urzędników, rolować zadłużenie czy zapewnić mieszkańcom pomoc społeczną. Są to podstawowe zdania samorządów, których realizacja zdaniem ekspertów będzie coraz trudniejsza.

Do 2060 r. większość samorządów doświadczy umiarkowanych lub wysokich wzrostów nieelastycznych wydatków bieżących przypadających na mieszkańca – prognozują autorzy raportu.

Ten czarny scenariusz dotyczy blisko 26,5 proc. gmin w naszym kraju, w których dziś mieszka 24,3 proc. Polaków. Kiedy jednak przed wieloma samorządami pojawia się widmo bankructwa, dla garstki gmin najbliższe lata mogą być złotym wiekiem.

Kto wygra, kiedy niemal wszyscy stracą?

Mimo że sytuacja demograficzna Polski jest dla całego państwa katastrofą, to są jednak miejsca na mapie, które na niej zyskują. W ciągu kolejnych lat rosnąć będzie rola największych polskich miast. Do 2060 r. 13,6 proc. wszystkich Polaków będzie mieszkać w metropoliach.

Wzrost liczby mieszkańców przełoży się na rosnący udział dużych ośrodków miejskich w ogólnokrajowej puli wynagrodzeń, czyli sumie wszystkich pensji uzyskiwanych przez pracujących. Wzrośnie on z 19,1 proc. w 2024 r. do 21,1 proc. w 2060 r. A odbędzie się niejako kosztem małych, bo liczących do 5 tys. mieszkańców, gmin.

W 2024 r. w takich miejscowościach mieszkało ok. 7,1 proc. wszystkich Polaków, których wynagrodzenia stanowiły 5,6 proc. ogólnej puli. Do 2060 r. grupa mieszkających w nich rodaków spadnie do 5 proc., a ich udział w całkowitych wynagrodzeniach – do 3,6 proc. W przyszłości taka struktura dochodowo-wiekowa ludności może okazać się dużym problemem społecznym.

Ten czarny scenariusz nie dotyczy jednak gmin „obwarzankowych”. One mają rosnąć wraz z miastami, które otaczają. Przykładowo, według prognoz BGK, liczba mieszkańców miejscowości okalających np. Wrocław wzrośnie aż o 32,6 proc. Dla Poznania będzie to 25,1 proc., a Warszawy – 10,2 proc. Większa liczba mieszkańców pozwoli im z kolei zabezpieczyć swoją sytuację finansową.

Aż 70 proc. tego typu samorządów znajdzie się w dobrej sytuacji finansowej w 2026 r. – ocenia w swoim raporcie BGK.

Ich świetlana przyszłość nie może jednak przesłonić czarnych chmur, które gromadzą się nad innymi miejscami Polski. Wiele wskazuje na to, że nasz kraj zmienia się w demograficzną pustynię, w której jedynymi oazami wzrostu i rozwoju pozostaną wielkie miasta oraz ich „sypialnie”. Dla reszty samorządów pozostanie jedynie trudna walka o finansowy oddech.

Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter

Zdjęcie główne: Valentin Balan / Unsplash

Motyw