Partnerzy merytoryczni
Zielona postać w wirze kolorów

„Wszystkie ręce do pracy” i tak nie wystarczą. Migracja jest niezbędna dla gospodarki, ale czy polskie społeczeństwo jest na nią gotowe?

O migracji w Polsce ostatnio można mówić albo źle albo wcale. Dobitnie o tym przekonał się ostatnio Przemysław Czarnek, który z w rozmowie w Kanałem Zero zadeklarował swoje poparcie dla legalnej migracji. Tłumaczył, że „przedsiębiorcy potrzebują rąk do pracy”. Po tych słowach kandydat PiS na premiera musiał się zmierzyć z falą krytyki ze strony polskiej prawicy. Jednak dane gospodarcze pokazują, że wiceprezes partii przedstawił po prostu brutalną rzeczywistość.

  • Teza. Liczba wchodzących na polski rynek pracy migrantów jest niewystarczająca, aby zrekompensować rokroczne ubytki pracowników z gospodarki. Ludzi w wieku produkcyjnym stale ubywa, czego przyczyną jest zapaść demograficzna naszego kraju. Jednak ani politycy, ani opinia publiczna nie chcą prowadzić dyskusji na temat zasypywania dziury na rynku cudzoziemcami.
  • Dowód. Migracja stała się dla polityków tematem tabu, czego najlepszym dowodem była ostatnia burza medialna po słowach Czarnka w Kanale Zero. Tymczasem potrzeby firm z roku na rok rosną. Braki kadrowe w poszczególnych sektorach są już miejscami na tyle duże, że blokują inwestycje w rozwój mocy produkcyjnych.
  • Efekt. Jak zauważa ekspert, politycy w ostatnim czasie zaczęli wręcz rywalizować o to, kto przyjmie bardziej protekcjonistyczne stanowisko wobec napływu cudzoziemców do Polski. W efekcie rosną bariery administracyjne dla firm, które coraz mocniej potrzebują pracowników z zagranicy do uzupełnienia braków kadrowych.

Migracja jest potrzebna rynkowi pracy. Ale nie politykom. Spis treści

W Polsce brakuje rąk do pracy – coraz głośniej mówią pracodawcy, a dane to potwierdzają. W 2025 r. na polskim rynku pracy, z przyczyn tylko demograficznych, ubyło ok. 128 tys. pracowników. Mówiąc inaczej, różnica między osobami, które przeszły na emeryturę lub z innych powodów przestały pracować, a tymi, które na rynek weszły lub wróciły, była na minusie o 128 tys. osób. W 2024 r. wynik ten był na poziomie 151 tys. osób, a w 2023 r. – aż 184 tys. Łącznie w ciągu trzech ostatnich lat z polskiej gospodarki „zniknęło” ok. 3 proc. z 15 mln osób pracujących w Polsce.

W tym samym czasie grupa pracujących cudzoziemców, według Głównego Urzędu Statystycznego, rosła. W czerwcu 2025 r. było ich ok. 1,1 mln. Oznacza to, że liczba pracujących migrantów wzrosła o 6,5 proc. rok do roku. Wciąż to jednak zbyt mało, by pokryć zapotrzebowanie gospodarki na nowych pracowników.

Polscy przedsiębiorcy chętnie tworzyliby więcej miejsc pracy i zwiększali produkcję, ale ze względu na braki kadrowe po prostu zatrzymujemy się w miejscu – tłumaczy w rozmowie z Biznes Enter Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP.

Zdaniem ekonomisty rozwiązaniem tego problemu jest legalna migracja.

Praca jest, ale pytanie dla kogo?

Stwierdzenie o wolnych etatach i chłonnym rynku pracy nie pasuje do rzeczywistości wielu Polaków. W mediach społecznościowych coraz mocniej widoczna jest dziś grupa osób, która skarży się na brak pracy odpowiadającej ich kompetencjom. Problem ten dotyczy zwłaszcza ludzi młodych, którzy po ukończeniu studiów mają trudności z odnalezieniem się na rynku pracy.

Przyczyna tego paradoksu jest stosunkowo prosta, ale zarazem niezwykle trudna społecznie. Wolne miejsca pracy są, ale nie w sektorach, w których osoby z wyższym wykształceniem chciałyby pracować.

Na rynek trafia rocznie od 50 do 80 tys. absolwentów szkół wyższych; więcej niż z tego rynku ubywa. Dlaczego? Bo odsetek osób z wyższym wykształceniem w pokoleniu młodych to 43 proc., a w pokoleniu odchodzących na emeryturę – 17 proc. Z racji swoich kwalifikacji osoby te mają wyższe aspiracje zawodowe i nie chcą podejmować pracy w deficytowych zawodach fizycznych.

Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP, w rozmowie z Biznes Enter

Sytuacja ta powoduje, że powstaje rozstrzał pomiędzy oczekiwaniami młodych a rzeczywistą kondycją rynku pracy i realnymi potrzebami pracodawców. Kształcimy menadżerów, zarządców produkcji czy specjalistów, ale brakuje tych, którymi świeżo upieczeni absolwenci wydziałów zarządzania mogliby realnie zarządzać.

Powoduje to, że – zdaniem Kamila Sobolewskiego – mamy dziś do czynienia z „dualnym rynkiem pracy”. Z jednej strony młodzi po studiach narzekają na brak adekwatnych możliwości rozwoju w wielkich miastach, a z drugiej – biznes boryka się z gigantycznym deficytem pracowników fizycznych.

Migracja tworzy miejsca pracy

Jedną z największych obaw lokalnych społeczności jest to, że wraz z napływem nowej ludności z zagranicy ubędzie pracy dla dotychczasowych mieszkańców. Wniosek ten wydaje się logiczny, ponieważ liczba miejsc pracy jest ograniczona, a pula chętnych nagle rośnie. Jednak z perspektywy gospodarczej obraz ten jest znacznie bardziej złożony.

Przybywający z zagranicy pracownicy trafiają do naszego kraju najczęściej przez agencje pośrednictwa pracy. Ich ściągnięcie ma więc na celu wypełnienie luki już istniejącej na lokalnym rynku pracy, co oznacza, że cały proces „ściągania” cudzoziemca nie odbywa się ze szkodą dla innych polskich kandydatów na to stanowisko. Migranci w większości wypadków pracują tam, gdzie Polacy po prostu nie chcą.

Dodatkowo Kamil Sobolewski zwraca uwagę na ważny mechanizm. Dziś, z racji na luki w rynku, poszczególne firmy nie są w stanie skompletować pełnej załogi w swoich zakładach. Dochodzi nawet do tego, że przedsiębiorstwa rezygnują z inwestycji, które wymagałyby zatrudnienia dodatkowych brygad lub uruchomienia kolejnych zmian produkcyjnych. Dzieje się tak, ponieważ firmy nie mają pewności, czy będą w stanie obsadzić wszystkie nowo tworzone stanowiska.

Migracja może ten potencjał odblokować.

– Pracownicy z zagranicy, którzy podejmują deficytowe, proste prace fizyczne, stymulują tworzenie w Polsce stanowisk o wyższej wartości dodanej – tłumaczy Kamil Sobolewski. – Migracja może zagwarantować zarówno ciągłość produkcji i stabilny rozwój gospodarczy, jak i stworzyć przestrzeń do generowania atrakcyjnych, kierowniczych i specjalistycznych miejsc pracy – dodaje.

Z punktu widzenia gospodarki dyskusja o legalnej migracji jest dziś niezbędna. Politycy jednak z przyczyn wizerunkowych i politycznych wolą nabrać wody w usta. Ewentualnie napełnić je frazesami o patriotyzmie i zagrożeniu.

Migracja tematem tabu

Migracja Polakom źle się ostatnio kojarzy. Począwszy od doświadczenia przyjęcia uchodźców z Ukrainy, poprzez wydarzenia na granicy polsko-białoruskiej, aż do echa afery wizowej – wszystkie te wydarzenia wyostrzyły poglądy społeczeństwa na temat migracji i migrantów.

Wzrost nastrojów antyimigracyjnych w Polsce powoduje, że niewielu polityków otwarcie używa dziś słowa „migracja”. Problem w tym, że przemilczanie problemów nie sprawia, że one znikają. Jedynie się potęgują.

Niestety, z biznesu płynie uniwersalny i bardzo twardy sygnał, że kurek z imigracją został zakręcony, przez co firmom niezwykle trudno jest pozyskać pracowników z nowych rynków. Politycy zaczęli wręcz ścigać się w tym, kto przyjmie bardziej protekcjonistyczną postawę wobec napływu cudzoziemców do Polski, a za tą retoryką idą ogromne zatory w administracji i przewlekłe procedury legalizacyjne, które utrudniają rozwój przedsiębiorstw.

Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP, w rozmowie zBiznes Enter

Przed rządzącymi stoi więc trudne zadanie pogodzenia interesów przedsiębiorców z nastrojami społecznymi. Reakcje na wypowiedzi Przemysława Czarnka pokazują, że nie będzie to proste.

Nie zmienia to jednak faktu, że od skuteczności polityki migracyjnej zależy tempo rozwoju gospodarczego naszego kraju w kolejnych latach. Wszystko jednak na dziś wskazuje, że na prawdziwą debatę na temat potrzeby migracji nie jesteśmy jeszcze gotowi jako społeczeństwo.

Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter

Zdjęcie główne: Grafika autorstwa Sandry Zięby

Motyw