
Unijny mechanizm dostosowywania cen na granicach (CBAM), delikatnie mówiąc, nie skradł serc europejskich przedsiębiorców. Od chwili wdrożenia cło węglowe jest nieustannie poddawane krytyce. Firmy wytykają mechanizmowi niespójność, niedostateczną ochronę europejskiego rynku oraz luki prawne. Bruksela dostrzega te głosy i proponuje zmiany, które mogą jednak generować kolejne kłopoty.
- Teza. Komisja Europejska opublikowała 13 maja projekt rozporządzenia nowelizującego mechanizm CBAM. Zmiany mają objąć uproszczenia w rozliczaniu cła oraz dopuszczenie uznanych międzynarodowo kredytów węglowych.
- Dowód. Nowe przepisy mają wprowadzić jasne zasady uznawania zagranicznych cen węgla. Pozwoli to na pełne odliczenie kosztów emisji poniesionych przez dostawcę w jego państwie od zobowiązania CBAM unijnego importera.
- Efekt. Proponowane przez Brukselę zmiany mają słodko-gorzki charakter. Z jednej strony pozwolą unijnym importerom uniknąć podwójnego obciążenia za emisje, umożliwiając odliczanie zagranicznych kosztów węglowych i wprowadzając jasną ścieżkę operacyjną. Z drugiej jednak dopuszczenie kredytów węglowych do rozliczeń może osłabić ochronę konkurencyjności UE, zmniejszając bodźce do wyboru bardziej ekologicznych dostawców.
Mechanizm CBAM zostanie zreformowany? Spis treści
O samym systemie CBAM i jego wpływie na europejską gospodarkę pisaliśmy na Biznes Enter wielokrotnie. Rzadko jednak pozytywnie. CBAM (Carbon Border Adjustment Mechanism) to unijny mechanizm dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO2, często nazywany granicznym podatkiem węglowym. Jego głównym celem jest zapobieganie tzw. „ucieczce emisji” oraz ochrona konkurencyjności firm z UE poprzez zrównanie kosztów emisji dla towarów importowanych i produkowanych lokalnie.
Mimo szczytnych celi, jakim jest prowadzenie polityki klimatycznej i ochrona rodzimego rynku, cło węglowe nie spełnia oczekiwań i potrzeb europejskich firm.
Aby wyjść naprzeciw oczekiwaniom biznesu, CBAM w ostatnich tygodniach jest nadal dostrajany do jego potrzeb i możliwości. Jedną z takich korekt jest opublikowany 13 maja projekt rozporządzenia, który wprowadza długo wyczekiwane przepisy porządkujące kwestię „podwójnego obciążenia” produktów importowanych do Europy.
„Dla unijnych importerów zaopatrujących się u dostawców z np. Korei Południowej czy Wielkiej Brytanii to konkretna, nieiluzoryczna, korzyść” – komentuje propozycje Brukseli w przesłanym do Biznes Enter komentarzu Wiktoria Fabian z Instytutu Polityki Energetycznej.
Zdaniem ekspertki projekt KE to krok w dobrą stronę. Zaznacza jednak przy tym, że niesie on ze sobą pewne niebezpieczeństwo.
Bruksela proponuje zmiany w CBAM
Od momentu wprowadzenia mechanizmu CBAM przedsiębiorcy podnosili kwestie możliwości podwójnego obciążenia emisji produktów swoich produktów.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami zagraniczny dostawca najpierw ponosił koszty emisji w państwie trzecim w ramach lokalnych mechanizmów ograniczania emisji CO2, a następnie unijny importer był zobowiązany do uregulowania należności wynikających z CBAM przy imporcie towarów do Europy.
Propozycją Komisji z 13 maja 2026 r. rozwiązuje ten problem. W projekcie znalazł się zapis, który pozwala importerowi na pełne odliczanie od jego zobowiązania CBAM krajowych kosztów emisji poniesionych przez dostawcę w państwach trzecich (np. w ramach tamtejszych systemów ETS, podatków punktowych czy paliwowych).
Co istotne cały ten proces miałby się odbyć „bez dodatkowych wymogów jakościowych ze strony UE”.
Praktyczna korzyść z proponowanych przez KE zmian pozostaje selektywna. Wielu tanich dostawców spoza UE nie funkcjonuje w ramach żadnego wiążącego mechanizmu węglowego, a weryfikacja rzeczywiście zapłaconej ceny za granicą generuje często wysokie koszty compliance.
Wiktoria Fabian, Instytutu Polityki Energetycznej, dla Biznes Enter
Wiktoria Fabian zwraca uwagę, że zmiana ta po raz pierwszy od wprowadzenia regulacji, dałaby firmą jasną ścieżkę operacyjną. Na tym jednak nie kończą się nowości.
Komisja zgodziła się również na wykorzystanie kredytów węglowych ITMOs (określanych na podstawie art. 6.2 i 6.4 Porozumienia Paryskiego), jako substytutu certyfikatów CBAM i prawnego ekwiwalentu zagranicznej ceny węgla. Zaznaczyła jednak przy tym, że ich limit będzie wynosić 10 proc. łącznego śladu węglowego.
Ta propozycja Komisji wzbudziła jednak pewne wątpliwości.
Spór o kredyty węglowe
Kredyty węglowe (tzw. certyfikaty kompensacyjne) to jeden z najpowszechniejszych na świecie instrumentów finansowych wykorzystywanych do walki z zanieczyszczeniami środowiska. Jeden kredyt poświadcza redukcję lub uniknięcie emisji 1 tony CO₂.
Rosnące wymagania regulacyjne sprawiają, że firmy, często nie są w stanie samodzielnie zredukować swoich zanieczyszczeń. Mogą je jednak kupić na rynku i w ten sposób zbilansować swój ślad węglowy. Dzięki temu rynek kredytów węglowych w ostatnich latach dynamicznie się rozwijał. Jednak jakość proponowanych na nim certyfikatów budzi poważne wątpliwości.
„Kredyty węglowe o niskiej integralności nadal są powszechne, a projekty rzekomo »kompensujące« są uznawane za niemal bezwartościowe i stanowią »kredyty urojone«” – zwraca uwagę w swoim raporcie 10 New Insights in Climate Science.
Zdaniem autorów raportu mniej niż 16 proc. ze zbadanych miliarda ton kredytów stanowiło rzeczywistą redukcję emisji. Większość firm konsekwentnie polegała na niskiej jakości i niskich kosztach kredytów unikania emisji, co wiązało się z wysokim ryzykiem zawyżania redukcji emisji – można przeczytać w raporcie.
Taki stan rynku kredytów węglowych oznacza dla Brukseli poważne ryzyko. Istniało niebezpieczeństwo, że importerzy mogą spłacać zobowiązania CBAM za pomocą kredytów węglowych, które nie odpowiadają faktycznej redukcji emisji.
Z tego powodu tak ważne było wpisanie w projekt zastrzeżenia, że przedstawiane przez firmy kredyty węglowe muszą pochodzić z wiarygodnych i międzynarodowo uznawanych mechanizmów, takich jak ITMOs. Ten zapis nie rozwiązuje jednak wszystkich wątpliwości związanych z proponowanymi zmianami.
Kto zyska na zmianach w CBAM?
Proponowane przez KE zmiany mogą ucieszyć przede wszystkim eksporterów z rynków wschodzących. Oczywiście pod warunkiem, że w krajach skąd ściągają swoje produkty, funkcjonują wiarygodne systemy wyceny emisji. To zastrzeżenie dotyczy również kwalifikowanych kredytów węglowych.
Firmy zyskają w końcu jasność co do tego, w jaki sposób krajowa cena emisji CO₂ będzie uwzględniana przy obliczaniu należności CBAM. Istniejący do tej pory system był dla nich wyjątkowo skomplikowane i kosztowny we wdrożeniu.
Ekspertka podkreśla również fakt, że CBAM nigdy nie był wyłącznie precyzyjnym mechanizmem wyceny emisji wbudowanych. W prowadzone przez KE cło miało być również narzędziem ochrony konkurencyjności unijnych producentów poprzez wyrównanie kosztów regulacyjnych. Tę funkcję zaś, zdaniem ekspertki, propozycja Brukseli może osłabić.
Jeśli koszt tych kredytów okaże się niższy niż kwota, o którą tańszy byłby zakup od dostawcy z kraju posiadającego ETS, po uwzględnieniu odliczenia lokalnej ceny węgla, importer nie będzie miał finansowego bodźca do zmiany dostawcy – ostrzega.
W ten sposób przedstawiany w uzasadnieniu zmiany przepisów argument KE o zachęcaniu firm do redukcji emisji u źródła, a nie jedynie ich kompensacji, może okazać się mrzonką.
Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter
Zdjęcie główne: Wirestock / Magnific