
Wynik wojny w Iranie nie ma już dla światowych gospodarek wielkiego znaczenia. Liczą się tylko jej konsekwencje, narastające z każdym miesiącem. Od początku konfliktu rynek stracił już ponad miliard baryłek ropy z państw Zatoki Perskiej – informuje Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE). Światowa gospodarka wciąż funkcjonuje, jednak zadyszka jest nieuchronna.
- Teza. Po niemal trzech miesiącach wojny kryzys podażowy na rynku ropy stał się jednym z najpoważniejszych problemów globalnej gospodarki.
- Dowód. Zablokowanie cieśniny Ormuz oznacza, że z rynku wyparowało ponad 14 mln baryłek ropy, na które dziennie mogli liczyć odbiorcy. Łącznie, od początku wojny, świat utracił niemal miliard baryłek tego surowca – informuje MAE.
- Efekt. Niedobory surowców najmocniej uderzyły w przemysł chemiczny i sektor lotniczy, przed którymi rysują się trudne czasy. Branże te stoją dziś w obliczu „jednego z najpoważniejszych kryzysów od dekad”.
Ropa i szok podażowy wywołany przez konflikt irański. Spis treści
W kontekście wojny w Iranie dziś już mało kto mówi o nadchodzącym rozejmie i szybkim unormowaniu sytuacji. Szara wojenna rzeczywistość i towarzyszące jej galopujące ceny surowców energetycznych stały się dla świata normą.
W swoim najnowszym raporcie na temat stanu rynku ropy MAE nie ukrywa, że kwestia podaży surowca rysuje się w czarnych brawach. Wskutek blokady cieśniny Ormuz i obniżonego wydobycia na Bliskim Wschodzie dziennie brakuje dziś 12,8 mln baryłek (mb/d). Próby zwiększenia produkcji „czarnego złota” w innych częściach świata i kolejnych fal uruchamiania rezerw okazały się niewystarczające.
Z powodu wciąż ograniczonych możliwości transportu tankowców na Ormuz, skumulowane straty w dostawach od producentów z Zatoki Perskiej przekraczają już miliard baryłek. Ponad 14 mln baryłek ropy dziennie jest obecnie zablokowane, co stanowi bezprecedensowy szok podażowy (rozjazd popytu z możliwościami wydobycia – przyp. red.).
Raport o rynku ropy naftowej – maj 2026 Międzynarodowej Agencji Energetycznej
Obserwatorom tej wojny pozostało jedynie adaptować się do coraz trudniejszych warunków. Wojna w Iranie wchodzi w kolejny miesiąc.
Rosyjska ropa nie przynosi spodziewanej ulgi
Świat pogodził się już z tym, że ropa z Bliskiego Wschodu nie wróci szybko na rynek. W najtrudniejszym położeniu znalazły się państwa azjatyckie, które przed wojną najbardziej były uzależnione od dostaw z Zatoki. Wojna zmusiła je do szybkiego szukania nowych źródeł i kierunków dostaw. Bez względu na cenę.
Najszybciej na nową sytuację zareagowały państwa obu Ameryk. Stany Zjednoczone, Brazylia, Kanada i Wenezuela podniosły prognozy wzrostu swojego wydobycia ropy o ponad 600 tys. baryłek dziennie względem szacunków z początku roku. Zdaniem analityków MAE to jednak dopiero początek zwiększania produkcji. Agencja zakłada, że wydobycie poza Bliskim Wschodem wzrośnie średnio o 1,5 mln baryłek dziennie.
Kluczową rolę w tej układance miała odegrać Rosja. Po latach sankcji i stopniowego wypychania z kolejnych rynków Kreml ponownie zaczął zarabiać na globalnym kryzysie energetycznym. Urals jest jednym z najlepszych zamienników dla surowca utraconego w wyniku wojny. Sytuację Kremla dodatkowo poprawiła czasowa decyzja USA o złagodzeniu części sankcji. Rynki stanęły otworem przed rosyjskimi węglowodorami.
Ukraińcy zadbali jednak o to, aby Moskwa nie była w stanie w pełni wykorzystać tej sytuacji. Od końca lutego trwa ofensywa dronowa, której celem są rosyjskie rafinerie i terminale portowe. W wyniku tych nalotów ucierpiały instalacje w:
- Permie,
- Nowokujbyszewsku,
- Kiriszach,
- Kstowie.
Każdy z tych punktów na mapie pełnił istotną funkcję, a jego nawet czasowe wyłączenie mocno ograniczyły możliwości związane z przerobem i eksportem ropy. Pomimo więc sprzyjających warunków geopolitycznych sytuacja rosyjskich producentów wciąż pozostaje trudna. Mimo to w ostatnich miesiącach Rosja zwiększyła eksport ropy.
Wyrwa podażowa, która powstała w ostatnich miesiącach, okazała się jednak zbyt duża, aby można było ją łatwo zasypać. „Czarne złoto” przestaje być eufemizmem, a zaczyna coraz lepiej oddawać wartość pożądanego surowca.
Nauczyć się żyć bez ropy
Od momentu, kiedy szok podażowy stał się faktem, MAE apeluje o wyrównywanie tej dysproporcji poprzez ograniczenie zużycia paliw. Pojawiły się różne pomysły, takie jak m.in. masowe wprowadzenie pracy zdalnej, korekty w logistyce, czy przechodzenie na transport zbiorowy.
Najskuteczniejsza okazała się jednak brutalna ekonomia. Ceny surowców urosły na rynku tak mocno, że gospodarki zaczęły zużywać mniej ropy. W drugim kwartale 2026 r. globalny popyt na ropę naftową spadnie aż o 2,4 mb/d w stosunku rok do roku – prognozuje MAE.
Nie był to jednak wybór, ale konieczność. Gwałtowny wzrost cen paliw wyhamował światową gospodarkę i zmusił firmy oraz konsumentów do ograniczenia zużycia energii. Według prognoz agencji globalne zużycie ropy naftowej będzie oscylować w okolicach ok. 104 mb/d. Oznacza to, że dziennie na rynku będzie o 420 tys. baryłek mniej niż przed rokiem. Gospodarki więc, zamiast zwiększać swoje zapotrzebowanie na ten surowiec, jak prognozowano przed wojną, będą musiały ograniczać jego zużycie.
Oznacza to, że każda z branż staje dziś przed olbrzymim wyzwaniem, chociażby ze względu wyższe koszty benzyny. Najsilniejsze skutki kryzysu odczuwają jednak sektory petrochemiczny i lotniczy.
Sektory chemiczny i lotniczy w obliczu najpoważniejszych kryzysów od dekad
Dla sektora chemicznego zarówno gaz ziemny, jak i ropa naftowa pozostają kluczowymi surowcami. Wraz ze wzrostem ich cen w górę więc idą również koszty prowadzenia działalności, a produkcja staje się coraz mniej opłacalna. Jest to fatalna wiadomość dla całej gospodarki, o czym pisaliśmy już wcześniej na Biznes Enter. Problemy związane z ograniczoną podażą ropy nie kończą się jednak na tworzywach sztucznych i nawozach.
Coraz trudniejsza sytuacja panuje także w lotnictwie. Od końca lutego ceny paliwa lotniczego niemal się podwoiły. Pojawiły się również problemy z jego dostępnością. Agencja Reuters ostrzega, że obecna sytuacja jest jednym z „najpoważniejszych kryzysów dla branży od dziesięcioleci”. Na razie zagrożenie to pozostaje jednak słabo widoczne w debacie publicznej.
Zdaniem Reutersa część przedstawicieli branży oraz władz w Europie celowo tonuje nastroje i robi dobrą minę do złej gry. Założona przez sektor maska ma pozwolić zapełnić samoloty pasażerami przed zbliżającym się szczytem sezonu wakacyjnego. Dla wielu przewoźników jest to kluczowy moment roku, od którego zależy cały ich wynik finansowy. Mimo to, jeśli sytuacja na rynku paliw szybko się nie ustabilizuje, linie lotnicze, chcąc nie chcąc, będą musiały ograniczyć liczbę połączeń i podnieść ceny.
Rozejm nie kończy problemów z ropą
Rynek ropy znalazł się dziś w sytuacji, w której nawet podpisanie porozumienia kończącego konflikt amerykańsko-irański nie przyniesie natychmiastowej ulgi. Przywrócenie dostaw z Bliskiego Wschodu i unormowanie stosunku popytu i podaży zajmie światu długie miesiące.
Stopniowe wznowienie przepływu ropy przez cieśninę Ormuz nastąpi najpewniej dopiero od III kw. 2026 r. Z kolei podaż na ten surowiec odbudowywać się będzie prawdopodobnie jeszcze wolniej.
Raport o rynku ropy naftowej – maj 2026 Międzynarodowej Agencji Energetycznej
Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że z powodu kryzysu energetycznego, wiele państw wydrenowało swoje zapasy ropy. Globalne stany magazynowe znajdują się obecnie na rekordowo niskim poziomie – alarmuje MAE. Jak wyliczyła agencja, od początku wojny globalne zapasy ropy naftowej zmniejszyły się o 246 mln baryłek.
W takich warunkach rynek pozostaje szczególnie podatny na wahania cen, zwłaszcza przed letnim szczytem popytu na paliwa. Z tego powodu nie należy spodziewać się szybkiego końca kryzysu. Rynek ropy pozostanie w deficycie co najmniej do końca roku.
Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter
Zdjęcie główne: Jannoon028 / Magnific
