
Nadwyżka gazu ziemnego jest dziś dla Stanów Zjednoczonych sporym problemem. Kraj ten wytwarza go o ok. 40 proc. więcej, niż sam zużywa. Z tego powodu od dłuższego czasu szuka nowych rynków dla tego surowca. USA mogą utrzymywać jednak wysoki eksport jeszcze tylko przez 8-10 lat – ocenia ekspert. Potem błękitne paliwo w całości skonsumują big techy.
- Teza. Amerykanie od lat borykają się z nierównowagą między wydobyciem a zużyciem gazu ziemnego. Ten brak balansu wymusza eksport surowca, którego skalę może jednak ograniczyć dalszy rozwój big techów.
- Dowód. Według MAE w scenariuszu utrzymania boomu na centra danych w USA zasoby gazu mogłyby spaść do 290 Tcf (jednostka miary objętości oznaczająca bilion stóp sześciennych) w 2050 r., wobec 490 Tcf w wariancie bazowym. Obecnie Stany Zjednoczone dysponują nadwyżką eksportową na poziomie ok. 18 Bcf/d (miliard stóp sześciennych na dobę). W kolejnych dekadach może ona jednak wyraźnie się skurczyć i spaść nawet do 5-8 Bcf/d w 2050 r.
- Efekt. Dynamiczny rozwój branży big techów w USA może spowodować, że Amerykanie będą w stanie utrzymać swój wysoki eksport LNG jedynie przez 8-10 kolejnych lat – ocenia dr Piotr Syryczyński.
Wyścig o amerykański gaz może się szybko zakończyć. Spis treści
Będziemy eksporterem. Będziemy dominować. Będziemy eksportować amerykańską energię na cały świat, na cały glob – deklarował Donald Trump w 2017 r. na szczycie energetycznym w Waszyngtonie.
Od tego czasu przez kolejne lata miliarder na wszelkie możliwe sposoby forsował zakup amerykańskiego LNG przez inne państwa. Warto tu przypomnieć chociażby zapisy ostatniej umowy handlowej pomiędzy USA a UE czy z Indiami, które zobowiązują oba te podmioty do zakupu surowców energetycznych z Ameryki.
„Ambicje amerykańskiego prezydenta mogą stanąć pod znakiem zapytania” – ocenia dr Piotr Syryczyński w swoim komentarzu dla Wysokiego Napięcia. Powód? Amerykańskie big techy, których rozwój niesie poważne konsekwencje dla lokalnego eksportu gazu.
Amerykanie stawiają na centra danych
Centra danych stały się złotym cielcem światowej gospodarki. Według serwisu Statista wartość tego rynku w 2025 r. sięgnęła 527,46 mld dol. Najwięcej tego typu obiektów znajduje się w Stanach Zjednoczonych.
Obecnie według firmy Cargoson działa tam ich ponad 5,4 tys., co odpowiada za około 45 proc. światowej infrastruktury tego typu. Dla porównania w Chinach funkcjonuje ich niespełna 450, a w Polsce – ok. 144.
Do ich utrzymania, jak i dalszego rozwoju, potrzeba jednak olbrzymich ilości prądu. Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE) podaje, że centra danych odpowiadają już za blisko 2 proc. globalnego zużycia energii elektrycznej. W ciągu najbliższej dekady udział ten może wzrosnąć nawet trzykrotnie.
Z tego powodu amerykańskie firmy na gwałt szukają źródeł taniej i dostępnej energii. Swój wzrok kierują m.in. w stronę gazu ziemnego, który jest dla nich i przystępny cenowo, i szeroko dostępny. Dodatkowo elektrownie na gaz są relatywnie tańsze w budowie od alternatywnej infrastruktury i umożliwiają szybkie uruchamianie nowych mocy wytwórczych.
Masowe inwestycje w to paliwo energetyczne blokowały jednak do tej pory przepisy środowiskowe oraz długotrwałe procedury administracyjne. Możliwe jednak, że sektor technologiczny znalazł sposób na ich obejście.
Sztuczna inteligencja pożre amerykański gaz?
W ostatnich dniach głośno jest o xAI – spółce Elona Muska – której jedna z organizacji ekologicznych wytoczyła proces. Spór dotyczy budowy dużego centrum danych zasilanego turbinami gazowymi, która zdaniem ekologów nie jest realizowana zgodnie z prawem.
Kwestionują zwłaszcza fakt, że użyte do jego zasilania turbiny gazowe nie spełniają wymagań środowiskowych, które powinny otrzymać instalacje energetyczne. xAI broni się, twierdząc, że wykorzystywane w kompleksie jednostki mają charakter tymczasowy.
„Turbiny są montowane na specjalnych platformach, dlatego firma argumentuje, że są »tymczasowe« i nie podlegają pełnym regulacjom środowiskowym dla elektrowni stacjonarnych” – opisuje cały problem Syryczyński. Sprawa wydaje się błaha na pierwszy rzut oka, jednak waga tego wyroku wykracza daleko poza tę pojedynczą inwestycję.
Jeśli sądy w USA uznają, że można budować mobilne turbiny gazowe do zasilania nowych centrów danych bez wielu pozwoleń, to fala nowych inwestycji rozleje się w kilka lat. W ten sposób centra danych w USA zużyją nadmiar gazu, jaki widzimy obecnie.
Dr Piotr Syryczyński dla Wysokiego Napięcia
Niezależnie od wyroku wzrośnie autokonsumpcja amerykańskiego gazu. Według MAE przy utrzymaniu się boomu na centra danych w USA zasoby gazu w tym kraju spadłyby do 290 Tcf (jednostka miary objętości oznaczająca bilion stóp sześciennych) w 2050 r., wobec 490 Tcf w scenariuszu bazowym. Dalszy rozwój AI odbyłby się więc kosztem amerykańskich zasobów, co najlepiej widać po prognozowanych zdolnościach eksportowych.
Dziś Amerykanie mogą sprzedawać ok. 18 Bcf/d (miliard stóp sześciennych na dobę) gazu. Jednak w 2050 r. nadwyżka gazu dostępna na handel skurczyłaby się do 5-8 Bcf/d. Realnie więc USA może utrzymywać wysoki eksport gazu przez jeszcze 8-10 lat – ocenia Syryczyński. Taki scenariusz oznaczałby dla Polski poważne zagrożenie.
Polska wobec amerykańskiego gazu
Niedawno w Polsce ponownie rozgorzała dyskusja o roli kraju jako hubu gazowego. Polska jest gotowa do tego, aby stać się „bramą północy” dla amerykańskiego gazu do całego regionu – deklarował otwarcie kilka tygodni temu podczas konferencji w Dubrowniku prezydent Karol Nawrocki. Na dziś jednak – jak pisaliśmy w Biznes Enter – nim nie jesteśmy.
Żeby stać się ową „bramą północy”, musielibyśmy wydać setki mld zł na budowę nowych przyłączeń, gazociągów i magazynów. Ukończenie hubu zajęłoby więc lata, a każdy rok trwania inwestycji oznaczałby skrócenie się amerykańskiego okna eksportowego. Zwłaszcza jeśli scenariusz MAE okaże się trafny.
Wtedy problemem nie będzie już przepustowość terminali czy gazociągów, lecz dostępność samego surowca. Mniejsze nadwyżki eksportowe USA mogłyby osłabić ekonomiczne podstawy polskich planów dotyczących hubu. Opierają się one bowiem na założeniu, że amerykański LNG przez dekady płynąłby szerokim strumieniem do Europy.
„Opowiadanie, że Polska może się stać gazowym hubem dla tranzytu amerykańskiego gazu do naszych sąsiadów, jest fikcją” – pisze wprost Syryczyński.
Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter
Zdjęcie główne: Firas Wardhana / Unsplash