Partnerzy merytoryczni
Samoloty na różowym tle

SAFE nie zamyka drzwi. Jak Europa może kupować amerykański i koreański sprzęt

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że zakup myśliwców F-35, produkowanych przez amerykański koncern Lockheed Martin, w ramach unijnego programu SAFE jest niemożliwy. Choć F-35 produkowanych w USA nie da się kupić za środki z SAFE, sam zakup tych maszyn, przy odpowiednich działaniach, wciąż jest możliwy. Jak? Z powodu europeizacji ich produkcji, która postępuje od wielu lat – pisze dla Biznes Enter Adam Suraj z Ośrodka Badawczego GRAPE. Autor tłumaczy, jak Polska może kupować amerykański czy koreański sprzęt w ramach SAFE.

  • SAFE ogranicza możliwość zakupu uzbrojenia spoza Europy, co jest krytykowane jako potencjalne utrudnienie dostępu do niektórych technologii wojskowych (np. amerykańskich czy koreańskich).
  • Ograniczenie to nie jest jednak absolutne. Sprzęt może być finansowany w ramach SAFE, jeśli istotna część jego wartości powstanie w Europie, niezależnie od kraju, w którym ta technologia została wytworzona.
  • Myśliwce F-35 i czołgi K2 pokazują, że europeizacja już zachodzi, a SAFE może jednocześnie przyciągać inwestycje i wzmacniać bezpieczeństwo dostaw.

Jedną z największych kontrowersji związanych z unijnym programem SAFE, w ramach którego Polska ma otrzymać nisko oprocentowaną pożyczkę w wysokości około 190 mld zł, jest wymóg zakupu sprzętu europejskiego. Środki pozyskane z tego instrumentu mogą zostać przeznaczone wyłącznie na sprzęt wojskowy, w przypadku którego co najmniej 65 proc. wartości pochodzi z państw UE, EFTA (Islandia, Liechtenstein, Norwegia i Szwajcaria) lub z Ukrainy. Przy czym, to, co dokładnie rozumie się przez „wartość”, ma zostać dopiero doprecyzowane.

W debacie publiczne czasami wskazuje się, że wymóg ogranicza możliwość nabycia potencjalnie bardziej zaawansowanego uzbrojenia z państw trzecich, co szkodzi bezpieczeństwu Europy. Na tę kwestię zwracał uwagę szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Sławomir Cenckiewicz, czy prezydent RP Karol Nawrocki.

Dwa konkretne przykłady pokazują, że globalne łańcuchy wartości i złożoność świata podważają rozmaite uproszczenia.

Za środki z SAFE można kupować amerykańskie F-35

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że zakup myśliwców F-35, produkowanych przez amerykański koncern Lockheed Martin, w ramach unijnego programu SAFE jest niemożliwy. Jednym z miejsc produkcji tych maszyn jest w Fort Worth w Teksasie, skąd pochodzą także egzemplarze zamówione przez Polskę. Kluczowe komponenty stanowiące znaczną część wartości F-35 również pozostają w gestii firm amerykańskich. Technologie stealth i oprogramowanie rozwija Lockheed Martin, silniki dostarcza Pratt & Whitney z konglomeratu RTX Corporation, a za środkową część kadłuba, zaawansowane systemy radarowe oraz awionikę odpowiada Northrop Grumman.

Choć F-35 produkowanych w USA nie da się kupić za środki z SAFE, sam zakup tych maszyn, przy odpowiednich działaniach, wciąż jest możliwy. Jak? Z powodu europeizacji ich produkcji, która postępuje od wielu lat. Obecnie montaż końcowy, serwisowanie oraz modernizacja F-35 prowadzone są w Cameri we Włoszech, a samo serwisowanie od niedawna także w Rygge w Norwegii.

Ponadto w Europie wytwarzana jest istotna część komponentów wykorzystywanych w amerykańskich myśliwcach. Już w 2023 r. Lockheed Martin informował, że 25 proc. wartości każdego (!) F-35 jest wytworzona w Europie. Obecnie części do F-35 produkuje m.in.:

  • włoska firma Leonardo,
  • holenderski Fokker,
  • norweski KONGSBERG,
  • duńska Terma,
  • fińska Partia,
  • niemiecki Rheinmetall,
  • brytyjski BAE Systems.

Po drugie, F-35 to nie tylko same maszyny, lecz także ich serwisowanie oraz obsługa operacyjna, których koszty są znaczące. Polska w 2020 r. nabyła 32 myśliwce F-35 za około 5,6 mld dolarów (w cenach z 2025 r.), natomiast w 2025 r. dokupiła pakiet usług serwisowych o wartości 1,85 mld dolarów, co odpowiada około 33 proc. pierwotnej kwoty przeznaczonej na zakup a 25 proc. całej wartości zamówienia.

Koszty serwisowania są już w dużej mierze zeuropeizowane, co wynika z lokalnego charakteru tego procesu. Nie oznacza to jednak pełnej niezależności od USA, ponieważ część prac, zwłaszcza w obszarze oprogramowania, nadal musi być realizowana w Stanach Zjednoczonych. Jednakże nawet przy założeniu, że jedynie 60 proc. kosztów serwisowania przypada na Europę, oznacza to, że amerykańskie F-35 są już w 40 proc. europejskie. W przypadku myśliwców montowanych we włoskim Cameri udział ten jest jeszcze wyższy.

Dalsze przenoszenie do Europy produkcji komponentów i serwisowania leży w interesie ekonomicznym wszystkich członków NATO, bo z perspektywy USA lepsze są większe zamówienia z Europy (nawet jeśli nie pełnych F-35) a integracja procesów produkcji to ich większa odporność. Tam, gdzie wiążą warunki kontroli eksportu technologii wojskowych – produkcja ograniczona jest do kraju-właściciela technologii. W pozostałych przypadkach dzieje świata uczą, że lepiej nie trzymać wszystkich jajek w jednym koszyku.

Koreańskie czołgi made in Poland

W przypadku czołgów K2 Black Panther produkowanych przez koreański Hyundai Rotem, a które Polska chce wykorzystać do zmodernizowania sił zmechanizowanych, zakup ze środków z SAFE również wydaje się całkiem realny. Jak?

Zgodnie z umowami zawartymi między polską stroną a Hyundai Rotem, w 2029 r. ma ruszyć produkcja oraz serwis czołgów K2PL. Będzie to spolonizowana wersja czołgów K2, wytwarzana w Zakładach Mechanicznych „Bumar-Łabędy” należących do Polskiej Grupy Zbrojeniowej, z udziałem innych krajowych firm zbrojeniowych.

Warto zaznaczyć, że umowa przewiduje nie tylko produkcję wielu części na miejscu, lecz także transfer technologii oraz know-how, związanych z zaawansowanymi komponentami i systemami, które generują istotną część wartości dodanej. Czołgi zmontowane w zakładach w Polsce Hyundai Rotem będzie mógł sprzedawać także w innych krajach Europy… które także wykorzystać mogą do tych zakupów swoje środki SAFE.

Europa przyciąga przemysł zbrojeniowy

Sami zagraniczni producenci sprzętu wojskowego zdają się zainteresowani mocniejszym wejściem na europejski rynek. Jak w rozmowie z money.pl informował kilka miesięcy temu Mikołaj Raczyński, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju ds. inwestycji, amerykańskie spółki z sektora obronnego kontaktowały się z PFR, dopytując o warunki europeizacji swojej działalności.

Wynika to nie tylko z puli środków SAFE, ale przede wszystkim z szerszych trendów geopolitycznych. W obliczu rosnących napięć geopolitycznych Europa zaczęła przywiązywać znacznie większą wagę do kwestii odporności i bezpieczeństwa. Preferencje dotyczące zakupu sprzętu produkowanego lokalnie najprawdopodobniej jeszcze długo się utrzymają. W konsekwencji, aby skorzystać z rosnącego europejskiego popytu, zagraniczne przedsiębiorstwa będą musiały rozwijać zdolności produkcyjne na terenie Europy.

SAFE nie wprowadza zakazu zakupu sprzętu spoza Europy, lecz tworzy bodźce sprzyjające lokowaniu tworzenia wartości w Europie oraz jej przechwytywaniu przez podmioty działające na miejscu. W efekcie możliwe jest jednoczesne utrzymanie dostępu do zaawansowanych technologii wraz z rozbudową europejskiej bazy przemysłowej.

Współpraca gospodarcza, czyli zjeść ciasto i mieć ciastko?

Przedsiębiorstwa sektora obronnego od lat lokują produkcję w europejskich krajach NATO, a sama budowa zakładów w Europie, zarówno przez firmy lokalne, jak i spoza kontynentu, jest zjawiskiem dobrze ugruntowanym. Wynika to z prostego rachunku ekonomicznego, który w przemyśle zbrojeniowym działa tak samo, jak w innych sektorach. Międzynarodowa współpraca nie tylko sprzyja rozwojowi nowoczesnych technologii, lecz także, w przypadku obronności, ogranicza ryzyko nadmiernego uzależnienia od dostaw z państw trzecich w razie konfliktu.

Adam Suraj, Ośrodek Badawczy GRAPE

Zdjęcie główne: Grafika autorstwa Sandry Zięby

Motyw