
Przedłużająca się blokada cieśniny Ormuz uderza w sektor paliwowy. W cieniu jednak pozostaje inny, który cierpi równie mocno z powodu wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Chodzi o przemysł opakowaniowy. Tuż po wstrzymaniu ruchu morskiego ceny półproduktów potrzebnych do ich produkcji wystrzeliły nawet o 80 proc. A przedstawiciel branży przyznaje, że nawet natychmiastowe odblokowanie spornego odcinka nie uzdrowi sytuacji.
- Teza. Producenci opakowań mocno ucierpieli na blokadzie cieśniny Ormuz. Ceny półproduktów potrzebnych do ich stworzenia poszybowały nawet o 80 proc. I nie zanosi się, by sytuacja miała się szybko ustabilizować.
- Dowód. Przedstawiciel branży ocenia, że nawet gdyby dziś udało się odblokować Ormuz, to turbulencje na rynku byłyby odczuwalne jeszcze niemal przez rok. A przez niedobory część firm jest zmuszona do nietypowych działań.
- Efekt. Znany na całym świecie producent przekąsek wypuszcza swoje produkty w biało-czarnych opakowaniach, by oszczędzać kolorowy tusz. Gdzie indziej z kolei narasta obawa o dostępność strzykawek czy toreb medycznych. To są ukryte skutki kryzysu bliskowschodniego.
Opakowania mierzą się ze skutkami blokady cieśniny Ormuz. Spis treści
W ostatnim czasie japoński producent żywności Mizkan wstrzymał sprzedaż części swoich produktów. Podniósł też ceny innych. Powód? Braki pojemników styropianowych – podawał serwis next.gazeta.pl. Do ich produkcji potrzebne są tworzywa sztuczne, konkretnie polistyren.
A tych na rynku brakuje z powodu blokady cieśniny Ormuz. Irańczycy wstrzymują nie tylko branżę paliwową, ale także producentów wykorzystujących produkty ropopochodne. Skutki są czasem nieoczywiste. Przykładowo Calbee, japoński producent przekąsek, zacznie wypuszczać na rynek swoje produkty w biało-czarnych opakowaniach. Brakuje bowiem składnika potrzebnego do produkcji tuszów drukarskich.
Z kolei Karex Berhad, jeden z największych producentów prezerwatyw (5 mld sztuk rocznie), zaopatrujący takie marki jak m.in. Durex czy Trojan, już jakiś czas temu zapowiedział, że jego wyroby podrożeją przez niedobory produktów ropopochodnych potrzebnych do ich produkcji – informowało tym m.in. BBC. Natomiast w Korei Południowej wzmagają się obawy związane z niedoborem toreb medycznych, strzykawek i innych materiałów opakowaniowych.
Kolejne „ofiary” blokady cieśniny Ormuz
Ze skutkami zawirowań geopolitycznych, które raczej nieprędko się zakończą, zmagać się też muszą producenci opakowań. Doskwiera im brak nafty. To półprodukt, z którego finalnie powstają m.in. polietylen (potrzebny np. do produkcji folii i butelek) czy polipropylen (wykorzystywany przez przemysł opakowaniowy).
Szacuje się, że kraje Bliskiego Wschodu odpowiadają mniej więcej za jedną trzecią światowego eksportu polimerów – podawał TokFM. A po blokadzie cieśniny Ormuz w zasadzie ów eksport zamarł. CEO Dow (giganta z sektora petrochemicznego) Jim Fitterling już zapowiadał, że nawet po odblokowaniu 33-kilmetrowego szlaku zatory w globalnym handlu będą rozładowywane znacznie dłużej, niż dziś wydaje się inwestorom.
Według niektórych naszych scenariuszy, nawet gdyby cieśnina została otwarta dzisiaj, samo usunięcie zatoru logistycznego… zajęłoby 275 dni, a może nawet więcej.
CEO Dow Jim Fitterling w rozmowie z CNBC
Producenci opakowań zmagają się z drożejącymi składnikami
Fitterling dalej wskazywał, że po zamknięciu Ormuzu świat co prawda stracił ok. 20 proc. globalnych mocy produkcyjnych ropy, ale zarazem – jego zdaniem – ucierpiało ok. 50 proc. globalnej produkcji etylenu i polietylenu. Widać to było po notowaniach cen polipropylenu i polietylenu, które po rozpoczęciu blokady niemal natychmiast podrożały nawet o 80 proc.
I o ile dla niektórych producentów rozwiązaniem będzie rezygnacja z kolorowego tuszu, co opisaliśmy na początku, to dla innych niedobory na rynku opakowaniowym będą nie do przeskoczenia. Ciężko bowiem sobie wyobrazić, by np. mleko nie było wystawiane w lodówkach sklepowych w kartonach lub butelkach PET albo by leki, będące towarem prześwietlanym na wszelki możliwy sposób przed dopuszczeniem do obrotu, nie były sprzedawane w blistrach, lecz choćby pojedynczo, na sztuki.
Benoît Heilbrunn, profesor marketingu w ESCP Business School, w artykule dla The Conversation France wskazuje, że w zależności od kategorii opakowanie może stanowić nawet 30-40 proc. kosztu produktu. Często też ma większą wartość ekonomiczną i symboliczną niż sam produkt.
Opakowania jako przewaga konkurencyjna
Opakowanie nie jest jedynie dodatkiem estetycznym ani potencjalnym źródłem odpadów: stanowi istotny czynnik ekonomiczny, niekiedy najwrażliwszy element całkowitego kosztu. W przypadku, gdy jego zawartość ma niewielką bezpośrednią wartość materialną – (dotyczy to np. – przyp. red.) wody, soków, produktów rozcieńczonych, towarów o wysokim stopniu standaryzacji – opakowanie może stać się decydującym elementem ostatecznej wartości rynkowej.
Benoît Heilbrunn dla The Conversation France
Badacz zatem uznaje, że dla niektórych produktów głównym czynnikiem przyciągającym klienta jest opakowanie. A więc dla towarów, które bazują głównie na tym czynniku, to, co się dzieje na Bliskim Wschodzie, w dłuższej perspektywie może mieć znacznie bardziej dewastujące skutki niż choćby system kaucyjny.
Krystian Rosiński, dziennikarz i wydawca Biznes Enter
Zdjęcie główne: CHUTTERSNAP / Unsplash
