
Polska jest gotowa do tego, aby stać się „bramą północy” dla amerykańskiego gazu do całego regionu – powiedział podczas konferencji w Dubrowniku prezydent Karol Nawrocki. Użyte przez głowę państwa określenie brzmi dumnie, ale czy jest w ogóle możliwe do realizacji? Eksperci mają wątpliwości.
- Teza. Amerykanie coraz mocniej wchodzą do Europy ze swoim LNG. To budzi ekscytacje po stronie polskiej. Od dawna krąży bowiem plan nad Wisłą, by nasz kraj stał się gazowym hubem regionu.
- Dowód. Aby Polska mogła rzeczywiście się nim stać, konieczne byłyby wielomiliardowe inwestycje, które by pozwoliły przejść z pozycji hubu technicznego do hubu handlowego. Te jednak – w realiach trudnej sytuacji budżetowej kraju – trudno sobie wyobrazić.
- Efekt. Bez potrzebnych inwestycji Polska pozostanie jedynie „LATO-MINI-HUBEM”, jak to określił ekspert, którego zdolności będą mogły obsłużyć w porze letniej zapotrzebowanie na gaz kilku odbiorców za naszą południową granicą.
Polska hubem dla amerykańskiego LNG? Nie tak prędko Spis treści
„Trump Peace Pipelines Framework” – taki tytuł nosi amerykański plan inwestycji w rozbudowę infrastruktury gazowej w Europie Środkowo-Wschodniej. Zaprezentowany został podczas ostatniego szczytu Inicjatywy Trójmorza w Dubrowniku.
Amerykanie, w ramach jego realizacji, chcą przeznaczyć miliardy dolarów na budowę i rozbudowę infrastruktury służącej do przesyłu gazu ziemnego. Cel jest oczywisty. Waszyngton chce zwiększyć zdolność regionu do przyjęcia jego LNG i tym samym wyprzeć Rosjan z rynku.
– Przyszłość rysuje się w jasnych barwach dla krajów, które dołączają do Stanów Zjednoczonych – stwierdził sekretarz energii Chris Wright podczas prezentacji memorandum.
Amerykańskie LNG coraz mocniej wchodzi do Europy
Z każdym mijającym rokiem od wybuchu wojny w Ukrainie znaczenie rosyjskiego gazu w naszym regionie systematycznie malało. Teraz proces ten ma jednak zdecydowanie przyśpieszyć. Przyczyni się do tego niedawna zmiana władzy na Węgrzech, jak i decyzja Unii Europejskiej o wstrzymaniu dostaw rosyjskiego gazu do końca przyszłego roku. Kombinacja tych dwóch czynników otworzy nowe rynki dla dostawców tego surowca. Sytuację tę planują wykorzystać Stany Zjednoczone.
– Amerykanie próbują przejąć nad wschodnimi węglowodorami pełną kontrolę – tłumaczy aktualną sytuację w rozmowie z Biznes Enter dr inż. Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych.
Realizacja takiej strategii wymaga jednak nie tylko umów, ale przede wszystkim dostępu do infrastruktury – zarówno tej istniejącej, jak i zupełnie nowej. I właśnie tutaj w geopolitycznej układance pojawia się Warszawa. Bez polskich terminali gazowych oraz naszej infrastruktury przesyłowej, z rurociągiem Jamał na czele, amerykański plan byłby niezwykle trudny do realizacji.
Z tego powodu USA widzi w Polsce partnera, który pomoże im zrealizować to przedsięwzięcie. Andrzej Sikora zwraca jednak uwagę, że Amerykanie za pomocą kolejnych umów próbują wszelkimi środkami znaleźć drogę na wschód.
Nie chcę być złym prorokiem, ale za chwilę może się okazać, że wschodni – może jeszcze nierosyjski – gaz będzie nam, Europie i Niemcom oferowany na wschodniej granicy przez amerykańskie firmy. I co wtedy?
Dr inż. Andrzej Sikora w rozmowie z Biznes Enter
Na dziś jednak amerykańskie deklaracje wywołują nad Wisłą wyłącznie euforię. Jednym z jej skutków było ponowne rozbudzenie polskich ambicji o byciu hubem gazowym.
Polski sen o byciu hubem gazowym
Polska od dekad śni o roli princepsa Europy Środkowo-Wschodniej. Pierwszego z równych, który przewodziłby politycznie słabszym gospodarczo, czy ludnościowo sąsiadom.
Z tego powodu polscy politycy lubią takie hasła jak te rzucane z mównic w Dubrowniku. Zwłaszcza kiedy po nich następują gesty. W minionym tygodniu, 30 kwietnia odbyło się spotkanie amerykańskiej delegacji z polskimi dyplomatami. Tematami były: obronność, relacje transatlantyckie, ale przede wszystkim energetyka.
„Stany Zjednoczone wyraziły poparcie dla aspiracji Polski, aby stać się regionalnym hubem LNG, który zastąpi model zależności wschód-zachód, historycznie podatny na zagrożenia, zdywersyfikowanym systemem północ-południe” – ogłosiło dumnie Ministerstwo Spraw Zagranicznych w opublikowanym na swojej stronie komunikacie.
– Nie jest to pierwszy raz, kiedy na stole pojawia się taka koncepcja. Korytarz Północ-Południe został zdefiniowany już w połowie 2009 r. w dokumentach rządowych, a o hubie gazowym w Polsce powiedział Zarząd Towarowej Giełdy Energii w 2015 r. – przypomina w rozmowie z Biznes Enter Ireneusz Łazor z Instytutu Polityki Energetycznej.
Do tej pory nie udało się jednak w pełni zrealizować tych planów. Czy „Trump Peace Pipelines Framework” pozwoli to zmienić?
Jakim hubem jest dziś Polska?
Projektowi regionalnego hubu nad Wisłą sprzyjała budowa nadbałtyckich terminali. Nikt jednak dokładnie nie precyzował, jakiego typu hub docelowo tworzymy ani jaki region miałby dokładnie obsługiwać. Kolejne rządy chętnie posługiwały się hasłem „regionalnego hubu gazowego”, pozostawiając jednak szerokie pole do interpretacji. Każdy mógł tłumaczyć sobie na swój sposób. Dla polityków było to wygodne, ale dla społeczeństwa często mylące.
Warto więc zacząć od uporządkowania pewnych definicji. „Hub gazowy” nie oznacza wyłącznie terminalu LNG ani pojedynczego gazociągu. Jest to szeroki system obejmujący infrastrukturę odbioru, przesyłu, magazynowania i dystrybucji surowca, a w swojej bardziej rozwiniętej formie również obejmuje mechanizmy handlu i wyceny.
Z tego na pozycję kraju jako hubu składa się:
- cała sieć międzysystemowych połączeń łączących go z sąsiadami,
- pojemność magazynów,
- liczba źródeł dostaw,
- skala obrotu gazem.
Polska spełnia jedynie część tych wymagań. Z tego powodu, zdaniem eksperta, nasz kraj pełni funkcję hubu technicznego. – On istnieje i działa – zapewnia Ireneusz Łazar.
Dzięki wybudowanej w ostatnich latach infrastrukturze (terminal LNG w Świnoujściu oraz gazociąg Baltic Pipe) Polska może pokrywać własne zapotrzebowanie na gaz, a nawet realizować poszczególne potrzeby swoich sąsiadów. Przykładem mogą być realizowane przez Polskę ukraińskie kontrakty na amerykańskie LNG.
– Orlen zawarł kilka takich transakcji na amerykański gaz. Surowiec przypłynął, Orlen stał się jego właścicielem i sprzedał dalej – tłumaczy cały proces Ireneusz Łazor.
Potrafimy więc oddziaływać na region, ale robimy to ograniczony sposób. Jeśli rzeczywiście chcemy zrealizować nasze ambicje to najwyższy czas przyspieszyć. Ponieważ kiedy w Polsce zachwycamy się wizją „bramy północy”, Amerykanie otwierają „bramę południa”.
Między „bramą północy” a „bramą południa”
Wybranie Dubrownika jako miejsca ogłoszenia nowej amerykańskiej inicjatywy nie było przypadkiem. To właśnie południe Europy jest tym miejscem, na którym dziś koncentruje się polityka energetyczna amerykańskiej administracji. To tam też popłyną pierwsze miliardy dolarów w ramach nowej inicjatywy Trumpa.
Podczas konferencji decydenci ogłosili, że rozpoczęli pracę nad zawarciem umowy międzyrządowej między Bośnią i Hercegowiną, Chorwacją a przemysłem USA. Jej elementem ma być rozbudowa gazociągu Southern Interconnection, który połączy te kraje i umożliwi im import amerykańskiego LNG z gazoportu na chorwackiej wyspie Krk.
Chorwacja nie jest jedynym istotnym punktem na gazowej mapie regionu. Coraz większe znaczenie zyskuje także Grecja, która rozwija swoją rolę jako południowe wejście dla LNG do Europy Południowo-Wschodniej i Środkowej. Po drugiej stronie kontynentu aż kipi od gazowych inwestycji.
– Jesteśmy tu trochę takim listkiem figowym, wobec tego, co dzieje się na południu Europy. Od Grecji i Aten po Krk przepływ gazu jest znacznie większy niż na północy naszego kontynentu – tłumaczy tę skomplikowaną układankę Andrzej Sikora.
Jednak zdaniem Ireneusza Łazora możemy w tym planie odegrać swoją rolę. Przestrzega jednak przed tym, aby nie porywać się z motyką na słońce. – Skala hubu powinna pozostać realistyczna – podkreśla ekspert.
Możliwe jest zbudowanie obszaru obejmującego Polskę, kraje bałtyckie (Litwę, Łotwę, Estonię), Ukrainę, Słowację, Czechy i Węgry. To realny scenariusz. Niezbędne do jego realizacji będzie jednak rozbudowa zdolności przesyłowych na południu naszego kraju.
Ireneusz Łazor w rozmowie z Biznes Enter
Taka inwestycja nie byłaby prosta. Piotr Syryczyński, analityk rynków ropy, gazu i energii, w rozmowie z Biznes Enter punktuje, że do przesyłu gazu na południe najpierw musiałaby powstać specjalna magistrala gazowa, której długość tylko w Polsce wyniosłaby 550 km. Do tego potrzebne są terminale do odbioru rocznie ok. 25 mld m3 gazu z USA. – Te inwestycje ktoś musiałby sfinansować, ale nie wolno przerzucić tych kosztów na polskich odbiorców – dodaje.
Załóżmy jednak, że udałoby się w najbliższych miesiącach dołożyć brakujące rury i magazyny. Czy wtedy Polska będzie mogła spełnić swoje ambicje o byciu gazowym sercem regionu? Zdania ekspertów w tej kwestii są podzielone.
Gdzie leży koniec hubowych ambicji?
Ireneusz Łazar sugeruje, że amerykańskie wsparcie pozwoliłoby Polsce przejść z odgrywania roli hubu technicznego do handlowego.
Departament Stanu USA wskazał, że to Polska, a nie Niemcy czy Francja, będzie północną bramą dla amerykańskiego gazu. Widzimy wsparcie Stanów Zjednoczonych w kontekście Trójmorza i surowców krytycznych. Otwiera się możliwość przejścia od hubu technicznego do handlowego.
Ireneusz Łazor, Instytut Polityki Energetycznej, w rozmowie z Biznes Enter
To wypełniałoby ambicje związane ze wspomnianą „bramą północy”. Nie jest to jednak zadanie proste. Przez taki hub surowce nie tylko przepływają, ale przede wszystkim się nimi handluje w czasie rzeczywistym. Trzeba więc stworzyć infrastrukturę i system niezbędny do tego, żeby uczestnicy rynku mogli kupić, sprzedać i przetransportować zamówiony przez siebie gaz.
– Aby nie budować pustej infrastruktury, kolejność powinna być następująca: najpierw kontrakty, potem rozbudowa fizyczna – tłumaczy Ireneusz Łazor. Z tego powodu Polska musiałaby w krótkim czasie:
- zbudować cały rynek, bazując na wielu różnych uczestnikach, a nie, jak teraz, opierając się jednym lub dwóch głównych graczach;
- zbudować własny indeks bazujący na wolumenie przepływającym przez Towarową Giełdę Energii;
- mieć wystarczająco dużo gazu w obiegu, żeby handel był płynny, a nie tylko „na pokrycie potrzeb” – potrzebne byłyby zatem liczne magazyny;
- rozbudować infrastrukturę gazociągową i terminalową, tak aby pozwalała na swobodny handel bez niebezpieczeństwa przeciążenia systemu.
Są to cele, które teoretycznie powinny znajdować się w zasięgu kraju aspirującego do grona największych gospodarek świata. Jednak ich osiągnięcie wymaga czasu, dużych nakładów finansowych i przede wszystkim rozwoju samego rynku, a nie wyłącznie infrastruktury. Skalę tego całego przedsięwzięcia dobrze w swoim komentarzu uchwycił Piotr Syryczyński.
Aby Polska mogła być hubem gazowym, oprócz swojego zużycia ze stycznia 2026 r. (które wynosiło 100 mln m3 dziennie, 2,9 mld za cały miesiąc) powinna mieć zdolność do importu i przesyłu dla sąsiadów miesięcznie 2 mld m3 gazu latem, a w zimie – 3 mld m3. Musiałaby również podać gaz do bloków gazowych – 3 mld m3 miesięcznie na okres zimowy dla zastąpienia co najmniej 9 tys. MWe „węglówek”, które uratowały nasz system zimą 2025/2026.
Piotr Syryczyński, analityk rynków ropy, gazu i energii, dla Biznes Enter
Bez tych kosztownych inwestycji trudno mówić o pełnym przejściu do modelu hubu handlowego, a w realiach dziury budżetowej ciężko z kolei wyobrazić sobie, że rząd wygospodaruje środki na potrzebne projekty. To wszystko sprawia, że, zdaniem Piotra Syryczyńskiego, bycie przez Polskę hubem gazowym jest fikcją w obecnych realiach ekonomicznych.
– Teraz możemy być tylko LATO-MINI-HUBEM, który latem przerzuci 1 mld m3 gazu miesięcznie do kilku odbiorców na południu – podsumowuje ekspert.
Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter
Zdjęcie główne: Grafika autorstwa Sandry Zięby
