
„Brzydkie”, „kosztowne”, „potworne” – to jedynie kilka z wielu epitetów, którymi Donald Trump określał farmy wiatrowe. Odkąd słynny miliarder wrócił do Białego Domu, nie ustaje w staraniach, aby położyć kres morskiej energetyce wiatrowej w USA, którą nazywa „oszustwem stulecia”.
- Teza. Donald Trump od nie ustaje w próbach „utopienia” amerykańskiego offshoru, czyli energetyki wiatrowej na morzu.
- Dowód. Amerykański prezydent chce płacić inwestorom za porzucanie projektów związanych z morską energetyką wiatrową. Do tej pory jego administracja przeznaczyła na ten cel około 2 mld dolarów.
- Efekt. W wyniku tej polityki Stany Zjednoczone mogą stracić około 8 GW planowanej mocy wytwórczej energii elektrycznej. Dodatkowo zawierane przez administrację porozumienia wywołują oburzenie w stanach, które wokół planowanych farm wiatrowych budowały całe zaplecze logistyczne, inwestując w nie setki milionów dolarów.
Donald Trump wciąż walczy z wiatrakami. Spis treści
Nienawiść Donalda Trumpa do turbin wiatrowych ma długą i egocentryczną historię. Wszystko zaczęło się ponad 15 lat temu, kiedy to na wybrzeżu przy jego polu golfowym w Szkocji pojawiła się farma wiatrowa. Zdaniem miliardera potężne instalacje energetyczne zrujnowały widok na ocean, który miał być magnesem na klientów.
Powstał spór, który szybko przerodził się w długą batalię prawną. Wszystkie skargi i pozwy Trumpa zostały jednak oddalone przez Sąd Najwyższy Zjednoczonego Królestwa. Miliarder nie dał jednak za wygraną i poprzysiągł zemstę wiatrakom.
Przez lata amerykański prezydent atakował instalacje wiatrowe różne sposoby. Oskarżał je o wywoływanie autyzmu oraz raka, dewastowanie przyrody i nieefektywność ekonomiczną. Słowa swojego lidera szybko podłapali jego polityczni zwolennicy.
„Wiatrakosceptyzm” stał się szybko jednym z głównych haseł ruchu MAGA (Make America Great Again, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „Uczyńmy Amerykę znów wielką” – jest to hasło Trumpa oraz jego zwolenników), a sama energetyka wiatrowa – tematem w kolejnych wyborach prezydenckich.
Wiatraki w sercu amerykańskiej debaty
Amerykańskie społeczeństwo miało jasne oczekiwania przed wyborami – obniżenie rachunków za prąd. Podobne postulaty wysuwał również biznes, który potrzebował coraz większych mocy do obsługi swoich projektów cyfrowych. Obie więc partie musiały przedstawić swój pomysł na sprostanie tym oczekiwaniom.
Joe Biden i Demokraci widzieli rozwiązanie tego problemu w odnawialnych źródłach energii (OZE). To właśnie za poprzedniej administracji rozpoczęto szereg inwestycji w onshore i offshore, które dziś są przedmiotem sporu.
Sztandarowym projektem tej administracji była budowa dużych morskich farm wiatrowych wzdłuż całego Wschodniego Wybrzeża USA. Inwestycja miałaby zostać oddana do użytku do 2030 r. Powstałe farmy wiatrowe miały generować nawet do 30 gigawatów czystej energii.
Pozwoliłoby to na zasilenie ponad 10 mln domów – ocenia Christopher Niezrecki, Dyrektor Centrum Innowacji Energetycznych, w swoim komentarzu dla The Conversation.
Kamala Harris chciała podtrzymać ten kierunek rozwoju energetyki i w swoim planie wyborczym poświęciła dużo uwagi energetyce wiatrowej. Rewolucja w dziedzinie czystej energii miała trwać. Entuzjazm zderzył się jednak z polityką.
Im mocniej Demokraci promowali odnawialne źródła energii, tym ostrzej Republikanie je krytykowali. W czarno-białej wizji świata Trumpa turbiny wiatrowe urosły do rangi jednego z głównych winowajców wysokich cen prądu w USA. Lider MAGA podczas licznych wieców obiecywał wyborcom powrót do węgla i paliw kopalnych oraz „zaoranie” projektów wiatrowych.
Pierwsze dni po ogłoszeniu wyników wyborów pokazały, że w tej kwestii miliarder dotrzymał słowa. Rozpoczęła się wojna z wiatrakami.
Administracja Trumpa na wojnie z wiatrakami
Pierwszym ciosem wymierzonym w energetykę wiatrową był dekret Donalda Trumpa nakazujący wstrzymanie rozwoju morskiej energetyki wiatrowej w USA. Decyzje te wywołały chaos na rynku i uderzyły w wielomiliardowe inwestycje planowane na amerykańskim wybrzeżu Atlantyku. To był jednak dopiero początek rewolucji.
W kolejnych miesiącach Biały Dom polecił federalnym urzędom zamrożenie nowych leasingów, pozwoleń i ocen środowiskowych dla projektów offshore. Dodatkowo Biuro Zarządzania Energią Oceanów (BOEM) otrzymało nakaz ponownej analizy już wydanych zgód.
Kluczową rolę w dławieniu rozwoju energetyki wiatrowej odegrała jednak ustawa One Big Beautiful Bill Act (OBBBA), którą Trump podpisał 4 lipca zeszłego roku. W ramach nowych przepisów ograniczone zostały ulgi i dopłaty dla zielonej energetyki. Usuwanie z amerykańskiego wybrzeża tego, co prezydent nazywał „najgorszą formą energii”, szło pełną parą.
Łącznie, w ciągu pierwszego roku prezydentury, administracja Trumpa:
- zlikwidowała część decyzji środowiskowych wydanych pod rozwój farm wiatrowych;
- usunęła harmonogram nowych aukcji dzierżaw;
- ograniczyła programy wsparcia finansowego warte setki milionów dolarów, w tym te dotyczące infrastruktury portowej oraz kabli podmorskich.
Prezydent triumfował. Odniesione nad wiatrakami zwycięstwo, tak jak u Cervantesa, okazało się jednak krótkotrwałe. Podniosły nastrój towarzyszący grzebaniu wiatraków zrujnowali amerykańscy sędziowie.
Amerykanie zapłacą za likwidacje wiatraków
W grudniu 2025 r. federalny sąd uznał część rozporządzeń wykonawczych Trumpa za niezgodne z konstytucją. Orzeczenie podważyło także część decyzji administracji dotyczących blokowania rozwoju morskiej energetyki wiatrowej. Wyrok zmusił Biały Dom do zmiany strategii.
Na początku wiosny Washington Post ujawnił, że administracja Trumpa prowadzi rozmowy z deweloperami morskich farm wiatrowych na temat wypłaty setek milionów dolarów w zamian za rezygnację z zatwierdzonych projektów offshore.
Firmy, w zamian za wypłacone im pieniądze, miały nie tylko porzucić obecne inwestycje, ale także zobowiązać się do niewchodzenia w kolejne przedsięwzięcia związane z energetyką wiatrową. Dodatkowo przedsiębiorstwa miały zobowiązać się do reinwestycji otrzymanych pieniędzy w energetykę konwencjonalną.
Ofertę Trumpa jako pierwsza zaakceptowała francuska firma TotalEnergies. W zamian za rezygnację z projektów wiatrowych u wybrzeży Karoliny Północnej i Nowego Jorku koncern energetyczny otrzyma 1 mld dolarów. Wypłacona przez skarb państwa kwota ma pokryć wydatki Francuzów na dzierżawy terenów, na których planowali inwestycje.
Za wytyczonym szlakiem poszły kolejne firmy. W zeszłym tygodniu Golden State Wind i Bluepoint Wind zgodziły się rozwiązać swoje dzierżawy w zamian za prawie 900 mln dol. Spółki miały zrezygnować ze swoich projektów w New Jersey, Nowym Jorku i Kalifornii – ogłosił w zeszły poniedziałek Departament Spraw Wewnętrznych.

Działania administracji Trumpa spotkały się ze zdecydowaną reakcją stanów, które ucierpiały w wyniku wycofania się inwestorów.
Administracja Trumpa lekkomyślnie wydaje miliardy dolarów podatników na zakulisowe układy, które cofają innowacyjność – napisał w oświadczeniu przewodniczący Kalifornijskiej Komisji Energetycznej (CEC) David Hochschild, cytowany przez Associated Press.
Zawieranym porozumieniom ma przyjrzeć się również Kongres. Z tego powodu na dziś nie wiadomo, czy zostaną one uznane za wiążące, czy też nie. Pewne jest natomiast, że rezygnacja z projektów wiatrowych oznaczać będzie mocny cios w gospodarkę USA.
Inwestycje o wartości setek milionów dolarów straciły sens
Farmy wiatrowe to nie tylko tania i czysta energia, ale przede wszystkim olbrzymie inwestycje, które generują miejsca pracy i stymulują PKB. Rozmieszczenie 40 GW na wschodnim wybrzeżu USA do 2035 r. wygenerowałoby inwestycje rzędu 140 mld dol. Większość tych pieniędzy zostałoby przeznaczone na budowę infrastruktury portowej i rozwój łańcucha dostaw – ocenia w swoim komentarzu Christopher Niezrecki.
Ekspert zwraca również uwagę, że decyzje Waszyngtonu stoją w zupełnej sprzeczności z lokalnie prowadzoną polityką energetyczną. Rządy federalne przygotowywały się do obsługi szykowanych farm wiatrowych. Zawarte przez Trumpa układy sprawiły, że wszystkie te pieniądze zostały wyrzucone w błoto.
Jeszcze na początku tego roku stan Nowy Jork ogłosił swój program dotacji o wartości 300 mln dol., którego celem ma być rozbudowa infrastruktury portowej właśnie pod kątem morskiej energetyki wiatrowej. Podobne programy działały również w Kalifornii. Tylko w zeszłym roku na morskie porty wiatrowe i powiązane z nimi obiekty podatnicy wydali 225,7 mln dol.
Najtrudniejsza sytuacja ma miejsce jednak w New Jersey. To ten stan miał się stać zapleczem technicznym dla budowanych farm na Wschodnim Wybrzeżu. Powstający od 2021 r. New Jersey Wind Port ma umożliwić produkcję i montaż turbin wiatrowych. Dziś ta warta ponad 600 mln dol. inwestycja traci rację bytu.
Zwolennicy Trumpa odpowiedzą, że utracony potencjał inwestycyjny zostanie zrekompensowany poprzez przekierowanie środków z energetyki wiatrowej na konwencjonalne projekty energetyczne. Pytanie jednak brzmi czy Ameryka ma czas, aby czekać na nowe elektrownie?
Bez wiatraków, ale i bez mocy
Pewną mantrą dla współczesnej gospodarki jest kwestia konkurencyjności. To właśnie obawa USA przed utratą tej przewagi skłoniła do potężnych inwestycji w swój sektor energetyczny. OZE miało szeroko wejść do amerykańskiego miksu energetycznego i dostarczyć upragnioną tanią energię.
Wtedy wydano pozwolenia, rozpoczęto inwestycje w porty i infrastrukturę. Cały ten zaczęty kilka lat temu wysiłek miał się spłacić w najbliższym czasie. Na przeszkodzie stanęła jednak postać Donalda Trumpa – człowieka walczącego z wiatrakami.
W wyniku podjętych przez obecną administrację decyzji Stany Zjednoczone tracą około 8 GW planowanej mocy wytwórczej energii elektrycznej. Taki potencjał wystarczyłby do zasilenia ponad 3 mln gospodarstw domowych – podsumowuje Christopher Niezrecki.
Powstałej w ten sposób luki nie zasypią w najbliższym czasie obiecane przez firmy Trumpowi elektrownie konwencjonalne. Ich postawienie wymagać będzie uruchomienia od nowa całej procedury lokalizacyjnej, inwestycji w infrastrukturę, czy rozbudowy sieci przesyłowych. Zdaniem Niezreckiego może to potrwać od siedmiu do nawet 10 lat. Amerykańska gospodarka potrzebuje zaś energii tu i teraz.
W kampanii wyborczej Donald Trump wielokrotnie obiecywał obniżenie rachunków za energię i zwiększenie mocy wytwórczych. Jednak jego decyzje dotyczące sektora morskich farm wiatrowych stoją w sprzeczności z tymi deklaracjami. Niedługo okaże się, jak wysoki rachunek wystawiła amerykańskiej gospodarce donkiszoteria Trumpa.
Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter
Zdjęcie główne: Official White House Photo by Molly Riley / Flickr; fotomicha / Unsplash, montaż własny
