
Państwo nie musi mieć udziałów w militarnych firmach, aby skutecznie kontrolować przemysł zbrojeniowy – wynika z najnowszego raportu think-tanku Bruegel poświęconego globalnemu sektorowi obronnemu. Autorzy analizy pokazują, że po rosyjskiej agresji na Ukrainę rządy wracają do aktywnego zarządzania branżą zbrojeniową. Stawką jest już nie tylko bezpieczeństwo militarne, ale także kontrola nad technologiami, produkcją i łańcuchami dostaw.
- Teza. Państwa odzyskują kontrolę nad przemysłem zbrojeniowym. I to nawet wtedy, jeśli firmy formalnie pozostają prywatne.
- Dowód. Raport think-tanku Bruegel pokazuje, że rządy wpływają na sektor obronny poprzez kontrakty wojskowe, kontrolę eksportu, technologie, licencje i łańcuchy dostaw. Najlepiej widać to w USA, gdzie Pentagon kontroluje rynek bez posiadania udziałów w największych koncernach zbrojeniowych.
- Efekt. Europa coraz bardziej obawia się uzależnienia od amerykańskiej technologii wojskowej i zaczyna budować własne modele „suwerenności przemysłowej”, oparte na większej kontroli państwa nad produkcją i dostawami uzbrojenia.
Kto naprawdę kontroluje światowy przemysł zbrojeniowy? Spis treści
Sześć gotowych myśliwców F-35 wyprodukowanych w USA dla Turcji nigdy nie trafiło do tego kraju. Ankara została wykluczona z programu po tym, jak zdecydowała się na zakup i wdrożenie rosyjskich systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej S-400. W efekcie wyprodukowane maszyny zostały przejęte przez siły powietrzne USA lub przeznaczone dla innych odbiorców. Pomimo wieloletnich starań Turcja ostatecznie została całkowicie wyłączona z programu F-35.
Ten przykład pokazuje, że nawet udział w programie wojskowym niczego jeszcze nie przesądza. Kluczowe znaczenie ma dostęp do technologii i polityczna kontrola nad całym systemem dostaw.
112 firm z sektora zbrojeniowego pod lupą
Temu zagadnieniu poświęcony jest najnowszy raport Bruegla pt. „Kto kontroluje przemysł zbrojeniowy?”, który analizuje wpływ poszczególnych państw na największe firmy zbrojeniowe świata. Wynika z niego, że Europa odchodzi dziś od modelu, w którym przemysł obronny działa według zasad wolnego rynku. Poszczególne państwa chcą mieć dziś nadzór zarówno nad technologią, jak i strategicznymi firmami.
Eksperci Bruegla przeanalizowali 112 największych firm zbrojeniowych z 24 państw. Wykorzystali dane SIPRI, raporty roczne spółek, dokumenty korporacyjne i regulacyjne, a do ich analizy użyli modeli językowych AI. Pod uwagę wzięli m.in.:
- strukturę własności,
- prawa głosu,
- skład rad nadzorczych,
- specjalne uprawnienia państwa,
- złote akcje,
- prawa weta.
Na tej podstawie powstał specjalny indeks wpływu państwa – State Influence Index (SII), mierzący rzeczywistą kontrolę rządów nad przemysłem obronnym. Kluczowy wniosek raportu jest jasny: w sektorze zbrojeniowym o wpływach państwa często nie decyduje liczba posiadanych akcji, lecz sieć politycznych, regulacyjnych i technologicznych zależności budowanych wokół strategicznych firm.
Amerykanie nie potrzebują akcji do kontroli sektora
Raport pokazuje, że w Chinach i Rosji państwo pozostaje bezpośrednim właścicielem i zarządzającym praktycznie całym strategicznym przemysłem obronnym. Rządy obu krajów mianują zarządy koncernów, wyznaczają kierunki produkcji i zachowują pełną kontrolę nad eksportem uzbrojenia. Po rozpoczęciu wojny przeciwko Ukrainie Moskwa dodatkowo ograniczyła sprzedaż zagraniczną, przekierowując znaczną część produkcji na potrzeby własnej armii.
To model skrajnie scentralizowany – zapewniający państwu pełną kontrolę w czasie konfliktu, ale jednocześnie często mniej elastyczny i słabszy pod względem innowacyjności oraz efektywności biznesowej.
Znacznie bardziej wyrafinowany system stworzyły Stany Zjednoczone. Waszyngton nie posiada udziałów w takich prywatnych gigantach zbrojeniowych jak Lockheed Martin, RTX czy General Dynamics. Mimo to ma na nie ogromny wpływ.
Kluczowym mechanizmem kontroli jest uzależnienie od kontraktów Pentagonu. To właśnie dzięki nim te spółki należą do najważniejszych dostawców amerykańskiej armii, a znacząca część ich przychodów pochodzi bezpośrednio z budżetu obronnego USA. Efekt jest taki, że państwo zachowuje wpływ na zbrojeniowe firmy nawet bez posiadania ich akcji.
Państwo jako główny klient zbrojeniówki
Administracja USA ma bezpośredni wpływ na funkcjonowanie branży obronnej. Z kolei realizacja harmonogramów zamówień przekłada się zarówno na wynagrodzenia menedżerów spółek zbrojeniowych, jak i na ich politykę dywidendową. Dodatkowo według raportu aż 96 proc. zakupów Pentagonu trafia do krajowych dostawców.
Rząd USA zwiększa także presję na rozbudowę krajowych mocy produkcyjnych. Firmy są zachęcane do inwestowania w nowe zakłady i zwiększanie zdolności wytwórczych, szczególnie w obszarze rakiet, amunicji i systemów obrony powietrznej.
Kolejnym narzędziem wpływu są programy państwowe. Takie jak chociażby projekt „Golden Dome”, czyli nowy system obrony przeciwrakietowej, w który zaangażowani są wszyscy najwięksi amerykańscy producenci uzbrojenia. Program gwarantuje firmom zbrojeniowym wieloletni strumień państwowych zamówień, uzależniając je tym samym od państwa.
Kluczowe znaczenie ma także program Foreign Military Sales. To mechanizm, dzięki któremu rząd USA realizuje sprzedaż uzbrojenia i usług wojskowych do państw sojuszniczych. System działa w formule międzyrządowej – stroną transakcji nie są bezpośrednio prywatne koncerny zbrojeniowe, ale administracja USA. Departament Wojny (dawny Departament Obrony) występuje jako pośrednik koordynujący cały proces pomiędzy producentem a zagranicznym odbiorcą.
W Europie jest mniej własności, a więcej mechanizmów
Z kolei Europa wybrała inną drogę. Takie państwa jak Francja, Niemcy, Wielka Brytania czy Włochy łączą częściową własność państwową z rozbudowanymi systemami kontroli korporacyjnej.
Dobrym przykładem jest koncern Safran, który produkuje m.in. silniki lotnicze i systemy obronne dla myśliwców. Francuskie państwo posiada w spółce zaledwie 11,6 proc. udziałów, ale dzięki specjalnym zasadom głosowania kontroluje ponad 18 proc. praw głosu.
Kolejny ciekawy przypadek to koncern Airbus. Francuzi, Niemcy i Hiszpanie mają w nim mniej niż 26 proc. akcji, ale specjalna umowa akcjonariuszy pozwala im wspólnie kontrolować strategiczne decyzje koncernu. To właśnie ten model – połączenie rynku z polityczną kontrolą – zaczyna dziś dominować w Europie.
Przemysł zbrojeniowy w Polsce. Budujemy własny model
Polska pojawia się w raporcie Bruegla marginalnie. Jednak analiza raportu pokazuje jednocześnie logikę stojącą dziś za rozwojem Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ) i całej krajowej polityki zbrojeniowej.
Model budowany wokół PGZ opiera się na dwóch filarach. Z jednej strony państwo zachowuje kontrolę nad strategicznymi aktywami i kluczową produkcją wojskową. Z drugiej – Polska aktywnie poszukuje zachodnich technologii oraz partnerstw przemysłowych, które pozwolą szybko zwiększyć krajowe kompetencje.
Dobrym przykładem jest program fregat Miecznik realizowany we współpracy z brytyjską firmą Babcock International, specjalizującą się w usługach dla sektora obronnego i lotniczego. W tym wypadku zarówno projekt, jak i technologia, pochodzą z zagranicy, ale same okręty powstają w polskich stoczniach należących do PGZ.
Podobny model widać także przy współpracy PGZ z BAE Systems przy produkcji amunicji 155 mm. Celem nie jest wyłącznie zakup licencji, ale także zdobycie zdolności do samodzielnej produkcji, rozwijania technologii i eksportu amunicji z Polski.
Stary Kontynent buduje „bezpieczniki suwerenności”
Po 2020 r. import amerykańskiej broni do Europy gwałtownie wzrósł m.in. dlatego, że europejski przemysł nie nadążał z produkcją nowoczesnych systemów. Wraz z tym uzbrojeniem pojawiło się nowe ryzyko. Kontrola nad komponentami, oprogramowaniem czy eksportem może stać się także polityczną dźwignią nacisku. W tym kontekście przykład wyłączenia Turcji z programu F-35 jest dla europejskich stolic ostrzeżeniem.
Dlatego coraz więcej państw próbuje budować własne „bezpieczniki suwerenności”. Bruegel opisuje to zjawisko terminem „segmentacji federacyjnej”. Chodzi o tworzenie wspólnych europejskich koncernów, które zachowują narodowe spółki zależne podlegające lokalnemu prawu i kontroli państwowej.
Modelowym przykładem jest MBDA – producent rakiet kontrolowany przez Airbus, BAE Systems i Leonardo. Francja odpowiada tam za część technologii komputerowych, Wielka Brytania za systemy transmisji danych, ale każda narodowa spółka zachowuje możliwość autonomicznego działania.
Zbrojeniówka rządzi się własnymi zasadami
Eksperci Bruegla zwracają uwagę, że przemysł obronny funkcjonuje według zasad odmiennych niż większość sektorów gospodarki. Jak podkreślają autorzy raportu, „rynki obronne charakteryzują się skrajną specyficznością aktywów i dwustronnym monopolem”.
W praktyce to oznacza, że zaawansowane systemy uzbrojenia – takie jak myśliwce piątej generacji, systemy rakietowe czy okręty wojenne – powstają zwykle w odpowiedzi na konkretne zamówienia państwowe. Jednocześnie ich ograniczona użyteczność cywilna sprawia, że w przypadku zerwania kontraktu bardzo trudno znaleźć dla nich alternatywnego odbiorcę.
Taka struktura rynku tworzy szczególną zależność. Państwa finansują rozwój technologii i utrzymanie zdolności produkcyjnych, a producenci uzbrojenia w dużej mierze opierają swoją działalność na jednym kluczowym kliencie – własnym rządzie.
W efekcie powstaje system wzajemnej zależności: wojsko potrzebuje stabilnych, długoterminowych dostaw i dostępu do technologii, natomiast przemysł wymaga wieloletnich kontraktów gwarantowanych przez państwo.
To właśnie ta relacja sprawia, że dostęp do zamówień publicznych w praktyce decyduje o tym, które firmy są w stanie utrzymać ciągłość produkcji uzbrojenia. W konsekwencji rośnie rola państwa w nadzorze i kontroli nad strategicznymi przedsiębiorstwami obronnymi – nawet wtedy, gdy formalnie pozostają one w rękach prywatnych właścicieli.
Agnieszka Zielińska, dziennikarka Biznes Enter
Zdjęcie główne: military_material / Pixabay
