
Już za kilkanaście dni przez Krotoszyn przeleje się fala sprzeciwu wobec jednej z największych polskich firm. Związkowcy w Dino Polska, bo o niej mowa, szykują strajk generalny przed siedzibą spółki. Biznes Enter zapytał jego organizatorów, co szykują, a także o to, czy zarząd może jeszcze powstrzymać tę inicjatywę.
- Teza. Dino Polska będzie musiało zmierzyć się z jednym z najpoważniejszych kryzysów w swojej historii. To pokłosie strategii spółki, jaką obrała wobec własnych pracowników.
- Dowód. W odpowiedzi na szereg nieprawidłowości związanych np. z warunkami pracy w sklepach sieci, związkowcy szykują „niespotykany na taką skalę” strajk przed siedzibą spółki. Ma on potrwać przez trzy dni.
- Efekt. Gigant wciąż ma szansę rozładować napięcie w relacjach z pracownikami, gdyż ci wyrażają gotowość do negocjacji. W tym celu musiałby jednak przyjąć inną politykę od dotychczasowej.
Nadchodzi strajk generalny w Dino. Spis treści
Strajk generalny przed siedzibą Dino Polska S.A. w Krotoszynie zaplanowany jest na 25-27 maja. „Będą też kolejne spory zbiorowe, bo problemów jest znacznie więcej, a nikt ze strony spółki nie chce o nich rozmawiać” – czytamy na profilu OPZZ Konfederacja Pracy na Facebooku, będącego organizatorem akcji.
Związkowcy zapowiadają, że protest wobec działań firmy będzie trwać nieprzerwanie przez trzy doby. A zdecydowali się na ten krok po fiasku rozmów z kierownictwem spółki. Na zaplanowanych na końcówkę kwietnia rozmowach ci ostatni w ogóle się nie stawili.
Strajk generalny w Dino. Biznes Enter pyta organizatorów o szczegóły
Skoro jednak sytuacja robi się coraz bardziej napięta, to czy teraz władze firmy podjęły jakieś kroki w sprawie wznowienia negocjacji? – Do dzisiaj [7 maja – przyp. red.] nic takiego się nie wydarzyło. Szkoda, bo mam wrażenie, że w dialogu znaleźlibyśmy kompromisowe rozwiązania – odpowiada na pytania Biznes Enter Michał Lewandowski, Przewodniczący Zarządu Krajowego OPZZ Konfederacja Pracy.
Zapewnia, że OPZZ będzie działać w zgodzie z przepisami Ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. Dlatego też związkowcy już wystąpili do pracodawcy o „udostępnienie danych niezbędnych do przeprowadzenia referendum strajkowego”, o czym zresztą informują w swoich mediach społecznościowych.
– Przy okazji warto zaznaczyć, że instytucja tego referendum to pozostałość po przepisach strajkowych jeszcze z czasu stanu wojennego, przeniesionych do ustawy z początku lat 90. To archaizm i blokowanie możliwości strajku dla pracowników, który gwarantuje nam Konstytucja – pomstuje Michał Lewandowski.
Podkreśla także, że na maj Organizacja Międzyzakładowa – oprócz pikiet przed siedzibą – zaplanowała także wydarzenia mające zwrócić większą uwagę na sytuację pracownic i pracowników. Choć nie precyzuje, o jakich wydarzeniach mowa.
Czy akcja strajkowa się rozszerzy?
Pierwsza akcja ostrzegawcza ze strony związkowców miała miejsce 25 kwietnia. Wtedy to pracownice i pracownicy Dino na dwie godziny odeszli od swoich stanowisk i domagali się m.in. zwiększenia wynagrodzeń. To właśnie po tej inicjatywie związkowcy mieli zasiąść do stołu negocjacyjnego z przedstawicielami władz spółki, co finalnie skończyło się zastaniem przez pracowników pustej sali.
Czy zatem jest możliwe, że strajk w Dino się „rozleje” i przystąpią do niego kolejne organizacje związkowe zrzeszone w spółce? – Nie mam takich informacji, żeby pozostałe organizacje związkowe działające w Dino miały chęć wsparcia, czy dołączenia do postulatów zgłaszanych przez Organizacje Międzyzakładową OPZZ Konfederacja Pracy – przyznaje nasz rozmówca.
Mam wrażenie pewnej bierności po ich stronie. Szczególnie widoczne jest to w kontekście choćby braku do dziś utworzenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Jest to dość podstawowe narzędzie – służące pracownikom w ciężkiej sytuacji materialnej – którego powinna wymagać od pracodawcy reprezentacja pracowników.
Michał Lewandowski, Przewodniczący Zarządu Krajowego OPZZ Konfederacja Pracy, w rozmowie z Biznes Enter
Zarząd ma jeszcze czas na podjęcie rozmów
Jeszcze nie jest za późno, by spróbować opanować sytuację. Związkowcy wciąż deklarują gotowość do rozmów z zarządem firmy o podnoszonych przez nich postulatach. Przewodniczący OPZZ Konfederacja Pracy podkreśla, że strajk jest wyłącznie ostatecznością.
– Strajk generalny, jak zaznaczyłem powyżej, będzie przeprowadzony zgodnie z procedurą ustawową – zapewne trochę potrwa, zanim do niego faktycznie dojdzie. Choć oczywiście liczymy na wcześniejsze porozumienie, to widzimy, że z każdym tygodniem determinacja pracowników Dino wzrasta. Możliwe więc, że już niedługo będziemy mieli – niespotykany na taką skalę – strajk w sektorze handlu – zapowiada Michał Lewandowski.
Zapytaliśmy biuro prasowe spółki, jaką strategię zamierza przyjąć Dino, by rozwiązać obecną sytuację. Jak tylko otrzymamy odpowiedź, to zaktualizujemy artykuł.
Oto postulaty związkowców Dino
Na razie jednak spór między kadrą a zarządem narasta. Lista postulatów związkowców stale się zwiększa i dziś domagają się oni:
- zwiększenia wynagrodzeń o 900 zł;
- utworzenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych (ZFŚS);
- zwiększenia zatrudnienia;
- zaprzestania używania monitoringu do dyscyplinowania pracowników i zwiększania ich wydajności pracy;
- przestrzegania przepisów ustawy o związkach zawodowych;
- przestrzegania przez pracodawcę przepisów prawa, w szczególności Kodeksu pracy;
- wprowadzenia zmian konstrukcyjnych w marketach, które nie będą narażać pracowników na ryzyko utraty zdrowia.
Ostatni postulat ma związek z temperaturami, jakie panowały w sklepach Dino zimą.
Co się dzieje w Dino?
Na początku roku media podawały informacje o spartańskich warunkach w placówkach, w których odczyty termometrów miały być jednocyfrowe. O jednym z takich przykładów alarmował w lutym poseł Adrian Zandberg (Razem), który udał się z interwencją poselską do punktu w Sochaczewie.
Media społecznościowe obiegły zdjęcia kasjerek pracujących w kurtkach. Do tego dochodziło też do tak kuriozalnych sytuacji, jak np. blokowanie organom państwowym możliwości kontroli placówek firmy. W Biznes Enter analizowaliśmy w tamtym czasie przyczyny takiej polityki giganta.
Z biznesowego punktu widzenia, kryzys Dino nie wziął się z błędu strategicznego, lecz z radykalnego dokręcania śruby kosztowej w czasach wysokiej inflacji i rosnącej presji na wynagrodzenia. Zamiast obniżyć marżę, by skompensować rynkowe szoki, zdecydowano się na desperackie cięcia rachunków za prąd i gaz. Skutki okazały się dramatyczne – pisał Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter.
Cała sytuacja zresztą jest jednym z powodów topniejących wyników spółki na giełdzie. Wszystkie przyczyny coraz niższych notowań opisywaliśmy szczegółowo w Biznes Enter. W każdym razie te doniesienia skupiły na sieci uwagę opinii publicznej, organów państwa oraz polityków. Do akcji wkroczyła Państwowa Inspekcja Pracy (PIP), która wszczęła 140 kontroli w sieci. Kontrolowany podmiot wybrał jednak drogę obstrukcji i zmieniła z dnia na dzień wewnętrzne procedury. Po modyfikacji pełnomocnictw kierownicy kontrolowanych sklepów nie mieli już możliwości podpisać protokołów pokontrolnych PIP.
Dziś zresztą PIP bada trzy osobne sprawy w Dino. Oprócz niskich temperatur Inspekcja wyjaśnia także okoliczności zwolnienia Katarzyny Kiwierskiej, będącej działaczką związkową i podlegającą ochronie z tego tytułu, jak również postępowanie władz spółki wobec organizatorów protestu z 25 kwietnia.
Związkowcy podają, że PIP naliczyła już ponad 1300 nieprawidłowości w Dino. Spytaliśmy o to Inspekcję. Poprosiliśmy też o konkretne przykłady tychże uchybień. Jak tylko otrzymamy odpowiedź, to zaktualizujemy artykuł.
Krystian Rosiński, dziennikarz i wydawca Biznes Enter
Zdjęcie główne: Grafika autorstwa Sandry Zięby
