
Polskę czeka znaczące cięcie wydatków i oszczędzanie. Wszystko przez to, że nieuchronnie zbliżamy się do konstytucyjnego limitu zadłużenia. Z tym wyzwaniem zmagać się będzie rząd powołany po wyborach w 2027 r. Właśnie pojawiło się badanie, które pozwoli mu czerpać lekcje z błędów władz innych państw, które również musiały zmagać się z tym problemem w ciągu minionych 45 lat.
- Teza. Polskę czeka nieuchronne zaciskanie pasa w najbliższych latach. Plan „wyrośnięcia” z długu jest już coraz mniej realny, a zatem przyszły rząd będzie musiał wziąć na swoje barki politykę konsolidacji fiskalnej. A to wiąże się ze znaczącymi stratami politycznymi.
- Dowód. Ekonomiści z wiedeńskiego uniwersytetu sprawdzili, jak polityka zaciskania pasa przekładała się na notowania polityczne państw OECD w latach 1980-2020. Z ich analizy jasno wynika, że taka polityka każdorazowo wiąże się z częściową utratą poparcia społecznego, choć spadek ten jest zależny od wielu czynników.
- Efekt. Wnioski płynące z badania opisywanego przez Biznes Enter są gotową instrukcją do przyszłego rządu, jak w miarę możliwości najlepiej przebrnąć przez przyszły kryzys.
Finanse publiczne czeka zaciskanie pasa. Można to zrobić sprawnie. Spis treści
Sytuacja budżetu Polski jest, łagodnie rzecz ujmując, nie najlepsza. W ostatnich dniach w Biznes Enter pisaliśmy, że Polska przekroczy 55-proc. próg ostrzegawczy zadłużenia szybciej, niż wcześniej zapowiadano, bo już w 2027 r. A to będzie się wiązało z cięciami wydatków i programów społecznych, do czego obligować rząd będzie prawo. Najskrajniejszymi przykładami tego, co nadchodzi, są przede wszystkim: zamrożenie pensji w budżetówce oraz ograniczenie waloryzacji rent i emerytur tylko o wskaźnik inflacji.
Oszczędzanie przynosi spadek poparcia
W ostatnich dniach dwójka ekonomistów, Philipp Heimberger oraz Anna Matzner, związanych z Wiedeńskim Instytutem Międzynarodowych Porównań Gospodarczych WIIW, opublikowała badanie pt. „Fiscal Consolidation and Political Instability” (pol. Konsolidacja budżetowa a niestabilność polityczna), w którym przeanalizowała wpływ konsolidacji fiskalnej na sytuację polityczną w 17 krajach OECD w latach 1980-2020. Ich wnioski są drogowskazem dla polskiego rządu, który będzie rządzić naszym krajem po 2027 r.
Autorzy wzięli na tapet m.in. takie państwa jak: Austria, Francja, RFN (jeszcze przed zjednoczeniem z NRD), Irlandia, Włochy, Hiszpania, ale także Australię czy Japonię. I jasno wskazują, że zaciskanie pasa przynosi potężne koszty polityczne dla rządzących. Oszczędzanie kończy się nie tylko spadkiem poparcia, ale także częstszymi protestami czy kryzysami gabinetowymi.
Choć zjawiska te mają charakter krótkotrwały, to nasilają się szczególnie w okresach dekoniunktury.
Stan gospodarki ważny dla notowań przy polityce oszczędzania
Po kolei. Konsolidacja fiskalna powoduje natychmiastowy, wyraźny spadek poparcia ekipy aktualnie sprawującej władzę. Według szacunków szok oszczędnościowy zafundowany gospodarce o wartości 1 proc. PKB obniża poparcie o ok. 1 punkt procentowy natychmiast po wdrożeniu reform i o ok. 1,6 pp. po roku ich obowiązywania. Zarazem efekt ten wygasa jednak w średnim terminie.
Być może jednak jeszcze istotniejsza dla rządu – szczególnie zszytego z kilku partii – jest kwestia kryzysów gabinetowych. Wdrażanie oszczędności generuje tarcia między poszczególnymi politykami współtworzącymi Radę Ministrów. A im dłużej zaciskanie pasa trwa, tym prawdopodobieństwo napięć wzrasta. Według wyliczeń ekonomistów – dokładnie o ponad 17 pp. w ciągu roku po wdrożeniu reform.
Szczególnie że cięcia w wydatkach zwiększają też niechęć społeczną do rządzących, która najczęściej objawia się w postaci strajków generalnych i masowych demonstracji antyrządowych. Kombinacja tych czynników zwiększa szansę upadku gabinetu aktualnie sprawującego władzę jeszcze przed wyborami.
O fali uderzeniowej w notowania rządu decydują w dużym stopniu warunki gospodarcze. Jeśli kraj zmaga się z recesją, to skutki polityki oszczędnościowej są znacznie dotkliwsze dla słupków poparcia. Jeśli jednak przypada na okres ożywienia, to jej skutki są wyciszone lub wręcz statystycznie nieistotne.
Lepiej ciąć wydatki czy podnosić podatki?
Skoro polityka oszczędnościowa w najgorszym wariancie może nawet zmieść polityków z foteli, to czas odpowiedzieć na trudne pytanie: czy zamiast cięcia wydatków lepszym rozwiązaniem nie byłoby podniesienie podatków?
Odpowiedź oczywiście jest zależna od tego, kto chce ją uzyskać. Badacze jednak skupili się na perspektywie polityków, którym zależy na utrzymaniu władzy. I z ich analizy wynika, że podwyżka podatków może być mniej szkodliwa dla notowań rządzących niż obniżka wydatków. Autorzy sami przyznają, że jest to zaskakujący wniosek, gdyż zazwyczaj w literaturze łatwiej się spotkać ze stanowiskiem, że jakiekolwiek podnoszenie stawek zawsze kończy się źle dla rządzących.
Ekonomiści starają się to tłumaczyć kilkoma czynnikami. Przede wszystkim zaciskanie pasa uderza w konkretne grupy społeczne – takie jak np. emeryci czy pracownicy budżetówki – i wywołuje ich silne niezadowolenie. Złość ta może zostać finalnie skanalizowana poprzez właśnie protesty i strajki. Tymczasem podwyżka podatków uderza w sektory gospodarki lub w grupy społeczne, z którymi trudno się utożsamiać ogółowi (np. w najbogatszych czy w branżę deweloperską). Przez co przez część wyborców postrzega je jako sprawiedliwe lub konieczne.
A skoro już o protestach mowa, to często ich występowanie jest w pełni zależne od ogólnej skali zaciskania pasa, a nie od tego, czy rząd tnie wydatki, czy podnosi podatki. Innymi słowy, demonstrujących nie interesuje, czy ich zasiłki się skurczą, czy też będą więcej oddawać państwu np. przy zakupie danego produktu lub usługi; ich niezadowolenie wywołuje sam fakt, że państwo zostało doprowadzone do sytuacji, w której musi zmienić swoją dotychczasową politykę gospodarczą. A zatem jest prawdopodobne, że demonstracje pojawiłyby się z podobnym nasileniem niezależnie od tego, czy rząd ciąłby wydatki, czy podnosił podatki.
I wreszcie część kosztów politycznych bierze się nie z samego faktu konsolidacji, a z towarzyszących jej ogólnych warunków makroekonomicznych (takich jak spadek PKB czy wzrost bezrobocia).
Lekcja dla przyszłego rządu Polski
Zawarte wnioski w tym badaniu są gotową instrukcją dla przyszłego rządu Polski, który obejmie stery na lata 2027-2031. Jeśli nie dojdzie do znaczącej zmiany sytuacji gospodarczej naszego kraju, to ta kadencja upłynie pod znakiem konsolidacji fiskalnej.
Państwo polskie czeka ostre hamowanie, gdyż niebezpiecznie zbliżamy się do progu długu zapisanego w konstytucji. A skoro tak, to przyszli rządzący właśnie dostali instrukcję obsługi, jak obejść się ze skutkami nadchodzącego kryzysu.
Krystian Rosiński, dziennikarz i wydawca Biznes Enter
Zdjęcie główne: Kancelaria Sejmu / Flickr
