
Iran będzie domagać się opłat za podmorskie kable internetowe przebiegające przez cieśninę Ormuz – twierdzą lokalne media. Żądanie to, choć jeszcze niewypowiedziane oficjalnie, obnażyło kolejny punkt współczesnego świata odsłonięty na ataki. Teheran bowiem w bliskim sąsiedztwie ma infrastrukturę niezbędną do utrzymania tempa cyfrowej rewolucji. I przyparty do muru nie zawaha się wziąć jej za zakładnika.
- Teza. Iran przypomniał światu, że w bliskości jego granic przebiega szlak podmorskich kabli internetowych, który jest jednym z kluczowych dla krajów Bliskiego Wschodu, Afryki czy Azji Środkowej. Teheran w każdej chwili może dokonać ataku na tę instalację, co odczułyby natychmiast te regiony.
- Dowód. W irańskich mediach pojawił się plan zakładający obłożeniem opłaty na operatorów tychże kabli. Choć na razie nie został on wypowiedziany wprost, to wywołał niepokój i w szeroko rozumianej branży cyfrowej, i wśród włodarzy rozwijających się krajów.
- Efekt. Reżim pokazuje, że jego wachlarz rozwiązań uderzających w cały świat nie kończy się na rynku surowcowym. Może on uderzyć w podstawę współczesnej gospodarki, jaką jest globalna łączność.
Rewolucja cyfrowa jest zagrożona przez żądanie Iranu. Spis treści
Przed kilkoma dniami irańskie media państwowe opublikowały plan, który zelektryzował przedstawicieli szeroko rozumianej branży cyfrowej. Zgodnie z nim Teheran chciałby pobierać opłaty od operatorów podmorskich kabli internetowych przebiegających przez cieśninę Ormuz. Iran uznaje bowiem, że zostały one położone na jego wodach przybrzeżnych.
Bliski Wschód obawia się blokady kluczowych szlaków ze strony Iranu
Szczególnie niepokoją się państwa Bliskiego Wschodu, gdyż kable te są ich główną infrastrukturą łączącą je ze światem. Jednocześnie reżim w ten sposób ujawnił wrażliwy punkt globalizacji spod znaku internetu: podmorska sieć ok. 500 kabli, którymi przesyłane jest ponad 95 proc. danych na całym świecie, jest niezwykle podatna na ataki – przestrzega Meredith Primrose Jones z Royal Melbourne Institute of Technology (RMIT) w swoim artykule na The Conversation.
Badaczka wskazuje też, że przez Bliski Wschód przechodzi „kilka najważniejszych światowych tras kabli podmorskich”, które nazywa: „cyfrowymi punktami newralgicznymi”. Szlaki idą przez:
- Morze Czerwone,
- cieśninę Bab el-Mandab,
- Kanał Sueski,
- cieśninę Ormuz (blokowaną przez Iran).
Łączą one kluczowe ośrodki gospodarcze Europy, Azji i Afryki. A ich uszkodzenie szybko przynosi odczuwalny efekt. Tylko w 2024 r. incydenty związane z kablami podmorskimi na Morzu Czerwonym zakłóciły jedną czwartą ruchu w sieci między Europą a Azją. Iran o tym wie – tak jak i o tym, że ich uszkodzenie, przypadkowe lub celowe, miałoby poważne konsekwencje dla świata.
Infrastruktura cyfrowa jest szczególnie narażona
W przeszłości za infrastrukturę krytyczną stratedzy uznawali przede wszystkim rurociągi naftowe, porty czy sieci energetyczne. Dziś do nich zaliczają się także instalacje do przesyłu danych, takie jak podmorskie kable właśnie.
Główny problem z nimi związany polega na koncentrowaniu infrastruktury w jednym miejscu. Szereg kabli jest spięty wiązkami wzdłuż tych samych tras na dnie morza, które prowadzą przez niewielką liczbę punktów newralgicznych. To ułatwia zadanie potencjalnemu sabotażyście, który jednym, precyzyjnym atakiem może uszkodzić kilka instalacji i przyłączeń jednocześnie.
Osobną kwestią jest naprawa. Sama procedura już sprawia trudności, a co dopiero, gdy ma się odbyć na wodach spornych lub zmilitaryzowanych. Statki naprawcze potrzebują bowiem bezpiecznego i niezakłóconego dostępu do podmorskiej infrastruktury, a przede wszystkim czasu na przeprowadzenie takiej operacji.
Skutki przecięcia kabli byłyby odczuwane w wielu miejscach jednocześnie
Konsekwencje ewentualnego zerwania kabla podmorskiego świat odczuwa błyskawicznie poprzez pogorszenie lub fragmentaryzację łączności w wielu regionach. Szczególnie mocno uderzyłoby to w regiony silnie uzależnione od wrażliwych tras kablowych, które mają niewielką infrastrukturę zapasową. Rozwijające się państwa z Afryki, Bliskiego Wschodu czy Azji Południowej mogłyby mierzyć się potężnym pogorszeniem się wydajności internetu, przerw w łączności czy nawet niestabilności finansowej.
Kłopoty jednak nie ominęłyby także rynków finansowych, które są zależne od szybkiego i niezawodnego przepływu danych.
Nawet krótkotrwałe zakłócenia mogą powodować gwałtowne wahania na rynkach, opóźniać transakcje i wzbudzać niepewność inwestorów. Ponieważ znaczna część globalnej gospodarki jest tak silnie powiązana, cyfrowa niestabilność w jednym regionie może szybko wywołać globalne wstrząsy finansowe.
Meredith Primrose Jones w swoim artykule na The Conversation
Co istotne, skutki pogarszającej się łączności wpłynęłyby także na siły zbrojne w zasadzie w każdym zakątku globu. Armie polegają bowiem na bezpiecznej łączności dalekiego zasięgu i koordynacji w czasie rzeczywistym. We współczesnym wojsku każdy sektor – od systemów dowodzenia i kontroli, przez tzw. armie dronów, aż po planowanie logistyki – bazuje na przesyle danych, a więc i po części na kablach podmorskich.
Rewolucja cyfrowa jest narażona na sabotaże
Badaczka z RMIT zauważa też, że sabotaż na podmorskich kablach nie jest tak jednoznaczną prowokacją, jak ataki konwencjonalne. Często trudno ustalić, kto jest za niego odpowiedzialny. Na dowód przywołuje zerwanie infrastruktury danych na Morzu Bałtyckim. Choć za działania te obwinia się Rosję, to trudno jej jednoznacznie przypisać sprawstwo.
Konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Iranem już opóźnił instalację nowych kabli podmorskich. A teraz obnażył podatność tych już istniejących i łączących kraje Bliskiego Wschodu oraz Afryki z resztą świata.
Krystian Rosiński, dziennikarz i wydawca Biznes Enter
Zdjęcie główne: Mark Kats / Unsplash