Partnerzy merytoryczni
Wizerunek prezydenta USA Donalda Trumpa na tle wypłowiałej, amerykańskiej flagi

Koniec iluzji bezpieczeństwa. Oto jak Europa zbroi się w erze Trumpa

Wycofywanie amerykańskich wojsk i niepewność wokół NATO przyspieszają europejską remilitaryzację. Problem w tym, że UE wciąż nie wie, jaki model bezpieczeństwa chce naprawdę budować. Rosnące wydatki wojskowe wyprzedzają dziś polityczną debatę na temat przyszłości europejskiej obrony.

  • Teza. Europa przyspiesza remilitaryzację i szuka strategicznej autonomii, ponieważ przestaje ufać trwałości amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa.
  • Dowód. USA ograniczają obecność wojskową w Europie, także w Polsce. W rezultacie Unia uruchamia wielomiliardowe programy zbrojeniowe i zwiększa wydatki na obronność.
  • Efekt. Europa dąży do większej autonomii militarnej. Rośnie jednak ryzyko chaosu i politycznych napięć na Starym Kontynencie.

Polityczna nieprzewidywalność administracji Donalda Trumpa uświadomiła europejskim stolicom skalę zależności od amerykańskiego parasola bezpieczeństwa. Jednak Europa zwiększa wydatki wojskowe szybciej, niż buduje polityczną wizję własnego bezpieczeństwa.

Amerykański zwrot w erze Trumpa powoduje europejski niepokój

Niedawna decyzja Waszyngtonu o wycofaniu 5 tys. żołnierzy z Niemiec, a także rosnący niepokój wokół działań USA wobec Iranu, ponownie uruchomiły w Europie debatę o strategicznej autonomii. Administracja Donalda Trumpa ogłosiła plan redukcji sił po tym, jak kanclerz Niemiec Friedrich Merz skrytykował amerykańskie „awanturnictwo” na Bliskim Wschodzie. Ta sytuacja pokazuje wyraźnie, że europejskie bezpieczeństwo staje się zakładnikiem politycznych zwrotów w Białym Domu.

Ten problem dotyczy także Polski. Decyzja sekretarza wojny Pete’a Hegsetha o wstrzymaniu wysłania do naszego kraju blisko 4 tys. amerykańskich żołnierzy zaskoczyła nie tylko europejskich sojuszników, ale nawet część personelu Pentagonu.

Mowa o żołnierzach 2. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej wchodzącej w skład 1. Dywizji Kawalerii. Jednostka ta rotacyjnie rozmieszczana jest m.in. w Żaganiu, Świętoszowie i Bolesławcu. Amerykanie mieli przybyć do Polski na dziewięciomiesięczną misję. Proces wymiany rotacji rozpoczął się jeszcze na początku maja w Fort Hood w Teksasie, a część sprzętu została już przetransportowana do Europy. Mimo to operację wstrzymano niemal w ostatniej chwili.

Europa szuka własnego bezpieczeństwa

Wydarzenia te zbiegły się z dyskusjami prowadzonymi podczas szczytu Europejskiej Wspólnoty Politycznej w Armenii. O bezpieczeństwie debatowały tam nie tylko państwa UE, ale także Wielka Brytania i inne lokalne mocarstwa spoza Unii. Coraz częściej mówi się o tworzeniu elastycznych koalicji bezpieczeństwa budowanych wokół konkretnych zagrożeń – od wsparcia Ukrainy po ochronę żeglugi w cieśninie Ormuz.

Proces europejskiej remilitaryzacji uruchomiła rosyjska inwazja na Ukrainę w 2022 r. Jednak dopiero nieprzewidywalność drugiej administracji Donalda Trumpa unaoczniła wielu europejskim stolicom skalę zależności Europy od amerykańskiego parasola bezpieczeństwa. Prezydent USA wielokrotnie sugerował możliwość ograniczenia zaangażowania USA w NATO, co w Europie odbierano jako sygnał alarmowy.

W odpowiedzi na tę sytuację państwa UE rozpoczęły stopniowe zwiększanie wydatków obronnych i rozbudowę potencjału militarnego. Proces ten jednak rodzi również pytania polityczne. Jak zauważa Jo Adetunji redaktorka z The Conversation UK, Europa militaryzuje się bez głębszej refleksji nad konsekwencjami politycznymi tego procesu.

Remilitaryzacja to polityczne ryzyko dla Europy

W ocenie publicystki istnieje realne ryzyko, że rosnące arsenały wojskowe znajdą się w przyszłości pod kontrolą ugrupowań populistycznych i nacjonalistycznych. Partie prawicowe już dziś prowadzą w sondażach we Francji, Niemczech czy Wielkiej Brytanii, często kwestionując dotychczasowy model europejskiej współpracy bezpieczeństwa.

Przykładem jest skrajnie prawicowa, narodowo-konserwatywna Alternatywa dla Niemiec (AfD), która ponownie zyskuje w niemieckich sondażach, wyprzedzając chadeków z CDU/CSU o pięć punktów procentowych. Partia opowiada się za znacznym ograniczeniem kompetencji Unii Europejskiej, a jej skrajne skrzydła rozważają nawet wyjście Niemiec z UE (Dexit).

Jo Adetunji wskazuje także na szersze konsekwencje europejskich zbrojeń. Remilitaryzacja wpisuje się bowiem w globalny wyścig zbrojeń, zwiększający ryzyko nowych konfliktów. Dochodzą do tego koszty środowiskowe oraz obawy, że koncentracja na wydatkach wojskowych osłabi europejskie podejście do bezpieczeństwa oparte na rozwoju społecznym, stabilizacji i zapobieganiu konfliktom.

Równocześnie – jak zauważa – w części państw UE narastają obawy dotyczące przyszłej roli Niemiec. Wraz ze wzrostem niemieckiego potencjału militarnego pojawiają się pytania o polityczne „osadzenie” tej siły w ramach głębiej zintegrowanej Europy. Według danych think-tanku Bruegel niemieckie zamówienia wojskowe osiągnęły w 2025 r. wartość około 85 mld euro, zdecydowanie dominując w Europie. W planach Bundeswehry znajduje się 320 projektów zbrojeniowych, z czego 178 ma już wybranych wykonawców. Dla porównania Wielka Brytania przeznaczyła na ten cel około 25 mld euro, a Polska – 21 mld euro.

Europejska armia bez politycznej definicji

Na tym tle powracają również apele o budowę „armii europejskiej”, ostatnio podnoszone m.in. przez rząd Hiszpanii. Premier tego kraju Pedro Sánchez powiedział niedawno, że wspólna europejska armia to „jedyny sposób”, aby państwa średniej wielkości w UE mogły liczyć się w kwestiach bezpieczeństwa.

Nie za dziesięć lat, nie za dwa lata, ale już teraz, już jutro – powiedział Sánchez podczas kwietniowego European Pulse Forum 2026 w Barcelonie.

Zdaniem Adetunji nadal brakuje jednak politycznej definicji takiego projektu i odpowiedzi na pytanie, czy miałby on stanowić uzupełnienie NATO, czy raczej alternatywę wobec amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa.

Redaktorka The Conversation UK uważa jednocześnie, że obecny model remilitaryzacji wzmacnia kryzysowy i mało przejrzysty sposób podejmowania decyzji w UE – ten sam, który wcześniej sprzyjał wzrostowi nastrojów antysystemowych i popularności ugrupowań nieliberalnych. Publicystka ocenia, że Europa będzie miała problem z legitymizacją swojego strategicznego zwrotu bez odbudowy aktywniejszego i bardziej demokratycznego udziału obywateli w procesie decyzyjnym.

Jej zdaniem nie ma też zgody co do tego, jaką funkcję mają pełnić europejskie zbrojenia. Część państw postrzega je przede wszystkim jako narzędzie odstraszania Rosji i obrony terytorium Europy. Inni widzą w nich także instrument bardziej aktywnej projekcji siły poza kontynentem.

Rekordowe wydatki przy braku wspólnej strategii

Skala zmian związanych z remilitaryzacją jest bezprecedensowa. Wydatki na obronność rosną nie tylko dzięki decyzjom rządów narodowych, ale również poprzez nowe instrumenty finansowe UE. Coraz więcej państw odwołuje się także do nordyckiego modelu bezpieczeństwa, który określany jest jako obrona totalna. Opiera się on na założeniu, że bezpieczeństwo państwa buduje się wspólnie – z udziałem rządu, społeczeństwa obywatelskiego i biznesu – łącząc elementy militarne i cywilne.

Remilitaryzacji Starego Kontynentu ma służyć również unijna Strategia Gotowości z 2025 r. oraz program „ReArm Europe”, który zakłada mobilizację nawet 800 mld euro na cele obronne i stopniowe uniezależnianie Europy od amerykańskiego wsparcia wojskowego.

Efekty tych działań już widoczne. W 2025 r. europejskie państwa NATO oraz Kanada wydały na obronność 574 mld dolarów – niemal o 20 proc. więcej niż rok wcześniej. Był to największy roczny wzrost od siedmiu dekad.

Niemcy wydają najwięcej, ale zmieniają się najwolniej

Różnice między państwami pozostają jednak znaczące. Ostatni raport brukselskiego think-tanku Bruegel pokazuje, że strategie obronne Niemiec, Wielkiej Brytanii i Polski rozwijają się w odmiennych kierunkach.

Według niego niemiecka strategia pozostaje politycznie słaba i ograniczona do poziomu resortu obrony, bez wyraźnego przywództwa kanclerskiego. Berlin nadal nie odpowiedział także na pytanie, jaką rolę chce odgrywać w europejskim systemie bezpieczeństwa poza NATO kierowanym przez USA.

Bruegel wskazuje, że zarówno brytyjska, jak i polska strategia obronna mają silniejsze polityczne umocowanie i próbują wyciągać praktyczne wnioski z wojny w Ukrainie. Niemcy – mimo najwyższych wydatków w UE na zbrojenia – pozostają pod względem transformacji wojskowej najbardziej zachowawcze.

Think-tank ostrzega jednocześnie, że brak szybkiego wdrażania nowych technologii, aktualizacji doktryn wojskowych i reform szkoleniowych może podważyć wiarygodność europejskiego odstraszania lub uczynić je skrajnie kosztownym.

Rozdrobnione europejskie zbrojenia

Problemem pozostaje także rozdrobnienie europejskiego przemysłu zbrojeniowego. Dane pokazują silną koncentrację zakupów na rynkach krajowych, przy jednoczesnym ograniczeniu wspólnych paneuropejskich zamówień. Zdaniem Bruegla świadczy to bardziej o konkurencji narodowych przemysłów niż o rzeczywiście skoordynowanej europejskiej polityce zbrojeniowej.

Dodatkowym wyzwaniem są wydłużające się terminy dostaw sprzętu wojskowego. W większości przypadków realizacja zamówień zajmuje od dwóch do czterech lat. Szczególnie widoczne jest to w Niemczech, gdzie coraz więcej kontraktów podpisywanych jest bez wskazania konkretnej daty dostawy.

Osobnym przypadkiem pozostaje Wielka Brytania. Debata o bezpieczeństwie coraz wyraźniej wykracza poza instytucjonalne ramy UE, co wymusza poszukiwanie nowych formatów współpracy. Londyn, wyłączony z części unijnych inicjatyw obronnych, musi dziś szukać własnego miejsca w nowej architekturze bezpieczeństwa Europy.

Europa między autonomią a chaosem

W miarę jak UE finalizuje nową strategię bezpieczeństwa, a Wielka Brytania wdraża własny strategiczny przegląd obronny, europejskie rządy stają przed znacznie trudniejszym zadaniem niż samo zwiększanie budżetów wojskowych. Muszą odpowiedzieć na pytanie, jaki polityczny model bezpieczeństwa ma powstać w Europie po erze pełnej zależności od Stanów Zjednoczonych.

Bez rozwiązania tych dylematów europejska remilitaryzacja może okazać się projektem opartym na chwiejnych fundamentach – kosztownym, politycznie niestabilnym i obarczonym rosnącymi napięciami wewnątrz samej Europy.

Agnieszka Zielińska, dziennikarka Biznes Eneter

Zdjęcie główne: MIH83 / Pixabay

Motyw