Partnerzy merytoryczni
Zdjęcie przedstawia chińskiego smoka.

Polska na kursie kolizyjnym z Chinami. W jednej branży już widać poważny spadek

Chińskie produkty w ostatnich dekadach przeszły w Europie długą drogę. Od synonimu tandety do bycia realną konkurencją dla rodzimej produkcji. Symbolem tej zmiany stały się chińskie samochody, które z roku na rok coraz mocniej naciskają na europejskie marki. Motoryzacja to jednak tylko szczyt góry lodowej. Chiński smok coraz mocniej kładzie się cieniem na Europę. Czy polska gospodarka też pogrąży się w jego półmroku?

  • Teza. Europa mierzy się dziś z rosnącą presją gospodarczą ze strony Chin. Trend ten nie omija również Polski.
  • Dowód. Mimo że polska gospodarka jako całość pozostaje relatywnie odporna na konkurencję z Chin, istnieją sektory, które coraz silniej odczuwają rosnący chiński eksport. Przykładem mogą być polskie firmy z branży akumulatorów, które w ciągu trzech lat straciły blisko 8 proc. rynku, m.in. na rzecz chińskich dostawców.
  • Efekt. Zdaniem eksperta, aby Europa nie ugięła się pod ciężarem chińskiej presji, potrzebne są zmiany o charakterze strukturalnym. Europa powinna mocniej wzmacniać własne łańcuchy dostaw, zwiększać inwestycje w produkcję oraz skuteczniej egzekwować równe zasady konkurencji.

Polska gospodarka pozostaje relatywnie odporna na konkurencję z Chin” – zapewnia w przesłanym komentarzu dla Biznes Enter, Kamil Pastor, ekonomista PKO BP.

Zaznacza jednak przy tym, że chińska presja na nasz przemysł „narasta i prawdopodobnie będzie dalej rosła”. Już dziś część polskich firmy znalazła się w trudnej sytuacji.

Chiny coraz większym wyzwaniem dla polskiej gospodarki

Rynek ma swoje granice. Zarówno liczba klientów, jak i produktów, które można na nim sprzedać, są ograniczone. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że jeśli jakaś firma zyskuje klientów, a rynek nie nadąża z rozwojem, to inna musi ich stracić. To właśnie ten najprostszy ekonomiczny mechanizm staje się zaczątkiem greckiej tragedii polskich przedsiębiorstw.

W ostatnich latach stereotyp „chińskiej jakości” stracił swój negatywny wydźwięk w naszym kraju, a w odniesieniu do motoryzacji stał się wręcz własnym antonimem. Za zamianą poglądów konsumentów szły z kolei zakupy.

W ciągu zaledwie kilku lat Polska wyrosła na jednego z czołowych odbiorców chińskiej mocy wytwórczej w Europie. Rok temu eksport z Państwa Środka do Polski rósł dwucyfrowo. Efekt? Już 15,5 proc. wszystkich sprowadzanych produktów do naszego kraju pochodzi zza Wielkiego Muru.

To, co dzieje się nad Wisłą, wpisuje się w szerszy obraz tego, co obserwujemy w całej Europie. Chiny systematycznie umacniają swoją pozycję, na Starym Kontynencie. W minionym roku eksport z tego kierunku do UE wzrósł o 8,5 proc. Łączny udział Państwa Środka w unijnym imporcie zwiększył się do 22,2 proc.

Ta zmiana sprawiła, że dla wielu naszych rodzimych firm niespodziewanie pojawiła się znacząca konkurencja – zarówno na rynku krajowym, jak i europejskim.

Jakie sektory polskiej gospodarki są narażone?

Zdaniem Kamila Pastora wypieranie polskich firm z europejskiego rynku przez import z Azji przestaje być scenariuszem rodem z science fiction. Jest rzeczywistością. Jako przykład podał rynek akumulatorów, w którym polskie firmy były liczącym się graczem. W minionym roku udział Polski w imporcie strefy euro tych produktów spadł z 18 proc. w 2022 r. do 10,5 proc. W tym samym czasie udział Chin w rynku wzrósł z 46 proc. do 57 proc.

Akumulatory to jedynie przykład z długiej listy zagrożonych podobnym scenariuszem sektorów.

W przypadku eksporterów najbardziej narażone są sektory, w których rośnie udział Chin w imporcie strefy euro, a jednocześnie słabnie pozycja Polski. Dotyczy to przede wszystkim akumulatorów elektrycznych, konstrukcji stalowych, części wybranych maszyn oraz części dóbr dla domu, w tym mebli.

Kamil Pastor, ekonomista, PKO Bank Polski, dla Biznes Enter

Problem chińskiej konkurencji dotyczy nie tylko polskich eksporterów, lecz także wielu firm produkujących na rynek krajowy. Zdaniem eksperta szczególną ostrożność powinny zachować przedsiębiorstwa z sektorów:

  • elektroniki użytkowej,
  • sprzętu elektrycznego,
  • dóbr konsumpcyjnych,
  • meblowych,
  • RTV/AGD,
  • oraz branż powiązanych z transformacją energetyczną i elektromobilnością.

Mimo niesprzyjających warunków Pastor podkreśla, że los krajowej produkcji daleki jest od przesądzonego. Polscy przedsiębiorcy wciąż mają atuty, które mogą pomóc im wygrać walkę o klienta z chińską konkurencją.

Polskie przewagi nad Chinami

„Polska nadal ma przewagi nad Chinami tam, gdzie liczą się integracja z europejskimi łańcuchami dostaw, jakość, elastyczność i bliskość rynku” – podkreśla w swoim komentarzu Kamil Pastor.

Do takich sektorów, które trudno wypierać z europejskiego rynku, ekspert zalicza m.in. motoryzacja oraz wybrane półprodukty przemysłowe. Najmniej powodów do zmartwień ze wszystkich eksporterów mają jednak rolnicy. Polska od lat pozostaje jednym z kluczowych graczy w europejskim sektorze rolno-spożywczym, podczas gdy obecność Chin pozostaje tam marginalna. W niektórych kategoriach polski udział w imporcie strefy euro przekracza 50 proc.

Przykład rolnictwa pokazuje, jak ważne dla Polski jest posiadanie zdywersyfikowanej gospodarki. Dzięki temu w momencie, kiedy część krajowych branż znajduje się pod chińską presją, inne gałęzie gospodarki mogą utrzymywać lub nawet wzmacniać swoją pozycję konkurencyjną.

W 2024 r. Polska miała ujawnione przewagi komparatywne w 132 kategoriach, co plasuje ją wśród państw UE o najszerszym zakresie specjalizacji eksportowej. Co istotne, w ostatnich latach liczba tych przewag w Polsce rosła, w przeciwieństwie do części innych państw regionu.

Kamil Pastor, ekonomista, PKO Bank Polski, dla Biznes Enter

Te specjalizacje są dziś na wagę złota. Zdaniem eksperta ponad połowa polskich przewag dotyczy sektorów, w których Polska nie konkuruje bezpośrednio z Chinami. Nie wszystkie państwa w Europie mają jednak podobny komfort.

W Niemczech i części państw regionu CEE sytuacja wygląda mniej korzystnie: większość sektorów, w których mają one przewagi eksportowe, pokrywa się dziś z sektorami chińskiej specjalizacji” – zauważa ekonomista.

Z tego powodu w Europie narastają głosy, aby ograniczyć chińską ekspansję gospodarczą. Unia Europejska podobno ma już nawet przygotowany plan jak to zrobić

Unia Europejska proponuje rozwiązania

W zeszłym tygodniu Financial Times podał informację, ze w Brukseli trwają pracę nad ograniczeniem zależności Europy od dostawców z Chin. Komisja Europejska chce wprowadzić przepisy, które zmuszą firmy działające w kluczowych, jej zdaniem, sektorach do dywersyfikacji swoich łańcuchów dostaw.

Zgodnie z założeniami projektu przedsiębiorstwa nie mogłyby kupować więcej niż około 30–40 proc. kluczowych komponentów od jednego dostawcy i musiałyby korzystać z co najmniej trzech różnych źródeł, najlepiej spoza jednego kraju. Unijny parasol ochronny miałby objąć branże takie jak:

  • chemia,
  • przemysł maszynowy,
  • czy energetyka.

Te działania są kierunkowo słuszne” – podkreślił pytany przez Biznes Enter o opinię na temat unijnego projektu Kamil Pastor.

Ryzyko nadmiernej zależności od Chin jest realne, zwłaszcza w elektromobilności, bateriach, maszynach i wybranych komponentach przemysłowych. Uzasadniona jest też szybka reakcja, która wzmocni europejskich producentów.

Kamil Pastor, ekonomista, PKO Bank Polski, dla Biznes Enter

Ekspert zaznaczył jednak, że unijny plan będzie niezwykle trudny do wykonania.

Europa nie ma dziś wystarczających mocy produkcyjnych, by szybko zastąpić import z Chin bez istotnego wzrostu kosztów lub ryzyka spadku dostępności części komponentów – zaznacza Kamil Pastor.

„Ekonomista uważa, że Bruksela powinna działać bardziej selektywnie i mierzyć przy tym siły na zamiary. Mniej szerokiego protekcjonizmu, więcej wzmacniania europejskich łańcuchów dostaw, inwestycji w produkcję i egzekwowania równych zasad konkurencji” – kończy ekspert PKO BP.

Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter

Zdjęcie główne: Donny Haryadi / Unsplash

Motyw