
Wojna w Iranie dobiega końca. Po miesiącach bombardowań i blokad Teheran i Waszyngton podają sobie w końcu ręce. Jednak podczas gdy Donald Trump świętuje swoje zwycięstwo, Europa liczy koszty jego wojny.
- Teza. Mimo tego, że Europa nie była bezpośrednią stroną w toczącej się na Bliskim Wschodzie wojnie, to i tak zapłaciła za nią olbrzymi rachunek.
- Dowód. Na same programy osłonowe, które miały chronić Stary Kontynent przed skutkami rosnących kosztów energii, państwa wydały blisko 11,8 mld euro. Sama Polska przeznaczyła na ten cel blisko 396 mln euro.
- Efekt. Choć olbrzymim kosztem, to Europie udało się złagodzić szok cenowy wywołany wojną. Jednak zrobiła to głównie przez obniżki podatków i dopłaty, które zmniejszały cenę końcową paliw kopalnych. Jednocześnie przyczyny i powody tego kryzysu wciąż pozostają nierozwiązane.
Europa liczy koszty wojny w Iranie. Spis treści
Decyzja Donalda Trumpa o ataku na Iran zaskoczyła świat. Jednak to zablokowanie cieśniny Ormuz przez Teheran naprawdę nim wstrząsnęło. Przez ten niepozorny, mający 33 km szerokości, przesmyk przed wojną przepływało dziennie prawie 20 proc. światowych dostaw ropy.
Rynek natychmiast poczuł skutki tej decyzji. Ceny ropy i gazu gwałtownie poszły w górę. Kryzys energetyczny stał się faktem. „Aktualny szok podażowy pod względem wolumenu surowców i paliw przewyższa każdy z kryzysów naftowych z drugiej połowy XX wieku oraz ostatni kryzys gazowy z lat 2022-2023” – oceniał na początku maja Ośrodek Studiów Wschodnich.
Europa płaci koszt wojny w Iranie
Jak wylicza Komisja Europejska, około 57 proc. energii zużywanej w państwach członkowskich pochodzi z paliw kopalnych sprowadzanych spoza granic UE. Każde więc zawirowanie na rynku surowców i każde zakłócenie łańcuchów dostaw szybko odbija się na Europie.
Rosnące ceny na stacjach benzynowych zmusiły kolejne kraje do wprowadzenia tarcz ochronnych, które niosły za sobą ogromne koszty. „Państwa europejskie wydały już 11,8 mld euro na łagodzenie skutków kryzysu energetycznego wywołanego wojną w Iranie” – wyliczają eksperci brukselskiego think-tanku Bruegel. Ich zdaniem nie wszystkie te pieniądze wydano jednak dobrze.
Niemcy i Hiszpania niechlubnym liderem
Najwięcej na programy osłonowe wydała Hiszpania. Madryt przeznaczył na ten cel 4,75 mld euro i został niekwestionowanym liderem zestawienia. Na tę kwotę złożyły się przede wszystkim obniżki VAT na energię oraz wsparcie dla wybranych branż energochłonnych.
Drugie miejsce zajęły Niemcy. Berlin wydał 1,62 mld euro na ochronę gospodarki. Największą część pakietu stanowiły obniżki podatków energetycznych i cen paliw.
Polska, jeśli chodzi o poniesione wydatki, znalazła się w połowie stawki. Uplasowaliśmy się m.in. za Portugalią czy Szwecją, ale przed Francją oraz Wielką Brytanią. Rząd przeznaczył na łagodzenie skutków kryzysu ok. 396 mln euro, czyli mniej więcej 1,68 mld zł. Całość tej kwoty pochłonął program CPN (Ceny Paliw Niżej), który określał dzienną cenę maksymalną na poszczególne paliwa i obniżał podatek VAT.

Skala wydatków pokazuje, jak różnie państwa Europy zareagowały na ten szok. Zdaniem jednak ekspertów, niezależnie od wysokości wdrożonych subsydiów, nie były to dobrze wydane pieniądze.
Europa źle zareagowała na szok podażowy
Z ich wyliczeń wynika, że największą część, bo ponad 54 proc. całej kwoty, przeznaczono na działania nieukierunkowane. Nie przypisano im więc jasnookreślonej grupy docelowej lub konkretnych celów, które miałyby spełnić.
Do takich działań Bruegel zalicza przede wszystkim obniżki akcyzy na paliwo lub VAT. W ocenie think-tanku te rozwiązania miały poważną wadę – nie pomagały opanować szoku podażowego.
Większość wydanych przez państwa pieniędzy (86 proc.), zostały przeznaczone na politykę fiskalną, która zachęcała do konsumpcji paliw kopalnych. Tylko nieliczne stworzone programy nie miały na nią żadnego wpływu lub ją zmniejszały.
Monitor reakcji fiskalnej na kryzys energetyczny w Europie w 2026 r., Bruegel
To zastrzeżenie dotyczy również Polski. Eksperci brukselskiego think-tanku krytykują program CPN tak samo, jak robiła to wcześniej nasza krajowa Rada Fiskalna, która zarzucała mu, że może być przyczyną wzrostu inflacji w naszym kraju.
Prognozowany przez ekonomistów czarny scenariusz się nie sprawdzi z racji na podpisane memorandum przez Donalda Trumpa. Jednak nie znaczy to, że wiszący nad Europą kryzys energetyczny przeszedł do historii. Jego główna przyczyna pozostaje bowiem nierozwiązana.
Kontynent nadal jest uzależniony od importu paliw kopalnych. Dopóki to się nie zmieni, każdy kolejne zawirowanie na rynkach energii będzie uderzać w Europę, a cała historia zatoczy koło.
Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter
Zdjęcie główne: Materiały prasowe / The White House