
Nic tak nie wpływa na biura, jak praca zdalna. Zarówno w przenośni, jak i dosłownie. Jednym wykonywanie obowiązków z własnego salonu umożliwia optymalizację godzin pracy. Inni postrzegają to wyłącznie jako dodatkowe dni urlopu. Ta różnica w podejściu wpływa także na optykę pracodawców. Niektóre firmy zakazują pracy zdalnej, inne przeciwnie – stawiają głównie na nią. Wciąż trwa poszukiwanie złotego środka. Pomóc w jego znalezieniu mogą najnowsze badania francuskich naukowców.
- Teza. Praca zdalna staje się rosnącym wyzwaniem zarówno dla pracownika, jak i pracodawcy. W ostatnich latach narosła dyskusja na temat tego, jak powinna wyglądać praca pozabiurowa. Francuska badaczka zaproponowała konkretne rozwiązanie.
- Dowód. Prof. Valérie Mérindol proponuje, by firmy korzystały z modelu pracy opartego na zasadzie „otwartych laboratoriów”. Zakłada on, że pracownicy z różnych przedsiębiorstw, zamiast pracować z domów, spotykają się w przestrzeniach coworkingowych, aby wspólnie dyskutować i rozwiązywać określone problemy kreatywne.
- Efekt. Francuska badaczka sugeruje, aby firmy zmieniły swoje podejście do pracy zdalnej. Zamiast delegować te same obowiązki do wykonania w domu, warto wykorzystać ten czas na kreatywny rozwój pracownika. Taki styl wykonywania obowiązków w dłuższej perspektywie przyniesie organizacji lepsze efekty niż znany wszystkim model pracy zdalnej.
„Otwarte laboratoria” lepszym rozwiązaniem niż praca zdalna? Spis treści
Ostatnie dekady przyniosły prawdziwą rewolucję w miejscach pracy. Przez ten czas kolejni badacze pokazywali jak wpływ układu ścian, typ siedzeń, czy koloru sztucznego światła wpływa na produktywność pracowników. Wszystko zgodnie z ideą, że człowieka, tak jak maszynę, można optymalizować.
W wyniku tych badań budynek stał się równoprawnym partnerem w pracy dla przebywających w nim pracowników. Teraz jednak wieloletnie normy i zalecenia odbijają się od modelu pracy zdalnej. Pracownicy wychodzą ze zbudowanej dla nich przestrzeni.
Większość osób pracujących zdalnie łączy się z biurem ze swojego domu, część pracuje w kawiarniach, ale prof. Valérie Mérindol wraz ze swoim zespołem z Paryskiej Szkoły Biznesu wskazuje na lepsze rozwiązanie.
Praca zdalna z domu może być szkodliwa
Zupełna praca zdalna z domu jest ciekawym rozwiązaniem, ale nie dla większości osób – tak można streścić naukowy konsensus odnośnie do wpływu tego modelu pracy na dobrostan psychiczny pracowników.
Psychologowie zauważają, że pracowanie zza własnego biurka powoduje zacieranie się przestrzeni do pracy i do odpoczynku. Dom staje się miejscem pracy, co ma poważne konsekwencje.
Podstawową trudnością jest jednak to, że większość osób nie posiada warunków mieszkaniowych, które pozwoliłyby im na komfortową pracę z własnych czterech ścian. W momencie zaś kiedy z jednego miejsca do pracy łączy się więcej niż jedna osoba, sytuacja się pogarsza.
W domach brakuje odpowiednich biurek, krzeseł, ale przede wszystkim specjalnie wydzielonej przestrzeni, którą można by po zakończeniu obowiązków opuścić, tak jak ma to miejsce po zakończeniu pracy w biurze. Mało kogo stać dziś na posiadanie gabinetu. To z kolei oznacza, że nie następuje wyraźne przestawienie się z trybu pracy, na tryb odpoczynku. Pracując w domu, jest się w pracy 24 godziny na dobę.
Współczesna psychologia zwraca uwagę na jeszcze jeden poważny problem. Praca zdalna na pełen etat oznacza często alienację i zerwanie więzi społecznych, które tradycyjnie powstają w miejscach pracy. Wykonywanie obowiązków służbowych z domu często oznacza samotność. Mając na uwadze te trudności, większość firm proponuje swoim pracownikom model hybrydowy – część dni w biurze, część zdalnie. Jednak ta forma nie rozwiązuje większości problemów związanych z pracą zdalną.
W tym momencie na pomoc przychodzi koncepcja francuskiej badaczki, która proponuje rozwój tzw. otwartych laboratoriów.
Praca zdalna a „otwarte laboratoria”
Valérie Mérindol w opublikowanym na The Conversation artykule proponuje, aby stworzyć zupełnie nową kulturę pracy zdalnej. Zdaniem naukowczyni, zamiast do domów pracodawcy powinni wysyłać swoich pracowników do przestrzeni coworkingowych i makerspace’ów, w których funkcjonują „otwarte laboratoria”.
Mimo że nazwa ta nie budzi szczególnie pozytywnych skojarzeń (szczury, klatki, białe kitle…), to zawiera w sobie ciekawą koncepcję. Pierwsze tego typu miejsca powstały na uniwersytetach i miały na celu pomóc studentom przygotowywać się do prac projektowych poprzez stworzenie dla nich przestrzeni do swobodnej interakcji i wymieniania pomysłów.
W trakcie takich warsztatów na pierwszym miejscu stawia się inicjatywę i kontakt z innymi uczestnikami laboratorium. Nieustannie trwająca „burza mózgów” pozwala spojrzeć na stojące przed studentami wyzwania z nowej – często zupełnie nowej – perspektywy. Z tego powodu uniwersytety niezwykle cenią i stosują taką metodę dydaktyczną.
Mérindol w swoim artykule proponuje, żeby przenieść pozytywne doświadczenia akademickie na grunt biznesowy. Aby pokazać skuteczność tej metody, badaczka pokazała kilka przykładów firm, które zastosowały koncepcję „otwartych laboratoriów”. Przyczyniło się to do zwiększenia innowacyjności ich pracowników.
Stworzyć kulturę innowacji
Największym problemem większości przedsiębiorstw jest brak szeroko rozumianej kreatywności wśród własnej kadry, która pozwoliłaby im na usprawnienie codziennych procesów. Tymczasem potrzeba innowacyjności nieustanie wisi nad ich głowami. Utrata jej dla wielu branż oznacza wypadnięcie z rynku.
Z tego powodu narasta popyt na wiedzę i nowe rozwiązania, które pomogłyby stymulować rozwój przedsiębiorstw. „Otwarte laboratoria” wychodzą tym oczekiwaniom naprzeciw. Ich idea – zdaniem badaczki – pozwala wyrwać się pracownikowi z pewnych narzuconych ram i pozwolić im na skonfrontowanie swojego doświadczenia z innymi osobami, które często mają te same problemy. Następnie razem z nimi spojrzeć na sprawę z nowej perspektywy.
Praca zdalna może być szansą na zdobycie doświadczeń wykraczających poza fizyczne granice korporacji, wspierając w ten sposób potencjał innowacyjny firm i organizacji.
Prof. Valérie Mérindol w artykule dla The Conversation
Jako przykład stosującej takie rozwiązania firmy Mérindol podała francuski bank Société Générale, jeden z największych w kraju. Instytucja ta przez trzy lata wysłała ponad 1 tys. pracowników rocznie ze swoich centrów biznesowych do różnych laboratoriów otwartych w Paryżu. Dzięki zdobytym w nich doświadczeniom udało się wdrożyć kilka ciekawych projektów. Na udział w takich warsztat zdecydowały się również firmy z francuskiego sektora transportowego i logistycznego.
Jak pokazują te doświadczenia, po powrocie do biur pracownicy, którzy uczestniczyli w takich laboratoriach, pomagają w rozwoju firmy. Wnoszą świeże pomysły, nowe sposoby działania oraz większą otwartość na zmiany. W efekcie na ich udziale w warsztatach zyskuje cała organizacja.
Zdaniem badaczki prawdziwy potencjał takich przestrzeni wymiany myśli i idei uwolni się jednak dopiero wtedy, gdy to firmy z danego sektora zaczęłyby tworzyć wyspecjalizowane, problemowe laboratoria. Pytanie jednak, czy będą na taką otwartość gotowe?
Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter
Zdjęcie główne: Austin Distel / Unsplash
