
Zawieszenie broni na dwa tygodnie to dobra wiadomość dla świata, wypatrującego oddechu dla rynku węglowodorów niczym kania dżdżu. Prezydent USA zapowiada „niesamowite” dni dla świata, jednak dotychczasowe szkody poczynione przez wojnę na Bliskim Wschodzie pozostawiły trwałą bliznę na globalnej gospodarce. A wystarczy, że coś się „wysypie” w rozmowach pokojowych, by blizna przerodziła się w otwartą, jątrzącą ranę. Najnowszy raport MFW nie pozostawia złudzeń w tym zakresie.
- Teza. Zawieszenie konfliktu na Bliskim Wschodzie to najlepsza wiadomość dla Polski w obecnych okolicznościach. Jeśli zrealizowałby się scenariusz pokojowy, to choć pewnych szkód nie da się odwrócić, nie będą się one pogłębiać. Gdyby obie strony powróciły do wariantu siłowego, nasz kraj byłby jednym z tych, które najdrastyczniej odczułyby skutki kryzysu.
- Dowód. Najnowsze prognozy MFW wskazują potencjalny wpływ przedłużającego się kryzysu na globalną gospodarkę. I wynika z nich trudny do przełknięcia wniosek: Polska będzie jednym z tych państw, które najmocniej odczują skutki tej sytuacji. Składa się na to kilka czynników: jako państwo rozwijające się mamy dług w zagranicznej walucie, do tego jesteśmy importerami węglowodorów, a nasza sytuacja fiskalna jest napięta do granic.
- Efekt. Polska będzie miała znacznie mniej możliwości do przeciwdziałania skutkom kryzysu niż w przypadku tych związanych z pandemią czy wojną w Ukrainie. Eskalacja wojny oznacza też wolniejszy wzrost naszej gospodarki.
Wojna na Bliskim Wschodzie już odbija się na świecie. Spis treści
Wojna na Bliskim Wschodzie obecnie wkroczyła w etap zastygnięcia dzięki dwutygodniowemu zawieszeniu broni. Jednak magma wciąż kipi pod skorupą i to z obu stron. Wiele zależy od najbliższych dni i ewentualnego porozumienia między Iranem a Stanami Zjednoczonymi.
– Myślę, że będziecie oglądać niesamowite dwa dni – przekazał Donald Trump Jonathanowi Karlowi, reportowi ABC News 15 kwietnia. Z kolei w rozmowie z Fox Business Network zasugerował, że koniec wojny „jest już blisko”.
To może się zakończyć na dwa sposoby, ale uważam, że umowa jest lepsza, bo wtedy oni [Iran – przyp. red.] mogą się odbudować. Oni naprawdę mają teraz inny reżim. Bez względu na wszystko, wyeliminowaliśmy radykałów. Ich nie ma, już ich z nami nie ma.
Donald Trump w rozmowie z reportem ABC News
Zasugerowany przez prezydenta termin upływa w piątek 17 kwietnia. Jeśli się ziści i na Bliskim Wschodzie zapanuje, nawet jeśli nie pokój, to chociaż pewna stabilizacja, byłby to wstęp do zrealizowania się najlżejszego ze scenariuszy dla światowej gospodarki, która znalazła się w trudnym położeniu.
Szybki koniec konfliktu na Bliskim Wschodzie to sprawny powrót do normy
O prognozy skutków tego konfliktu na globalną gospodarkę pokusił Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW). W raporcie „World Economic Outlook” eksperci stworzyli trzy scenariusze. Omówmy po kolei każdy z nich.
Prognoza referencyjna zakłada, że bliskowschodni konflikt będzie mieć ograniczony czas trwania, intensywność i zasięg, a tym samym zakłócenia w transporcie węglowodorów i innych surowców wygasną do połowy 2026 r. W takim przypadku światowy wzrost gospodarczy w 2026 r. wyniesie 3,1 proc. (korekta w dół o 0,2 pp. względem styczniowych prognoz), zaś w następnym roku osiągnie 3,2 proc. Z kolei globalna inflacja CPI (czyli konsumencka) wzrośnie do 4,4 proc. w 2026 r., by w ciągu kolejnych 12 miesiącach spaść do 3,7 proc. Założenie to opiera się na umiarkowanym, bo 19-proc. wzroście cen energii w 2026 r.
Właśnie dlatego tak istotne dla gospodarek światowych jest jak najszybsze zakończenie konfliktu i udrożnienie Cieśniny Ormuz (choć Iran ma chrapkę zarządzać nią podobnie, jak Egipt Kanałem Sueskim). W przypadku przedłużania się działań zbrojnych dwa pozostałe scenariusze są znacznie gorsze dla świata.
Dłuższa wojna na Bliskim Wschodzie oznacza ogromne koszty dla Europy Wschodniej
Jeśli Trumpowi i administracji amerykańskiej nie uda się ogłosić w piątek żadnego przełomu, to może to przybliżyć nas do realizacji scenariusza niekorzystnego. W tym wypadku świat będzie zmagać się z trwalszymi zakłóceniami. Efekt? Wyższe ceny energii i gwałtowniej rosnąca inflacja.
W tym modelu globalny wzrost PKB spowalnia do 2,5 proc. w tym roku, ale za to inflacja skacze do poziomu 5,4 proc. Co więcej, w tym przypadku dojdzie także do zaostrzenia warunków finansowych, co będzie wiązać się ze spadkiem wycen aktywów, wyższymi premiami za ryzyko czy wreszcie z aprecjacją (umocnieniem się) dolara, co może odbić się choćby na polskich eksporterach.
A to nie koniec, gdyż istnieje jeszcze gorszy wariant dla świata. To scenariusz dotkliwy, zakładający, że zniszczenia infrastruktury energetycznej na Bliskim Wschodzie będą rozległe, a zakłócenia w dostawach przeciągną się także na przyszły rok. Przy splocie takich okoliczności globalny wzrost PKB wyniesie 2 proc. zarówno w 2026 r., jak i w 2027 r. Inflacja CPI natomiast przekroczy 6 proc., co oznacza dużą niestabilność makroekonomiczną.
To nie koniec złych wieści, gdyż na briefingu prasowym Pierre-Olivier Gourinchas, główny ekonomista MFW, ocenił, że z każdym dniem trwania konfliktu i blokady Ormuzu, sytuacja oddala się od prognozy referencyjnej i dryfuje w stronę scenariusza niekorzystnego.
To negatywny szok podażowy, a żaden bank centralny nie jest w stanie samodzielnie wpłynąć na globalne ceny energii. Rynki już wyceniają wyższe stopy procentowe. Jednak, o ile oczekiwania inflacyjne pozostaną dobrze zakotwiczone, banki centralne mogą sobie na razie pozwolić na czekanie i obserwację. Muszą jednak zwracać uwagę na ryzyko i jasno deklarować gotowość do zdecydowanych działań w celu utrzymania stabilności cen. W większości przypadków kursy walutowe powinny mieć możliwość korekty, co pozwoli bankom centralnym skupić się na swoich celach.
Pierre-Olivier Gourinchas, główny ekonomista MFW
Szczególne zagrożenie dla Polski
Co istotne, autorzy raportu podkreślają, że negatywne skutki scenariusza dotkliwego byłyby niemal dwukrotnie silniejsze dla ryków wschodzących i krajów rozwijających się niż dla zaawansowanych gospodarek. To szczególne zagrożenie dla Polski, ale i także dla całego naszego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Poza Skandynawią nie ma w nim producentów węglowodorów mogących zaspokoić choćby swoje potrzeby, a co dopiero mówić o eksporcie do sąsiednich państw. Wszystkie kraje są uzależnione od eksportu, który byłby mocno ograniczony w warunkach utrzymującego się kryzysu.
Do tego kraje rozwijające się mają pewną część zadłużenia w dolarach. A jak już pisaliśmy, przy utrzymującym się kryzysie na Bliskim Wschodzie dojdzie do aprecjacji „zielonych”, gdyż inwestorzy będą szukali bezpiecznych przystani (co też jest ryzykiem, bo oznacza odpływ kapitału na tak potrzebne inwestycje związane choćby z Tarczą Wschód). To z kolei dla rozwijających się państw oznacza wzrost kosztów obsługi zadłużenia, przy jednoczesnym osłabieniu się lokalnych walut (takich jak złoty właśnie). To perfekcyjne warunki do rozwoju inflacji.
Mało? Dołóżmy zatem kolejny czynnik potęgujący kryzys: ograniczone „bufory” fiskalne. Przekładając to na prostszy język, rynki wschodzące już zmagają się z wysokim poziomem zadłużenia – nie inaczej jest z Polską. Już teraz mają znacznie ograniczone manewry w polityce fiskalnej niż jeszcze np. w latach 2020-2022, gdy mogły uruchamiać wszelakiej maści programy osłonowe najpierw w reakcji na pandemię, a później wojnę w Ukrainie. Teraz zaś manewr ten jest znacznie ograniczony, a przecież – jak już pisaliśmy w Biznes Enter – kryzys surowcowy, a co za tym idzie i energetyczny, oznacza wyższe ceny energii, a także nawozów, a w konsekwencji żywności. Przy obecnie rozwijającym się kryzysie możliwości rządów na ograniczenie skutków wzrostu cen są znacząco ograniczone.
– Wraz ze wzrostem długu publicznego, przestrzeń fiskalna jest znacznie węższa niż wcześniej. Pułapy cenowe, subsydia i podobne interwencje są popularne, ale zniekształcają ceny. Często są źle zaprojektowane, trudne do wycofania i niezwykle kosztowne. Większość krajów nie ma już takiego luksusu – mówi główny ekonomista MFW. I dodaje:
Tam, gdzie potrzebne jest wsparcie dla najsłabszych, należy wdrożyć ukierunkowane i tymczasowe środki, zgodne ze średnioterminowymi planami odbudowy buforów fiskalnych i unikania stymulowania popytu tam, gdzie inflacja rośnie.
Dodajmy, że MFW prognozuje, że PKB Polski w najbliższych dwóch latach wzrośnie odpowiednio o 3,3, proc. oraz 2,4 proc., co podawał już PAP Biznes. Inflacja średnioroczna w obu latach ma wynieść 3,3 proc.
Dywersyfikuj lub przepadnij
Dziennikarze na briefingu wielokrotnie dopytywali, czy obecna sytuacja przypomina tę z lat 70. Ekonomista potwierdził, że widać podobieństwa, ponieważ nawet przy założeniu, że działania zbrojne już ustały całkowicie, to obecne ubytki ropy na rynku w ujęciu średniorocznym już są porównywalne z tym, co się działo w 1974 r. w wyniku kryzysu naftowego będącego pokłosiem wojny Jom Kipur.
– Lekcja z tamtego okresu jest taka, że nie należy pozwolić, aby szok energetyczny przerodził się w ciągły problem inflacji – stwierdził Gourinchas. – Niekoniecznie uważamy, że [banki centralne – red.] muszą natychmiast podnieść stopy procentowe. Ale jeśli zauważą oznaki narastającej inflacji, jeśli zauważą oznaki spirali płacowo-cenowej, jeśli zauważą oznaki, że gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa zaczynają spodziewać się trwalszej i długotrwałej inflacji, to będą musiały podjąć działania – dodał.
Zaraz wskazał też, że równie istotną lekcją, którą można wyciągnąć z lat 70., jest dywersyfikacja energetyczna. Państwa powinny położyć znacznie większy nacisk na poszukiwanie alternatywnych źródeł, które mogą pozyskać z własnych zasobów. Taką energią dla wielu z nich byłyby OZE, więc – zdaniem ekonomisty MFW – „prawdopodobnie zobaczymy duży nacisk w tym kierunku”.
Krystian Rosiński, dziennikarz i wydawca Biznes Enter
Zdjęcie główne: The White House, Daniel Torok, KPRM / Flickr