
Chiny z roku na rok gospodarczo coraz mocniej naciskają na Europę. Tylko w 2025 r. deficyt UE w dwustronnym handlu z Pekinem wyniósł prawie 360 mld euro. Dla porównania USA miały prawie dwa razy mniejszy wynik wymiany handlowej. Ta rosnąca dysproporcja zmusza Europejczyków do szukania ratunku dla konkurencyjności swojej gospodarki.
- Teza. Polityka celna Donalda Trumpa w stosunku do Chin rozpala wyobraźnię części europejskich polityków. Pojawiają się głosy, aby to za pomocą ceł wyrównać rosnący deficyt handlowy między Starym Kontynentem a Państwem Środka. Obostrzenia nie rozwiążą problemów europejskiej gospodarki. Mogą co prawda przynieść chwilową ulgę kilku sektorom, jednak nie przywrócą naszemu kontynentowi pozycji lidera technologicznego – ocenia ekonomista Daniel Gros.
- Dowód. Ponad 40 proc. importu z Chin stanowią półprodukty i komponenty wykorzystywane przez europejskie przedsiębiorstwa. Oznacza to, że cła nie obciążyłyby wyłącznie chińskich eksporterów, ale również firmy działające na terenie Unii.
- Efekt. Europa, zdaniem eksperta, powinna budować swoją konkurencyjność nie na podstawie protekcjonizmu gospodarczego, ale ekspansjonizmu. Bruksela powinna skupić się na budowie własnych kompetencji i pogłębieniu jednolitego rynku. Postulaty te jednak, jakkolwiek słuszne, dalekie są od realizacji.
Cła nie pomogą Europie w wyścigu z Chinami. Spis treści
Za sprawą Donalda Trumpa słowa takie jak cła i taryfy na stałe weszły do politycznego leksykonu. „Mamy jedną bardzo dużą władzę nad Chinami, a są nią cła, a oni ich nie chcą. I wolałbym nie musieć ich używać” – pewnie deklarował polityk w 2025 r. w wywiadzie dla Fox News.
Europejscy adoratorzy amerykańskiego prezydenta pragnęliby podobnej polityki względem Chin ze strony Brukseli. Zdaniem eksperta jest to jednak droga donikąd. Zamiast uratować rodzimą gospodarkę, protekcjonizm może brutalnie podciąć jej skrzydła.
Amerykańskie cła się nie sprawdziły
Kiedy Trump nakładał cła na chińskie towary, to zapewniał, że za ich pomocą rzuci globalne koncerny na kolana. Zmusi je do zwiększenia produkcji w USA i odbuduje amerykański przemysł. Kiedy jednak patrzymy z perspektywy czasu na efekty tej polityki, to widać, że rezultaty nie dorosły do oczekiwań prezydenta.
Import z Chin wprawdzie spadł, ale producenci nie wrócili masowo do Ameryki. W większości wypadków, zamiast budować fabryki, zdecydowali się na przeniesienie produkcji do państw trzecich. Wyższe koszty importu przerzucili z kolei na konsumentów.
Prawdziwym ciosem dla polityki handlowej Trumpa były jednak wyroki amerykańskich sądów, które uznały, że część ceł została nałożona z przekroczeniem uprawnień prezydenta. W lutym 2026 r. Sąd Najwyższy podtrzymał również swoje stanowisko, że wykorzystywanie nadzwyczajnych uprawnień prezydenta do nakładania szerokich ceł było niezgodne z prawem.
Z tego powodu Daniel Gros, dyrektor Instytutu Polityki Europejskiej na Uniwersytecie Bocconi, ostrzega Europę, aby nie popełniała tych samych błędów.
Cła nie są rozwiązaniem dla Europy
Zdaniem ekonomisty europejska debata o handlu z Chinami koncentruje się na niewłaściwym problemie. Zagrożeniem dla gospodarki nie jest sam wzrost chińskiego importu, lecz słabnąca pozycja europejskich eksporterów na światowych rynkach. Dane pokazują, że eksport poza Unię Europejską spada już czwarty kwartał z rzędu.
Choć cła mogą przynieść chwilową ulgę kilku sektorom, nie przywrócą Europie pozycji lidera technologicznego, dynamiki przemysłowej ani konkurencyjności eksportowej.
Daniel Gros, dyrektor Instytutu Polityki Europejskiej na Uniwersytecie Bocconi, w komentarzu dla Project Syndicate
Gros ostrzega, że podnoszenie barier handlowych byłoby kosztowne przede wszystkim dla samej Europy. Ponad 40 proc. importu z Chin stanowią półprodukty i komponenty wykorzystywane przez europejskie przedsiębiorstwa. Oznacza to, że cła nie obciążyłyby wyłącznie chińskich eksporterów, ale również firmy działające na terenie Unii.
Wyższe koszty importowanych komponentów szybko przełożyłyby się na wzrost kosztów produkcji w wielu branżach. Szczególnie dobrze widać by to było na przykładzie europejskiego sektora elektromobilności. Dodatkowe opłaty na chińskie akumulatory zwiększyłyby koszty produkcji samochodów elektrycznych, osłabiając pozycję europejskich producentów wobec zagranicznej konkurencji.
Jest to o tyle istotne, że sektor elektromobilności pozostaje jednym z obszarów, w których Europa nadal osiąga znaczącą nadwyżkę handlową. Polityka mająca chronić rynek mogłaby więc zaszkodzić branży, która należy do najmocniejszych stron unijnej gospodarki – podkreśla Gros.
Niemniej słabnąca pozycja europejskiej gospodarki jest faktem. Zdaniem eksperta rozwiązaniem nie powinien być protekcjonalizm, ale ekspansjonizm unijnej gospodarki.
Europa na wyboistej drodze ku konkurencyjności
W swoim komentarzu ekonomista formułuje pewne zalecenia, które są tak naprawdę powtórzeniem rekomendacji Draghiego. Większe inwestycje w innowacje, pogłębianie integracji jednolitego rynku oraz obniżanie kosztów energii, które od lat należą do głównych słabości europejskiego przemysłu.
Jednak od samego powtarzania tych haseł Europa nie zbliża się do osiągnięcia postawionych w słynnym raporcie celów, co doskonale widać na przykładzie chińskiego importu. Problemem nie jest bowiem sam napływ tańszych towarów z Azji, lecz malejąca zdolność europejskich firm do utrzymywania przewagi technologicznej i zdobywania nowych rynków.
Jeśli ten trend będzie się pogłębiał, kolejne bariery handlowe mogą jedynie kupić trochę czasu, nie rozwiązując źródła problemu. Na koniec zaś rachunek za nietrafioną politykę handlową zapłacą europejscy producenci i konsumenci.
Ignacy Zieliński, dziennikarz Biznes Enter
Zdjęcie główne: EqualStock / Unsplash