Partnerzy merytoryczni
Spotkanie przedstawicieli rządu w sali. Minister Finansów Andrzej Domański w centrum kadru

Afera z mandatami od skarbówki trwa i sprawia coraz więcej problemów. Sami urzędnicy mają już dość

Nabycie sprawdzające to instytucja, o której do niedawna wiedzieli wyłącznie urzędnicy oraz nieliczni przedsiębiorcy. Zrobiło się jednak o nich głośno po historii o mandacie za pizzę z krewetkami, która miała niewłaściwą stawkę podatku VAT. Prowadzący biznesy za jej sprawą podnoszą, że państwo jest opresyjne i utrudnia prowadzenie firmy w Polsce. Urzędnicy w rozmowie z Biznes Enter odbijają piłeczkę i wskazują, że nie chcieliby wyłącznie wlepiać kar, ale muszą to robić, by wyrobić narzucone na nich normy.

  • Teza. Nabycie sprawdzające w ostatnich dniach stało się głównym ostrzem krytyki i ataki urzędników skarbówki. Wszystko po historii mandatu za pizzę z krewetkami, która miała niewłaściwą stawkę podatku VAT. Urzędnicy jednak rozkładają ręce i podnoszą, że sami są poszkodowani w tej sytuacji, gdyż muszą wypełniać nałożone na nich wytyczne, które zmieniły się po 2025 r.
  • Dowód. Od 2025 r. zmieniły się zasady wewnętrzne w KAS dotyczące rozliczania kontroli przedsiębiorców dokonywanych przez urzędników terenie. Od teraz więcej z nich musi kończyć się mandatem (lub odmówieniem jego przyjęcia). I to widać w statystykach. W ciągu roku po wdrożeniu nowych zasad liczba wystawionych mandatów podskoczyła o kilka tys.
  • Efekt. Przedsiębiorcy podnoszą, że państwo staje się coraz bardziej opresyjne i utrudniające prowadzenie biznesu. Urzędnicy KAS są krytykowani w mediach tradycyjnych i społecznościowych. Przedstawicielka związków zawodowych w rozmowie z Biznes Enter ubolewa, że rujnuje się w ten sposób wizerunek skarbówki, na który wcześniej jej pracownicy pracowali latami.

Nabycie sprawdzające – zapewne to określenie niewiele wam mówi. W pewnym sensie dokonujący go pracownik skarbówki wciela się w rolę tajemniczego klienta – instytucję, którą zna wiele przedsiębiorstw.

Czym jest nabycie sprawdzające?

Różnica jest zasadnicza. Tajemniczy klient działa na zlecenie samej firmy i sprawdza, czy pracownicy odpowiednio go obsłużyli. Weźmy za przykład sklep franczyzowy. Odwiedzający go „audytor” skrupulatnie zweryfikuje, czy sprzedawca lub sprzedawczyni zaproponowali mu dołączenie do aplikacji lojalnościowej oraz zachęcili do nabycia produktów w promocji. Ewentualnie czy pamiętali, by podpowiedzieć, że mogą podgrzać jedzenie na miejscu albo czy zapytali, jaki sos dodać do hot-doga.

Skarbówki to nie interesuje. Jej urzędnicy wychodzą w teren, by sprawdzić, czy handlowy wydadzą paragon. Jeśli tak – kontrolerzy zwracają nabyty towar (o ile jest to możliwe) wraz z dowodem fiskalnym zakupu. Jeśli nie, to biada przedsiębiorcy, gdyż w najlepszym wariancie naraża się na pogadankę, a w najgorszym – na mandat.

Tym właśnie jest nabycie sprawdzające, które wprowadził rząd Zjednoczonej Prawicy w 2022 r. w ramach tzw. Polskiego Ładu. Pierwotnie było to jednak przede wszystkim edukacyjne narzędzie.

Nabycia sprawdzające miały przede wszystkim charakter edukacyjny i prewencyjny. Z jednej strony pomagały przedsiębiorcom lepiej stosować przepisy, a z drugiej ograniczały szarą strefę. Odkąd jednak w mierniku liczy się wyłącznie mandat, ich pierwotny sens został w dużej mierze wypaczony – mówi Biznes Enter Agata Jagodzińska, przewodnicząca Związkowej Alternatywy w Krajowej Administracji Skarbowej.

Nabycie sprawdzające zmienione przez nowe mierniki

O co chodzi? Nasza rozmówczyni na X alarmuje od jakiegoś czasu, że nabycie sprawdzające dziś stało się batem na przedsiębiorców, gdyż urzędnicy muszą wyrabiać normy dotyczące przyznawanych mandatów. Wszystko przez zmianę mierników nabyć sprawdzających.

– Nasza praca jest rozliczana na podstawie różnych mierników. W zasadzie większość zadań ma przypisane konkretne wskaźniki, podobnie jak w wielu firmach. Jednym z nich są właśnie nabycia sprawdzające. Kiedy ten miernik wprowadzano, liczyła się po prostu liczba przeprowadzonych nabyć. Dany urząd miał wykonać w kwartale określoną liczbę takich czynności – na przykład 20, 30 czy 40, w zależności od swojej wielkości. Chodziło o to, żeby pracownicy faktycznie wychodzili w teren, sprawdzali, czy przedsiębiorcy wydają paragony i czy są one wystawiane prawidłowo. Jeśli pojawiały się błędy, najpierw tłumaczyli, jak należy postępować zgodnie z przepisami – mówi Agata Jagodzińska w rozmowie z Biznes Enter.

Szefowa Związkowej Alternatywy podkreśla, że 1 stycznia 2025 r. zaszła zmiana w mierniku nabyć sprawdzających. Dziś liczy się to, ile tego typu kontroli zakończy się pozytywnie, czyli wystawieniem mandatu lub odmówieniem jego przyjęcia przez przedsiębiorcę. Do wytycznych KAS wprowadzających nowe zasady dotarł poseł Janusz Cieszyński z Prawa i Sprawiedliwości i udostępnił je w swoich mediach społecznościowych.

W pewnym uproszczeniu można więc powiedzieć, że obecnie urzędnicy wychodzą więc w teren nie by edukować, ale by wyłapać tych, którzy nie wydadzą paragonu i „wlepić” im karę. I to nie dlatego, że chcą to robić, ale dlatego, że muszą, by wyrobić narzuconą na nich normę.

Słyszałam też od pracowników KAS o sytuacjach, które pokazują, jak działa obecny system. Zdarza się, że dokonują nabyć za własne pieniądze, aby negatywne – dla urzędu – nabycia „nie psuły” statystyk i aby nie narażać siebie na zarzut niewykonania miernika.

Agata Jagodzińska, szefowa Związkowej Alternatywy w KAS w rozmowie z Biznes Enter

Relacje urzędników z całej Polski nasza rozmówczyni przedstawiła w poniższym wpisie.

Pizza za 2,5 tys. zł uruchomiła domino

A cała dyskusja wokół nabycia sprawdzającego rozgorzała po doniesieniach z Gdańska. Lokalna pizzeria Sabroso „zaproponowała” klientom najdroższy placek w kraju. „Z dumą wprowadzamy do menu najdroższą pizzę w historii naszego lokalu. Cena: jedyne 2500 zł za sztukę” – czytamy w ich poście na Facebooku. W ten sposób przekazali informację o karze, jaką nałożyły na niego urzędniczki fiskusa.

Kontrolerki przyszły „w cywilu” i zamówiły pizzę z krewetkami. Po zjedzeniu jej wyciągnęły legitymacje KAS i wystawiły mandat wysokości 2,5 tys. zł. Powód? Na rachunku stawka VAT na krewetki wynosiła nie 23 proc., ale 8 proc.

Podobno owoce morza to luksus, ale nie spodziewałem się, że nasza krewetka będzie miała cenę jak z ekskluzywnej restauracji w Monako. Mandat zapłacony, stawka VAT poprawiona. Zapraszamy na pizzę z krewetkami – teraz już w standardowej cenie, ale smakuje jak ta za 2,5 koła!

Pizzeria Sabroso z Gdańska

Historię podchwyciły media, które cytowały fragmenty rozmowy właściciela pizzerii z TVN24. Oburzenie „rozlało się” też po mediach społecznościowych, a salwy krytyki skierowane były przede wszystkim w kierunku urzędników skarbówki. Przykładem może być poniższy wpis Krzysztofa Stanowskiego, właściciela Kanału Zero.

W tym przypadku reakcja KAS na ataki na własną pracownicę nastąpiła już po kilkudziesięciu godzinach. Administracja w opublikowanym oświadczeniu sprzeciwiła się „wszelkim przejawom szykanowania, obrażania, pomawiania lub publicznego atakowania” swoich funkcjonariuszy i osób przez nią zatrudnianych. Zapowiedziała też złożenie zawiadomienia do prokuratury.

Musimy też przypomnieć, że w lipcu 2020 r. weszła w życie zmiana matrycy VAT – wprowadzona jeszcze w 2019 r., a więc za czasów Zjednoczonej Prawicy. I to ona może odpowiadać za zamieszanie. Ówczesny rząd wtedy np. obniżył stawkę podatku np. na owoce cytrusowe z 8 na 5 proc., ale jednocześnie podniósł ją na owoce morza. Zamiast dotychczasowych 5 proc. do ich ceny netto trzeba doliczyć 23 proc. daniny.

Co mówią statystyki?

O statystyki dotyczące nabyć sprawdzających Ministerstwo Finansów poprosił serwis Prawo.pl. Z udostępnionych danych wynika, że rocznie urzędnicy skarbówki dokonują ok. 50 tys. tego typu nabyć. Nieprawidłowości wykrywają w ok. jednej trzeciej przypadków.

To, co przede wszystkim rzuca się w oczy, to rosnąca liczba mandatów. W latach 2022-2024, czyli przy obowiązywaniu starych zasad dotyczących miernika nabyć sprawdzających, skarbówka wystawiła średnio nieco poniżej 13,5 tys. mandatów. Ale już w 2025 r., a więc po wejściu w życie nowych zasad, liczba mandatów podskoczyła do 20,2 tys. W pierwszych czterech miesiącach tego roku zaś ich liczba wyniosła 7 949.

Zbigniew Stawicki, wiceminister finansów i zastępca szefa KAS, w wywiadzie udzielonym Dziennikowi Gazecie Prawnej, odniósł się do podnoszonych wątpliwości. Podkreślił, że nabycia sprawdzające są opłacane z Funduszu Nabycia Sprawdzającego. A, jako że są pieniędzmi publicznymi, to muszą być wydawane efektywnie i z poszanowaniem prawa. Stąd zmiana mierników, która opiera się – jak wynika z jego relacji – na lepszym typowaniu nieprawidłowości u przedsiębiorców dzięki m.in. analizie ryzyka. Wszystko to jest potrzebne do walki z szarą strefą, która staje się coraz większym problemem w kraju nad Wisłą.

Sprawdzani są przedsiębiorcy, u których prawdopodobieństwo wystąpienia nieprawidłowości jest odpowiednio wysokie. Notabene, typując sprzedawców, którzy zostaną zweryfikowani w ramach nabycia sprawdzającego, często kierujemy się również sygnałami o nieuczciwej konkurencji, które otrzymujemy od innych przedsiębiorców. Aby ocenić, czy wskaźnik ryzyka jest prawidłowy, czy działamy odpowiednio i czy środki publiczne są wydatkowane w odpowiednim celu, potrzebne są wspomniane mierniki. Ich konstrukcja nie zależy jednak wyłącznie od nałożenia mandatu karnego. Tak naprawdę istotna jest liczba wykrytych – czy raczej potwierdzonych – nieprawidłowości. 

Zbigniew Stawicki, wiceminister finansów, w rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną

Nabycie sprawdzające po nowemu uderza w wizerunek KAS

Inne zdanie ma na ten temat szefowa Związkowej Alternatywy w KAS. – Po zmianie do miernika wliczają się wyłącznie mandaty albo odmowy ich przyjęcia. W praktyce oznacza to, że każdy urząd musi w danym kwartale wykazać określoną liczbę takich przypadków. To z kolei powoduje, że pracownicy odczuwają presję. Wychodząc w teren, mają świadomość, że powinni wrócić z nałożonym mandatem, bo od tego zależy realizacja wskaźnika ubolewa Agata Jagodzińska.

Dodaje, że przede wszystkim cierpi na tym wizerunek Krajowej Administracji Skarbowej, który był budowany przez lata. Spada również zaufanie do naszej instytucji, a szerzej do państwa. Historie takie jak głośna sprawa pizzy z krewetkami sprawiają, że przedsiębiorcy coraz częściej postrzegają nabycia sprawdzające jako działania represyjne. Tymczasem naszym celem nie jest karanie dla samego karania. Chodzi o wspieranie uczciwej konkurencji i przestrzegania przepisów podkreśla w rozmowie z Biznes Enter.

Od trzech lat mówię głośno, że zamiast koncentrować siły na największych oszustwach skarbowych, wyłudzeniach i prawdziwych patologiach, coraz częściej uderza się w najmniejszych przedsiębiorców. W ludzi, którzy są najłatwiejsi do skontrolowania – stwierdziła Agata Jagodzińska we wpisie na X.

Zapytaliśmy Ministerstwo Finansów o to, dlaczego pracownicy skarbówki muszą wypełniać takie normy. Na odpowiedź czekamy.

KAS wydaje oświadczenie

– Mam też duży żal do kierownictwa KAS za sposób, w jaki od początku komunikowano tę sprawę. W mojej ocenie zabrakło jasnego stanowiska i rzetelnego wyjaśnienia okoliczności poszczególnych działań. Często opinia publiczna nie zna pełnego kontekstu – zauważa nasza rozmówczyni ze Związkowej Alternatywy. – Uważam również, że kierownictwo KAS powinno w takich sytuacjach wyraźniej wspierać i bronić swoich pracowników – kończy.

Jednak Krajowa Administracja Skarbowa zdążyła się już ustosunkować do całej sprawy. W oświadczeniu umieszczonym na stronie resortu finansów przypomina m.in. że nabycie sprawdzające zostało wprowadzone od 2022 r., jak i to, iż mogą go dokonywać jedynie pracownicy i funkcjonariusze urzędów celno-skarbowych. Najważniejszy fragment zaczyna się nieco dalej.

„Działanie w postaci nabycia sprawdzającego bezpośrednio wiąże się z angażowaniem środków finansowych przeznaczonych na zakup towaru lub usługi. Oczywistym i koniecznym z punktu widzenia racjonalnego gospodarowania środkami budżetowymi jest określanie oczekiwanych parametrów i efektów, jakie to zaangażowanie ma przynieść, oraz mierzenie skutków zaangażowania środków przeznaczanych na nabycie sprawdzające” – czytamy.

Celem nakładanych mierników jest wyłącznie monitorowanie prawidłowości wykorzystania narzędzi kontrolnych oraz zapewnienie, że są one stosowane zgodnie z ich ustawowym przeznaczeniem, w obszarach występowania podwyższonego ryzyka nieprawidłowości podatkowych.

Krajowa Administracja Skarbowa w swoim oświadczeniu

KAS jednocześnie zapewnia, że jej pracownicy nie stosują zasad opierających na dowolności, arbitralności lub samowoli. Mandaty karne są nakładane wyłącznie w tych przypadkach, gdy dochodzi do naruszenia prawa. O istocie sporu – czyli o powodach polityki polegającej na nakładaniu coraz większej liczby mandatów, by wyrobić normy zawarte w miernikach – nie ma słowa w tym oświadczeniu.

Na koniec oddajmy jeszcze raz głos Zbigniewowi Stawickiemu z wywiadu dla DGP, który odniósł się do uwag, że pracownicy KAS nie mają innego wyboru, niż nakładać mandaty na przedsiębiorców, by wykonać mierniki. – Tworzy się wizerunek bezwolnych ludzi, działających bez podstawy prawnej lub wykonujących bezprawne polecenia przełożonych. Jest to zwyczajnie nieprawdziwe. Czuję się w obowiązku bronić dobrego imienia funkcjonariuszy i pracowników KAS. Oni sami, ze względu na tajemnicę skarbową, nie mogą tego zrobić. Są to profesjonaliści i podstawowym drogowskazem dla ich działań są przepisy prawa. Wszystkie inne rzeczy, tj. mierniki czy wskaźniki, są wtórne – podkreślił wiceszef KAS i MF.

Krystian Rosiński, dziennikarz i wydawca Biznes Enter

Zdjęcie główne: KPRM / Flickr

Motyw