Partnerzy merytoryczni
Balon w nocy przy drzewach.

Podatkowy cios Europy. Politycy zafundowali mafii złoty wiek kontrabandy

Balony z kontrabandą latające nad unijnymi granicami i tajne fabryki podróbek ukryte w lasach to dziś europejska codzienność. Drastyczne podwyżki akcyzy, zamiast zniechęcać do palenia, wygenerowały potężną szarą strefę, która co roku pozbawia państwowe kasy miliardów euro. Polska, do niedawna prymus w walce z nielegalnym rynkiem, po skokowym wzroście podatków w 2025 r. błyskawicznie traci kontrolę nad sytuacją, a udział mafijnego tytoniu zbliża się u nas do 10 proc. Eksperci alarmują, że rządy – w imię walki o zdrowie – popełniają fatalny błąd, oddając zdesperowanych palaczy w ręce przestępców ze Wschodu.

  • Teza. Skokowe i drastyczne podwyżki podatków akcyzowych na wyroby tytoniowe nie ograniczają nałogu w społeczeństwie, lecz pełnią funkcję gigantycznego bodźca finansowego napędzającego rozwój zorganizowanych grup przestępczych.
  • Dowód. Raport KPMG za 2025 r. jednoznacznie udowadnia tę prawidłowość na przykładzie państw takich jak Francja (gdzie szara strefa sięgnęła 41,4 proc.), pokazując, że w skali całej Europy nielegalny rynek tytoniowy kosztuje państwowe kasy ponad 22 mld euro rocznie i „zalewa” kontynent podróbkami, na których zarabiają mafie ze Wschodu.
  • Efekt. Wskutek polityki fiskalnej w 2025 r., Polska błyskawicznie utraciła status unijnego prymusa, doświadczając załamania legalnej sprzedaży, wielomiliardowych strat w budżecie państwa oraz niebezpiecznego rozrostu szarej strefy, która zbliża się już do poziomu 10 proc.

Czwartek. 12 lutego 2026 r. Litwińska straż graniczna wsiada do SUV-ów. Doskonale wiedzą, co ich czeka. Jadą do rejonu orańskiego. To najbardziej zalesiony region w kraju. Ponad dwie trzecie powierzchni porastają gęste bory sosnowe pełne bagien i wydm śródlądowych.

W zaroślach pogranicznicy znajdują obiekt, który jeszcze dekadę temu wywołałby uśmiech politowania, a dziś jest symbolem bezradności europejskiego systemu celnego. To balon meteorologiczny. Do jego czaszy podwieszono starannie zafoliowany pakunek, a w nim 1520 paczek białoruskich papierosów. Obok, wodoszczelną taśmą, przytwierdzony jest nadajnik GPS.

Papierosowe eldorado zalewa Europę

To nie był jednorazowy incydent. Tylko w ciągu pierwszych sześciu tygodni 2026 r. litewskie niebo przecięło 45 takich bezzałogowych, przemytniczych statków powietrznych, zrzucając towar o wartości ponad 540 tysięcy euro. Dlaczego nad głowami Litwinów, gdy zawieje wiatr z południa na północ latają takie balony? Odpowiedź jest prosta. Wystarczy spojrzeć na liczby.

Koszt wyprodukowania jednej paczki w państwowej fabryce w białoruskim Grodnie, nad którą osobistą pieczę sprawuje najstarszy syn dyktatora Alaksandra Łukaszenki – Wiktor, to około 20 centów. Jej cena na ulicach Paryża czy Londynu jest kilkadziesiąt razy wyższa. Udany przerzut jednego, pełnowymiarowego kontenera to dla zorganizowanej grupy przestępczej zysk rzędu 2,3 miliona dol. Przy takiej asymetrii kosztów i zysków, kartelom tytoniowym opłaca się kupować nie tylko balony, ale i drony wojskowej klasy, sprzęt noktowizyjny, a nawet przekupywać całe zmiany celników.

Słowem, witamy w złotym wieku globalnej kontrabandy – zjawiska, które przestało być problemem bazarowych „mrówek”, a stało się zglobalizowaną, korporacyjną machiną generującą rocznie nawet 16,7 mld zł strat dla europejskiego budżetu. Według najnowszego raportu KPMG na ten temat w samej Unii Europejskiej szara strefa wyrobów tytoniowych w 2025 r. szacowana jest na 41,8 miliarda sztuk wypalanych nielegalnie papierosów rocznie, co jest najgorszym wynikiem od 2014 r.

Nielegalne miliardy papierosów przekładają się na 10,3 proc. całkowitego spożycia w UE. To nie jest już więc żadna nisza, a poważny problem, który rośnie z roku na rok w zastraszającym tempie.

Złota era „Fake in EU” i miliardy w błoto

Ale to dopiero początek. Patrząc jeszcze szerzej – czyli na 38 badanych krajów kontynentu – nielegalna konsumpcja dobiła do 55,3 mld sztuk (11,1 proc. rynku), co pozbawiło państwowe kasy aż 22,4 miliarda euro. Jak zauważają eksperci, z którymi Biznes Enter rozmawia w Brukseli na prezentacji raportu firmy, strata samej Unii (16,7 mld euro) to ubytek szokujący – dla porównania całkowita wartość programu SAFE dla Polski to 43,7 mld euro, a unijny budżet na 2026 r. zaplanowano na 192,8 mld euro.

Zmienił się jednak nie tylko wolumen, ale przede wszystkim sposób działania przestępców. Klasyczny przemyt ze Wschodu jest sukcesywnie wypierany przez produkcję wewnętrzną. Dziś królują podróbki znanych marek – „fake in EU” zastąpiło „made in EU”. Łańcuchy dostaw stały się krótsze, znacznie trudniejsze do wyśledzenia przez służby, a nielegalna działalność przysunęła się bezpośrednio do zamożnych rynków Europy Zachodniej. W 2025 r. fałszywe papierosy objęły aż 44 proc. nielegalnego rynku w UE, docierając do poziomu 18,3 miliarda sztuk. Oznacza to, że wolumen podróbek eksplodował o ponad 20 proc. rok do roku.

Z punktu widzenia zdrowia publicznego jest to katastrofa. Wszyscy wiemy, że palenie papierosów jest kancerogenne i przyczynia się do wielu przedwczesnych śmierci. Jednak legalny rynek chociaż dba o jakiekolwiek normy produkcyjne. Z kolei fake in EU to produkcja prowadzona w potajemnych, ukrytych manufakturach bez żadnej kontroli jakości, serwująca konsumentom mieszankę najgorszej jakości odpadów tytoniowych i związków chemicznych.

Pytanie, które nas powinno najbardziej interesować brzmi: jak na tak malowanym obrazku wypada Polska?

Dobrze już było. Polska popełnia błędy Francji i Brukseli

Aby zrozumieć mechanizm, jaki rządzi światem przemytniczym, musimy spojrzeć na Polskę – kraj, który do niedawna był podawany na brukselskich salonach za wzór do naśladowania, a dziś stał się podręcznikowym przykładem tego, jak jednym podpisem zniszczyć rynkową równowagę.

Jeszcze niedawno poziom nielegalnej konsumpcji w Polsce wykazywał tendencję spadkową, osiągając w 2023 r. rekordowo niski wynik na poziomie 3,6 proc. Byliśmy niekwestionowanym prymusem. Jednak ten trend gwałtownie się odwrócił. W 2024 r. szara strefa urosła do 4,3 proc., by w 2025 r. przeskoczyć granicę 5,3 proc. (wzrost o 0,33 mld sztuk do niemal 1 mld samych podróbek). To wywindowało nas na szóste miejsce w zestawieniu unijnych państw o najszybciej rosnącym wolumenie nielegalnego tytoniu.

Jednak średnioroczny odczyt na poziomie 5,3 proc. to jedynie iluzja spokoju. Jak wynika z badania EPS (Empty Pack Survey) przeprowadzonego pod koniec 2025 r. przez Instytut Almares, w czwartym kwartale szara strefa w Polsce wystrzeliła już do 7,5 proc. całego rynku. Z informacji Biznes Enter wynika nieoficjalnie, że na koniec pierwszego kwartału tego roku może to być już blisko 10 proc.

Zbliżamy się do dwucyfrowego progu, a nasz kraj utrzymuje dodatkowo status europejskiej „fabryki” dla przemytników – w samym tylko 2025 r. zlikwidowano u nas aż 42 nielegalne zakłady produkcji papierosów, co jest unijnym rekordem. Wzrost wolumenu podróbek o 0,3 mld sztuk plasuje nas w absolutnej czołówce na kontynencie, tuż za gigantyczną podażą generowaną we Francji i na równi z Hiszpanią. Z tytułu samego polskiego podziemia budżet traci rocznie około 1,9 mld zł (441 mln euro).

Co doprowadziło do tego zapaści? Odpowiedź brzmi – błędy po stronie fiskalnej. Kluczowym zapalnikiem okazały się przeforsowane w 2024 r. przez wiceministra finansów Jarosława Nenemana skokowe podwyżki akcyzy „wchodzące w życie” w 2025 r. Polscy palacze zderzyli się ze ścianą: podatki na papierosy podniesiono o 25 proc., na tytoń do palenia – o 38 proc., wyroby nowatorskie (podgrzewane) uderzono 50-procentową stawką, a płyny do e-papierosów – aż 75-procentową.

Skutki ekonomiczne zmaterializowały się błyskawicznie. W 2025 r. legalny rynek doznał całkowitego załamania – skurczył się o 13 proc. do poziomu 43,45 mld sztuk. Wyniki branżowe pokazały dwucyfrowe tąpnięcia – sprzedaż legalnych papierosów spadła o 12,94 proc., tytoniu do palenia – o 14,62 proc., a tytoniu do podgrzewania – o 6,7 proc. I nie jest to niestety zamierzony efekt prozdrowotny – Polacy nie przestali palić papierosów. Konsumpcja tych używek w naszym kraju jest na stabilnym poziomie. 

Zamiast tego Ministerstwo Finansów brutalnie zderzyło się z krzywą Laffera – zamiast przewidywanych 37,1 mld zł wpływu z akcyzy tytoniowej, państwo zainkasowało ledwie 33,61 mld zł. W kasie zabrakło ponad 3,5 mld zł, które najzwyczajniej w świecie odpłynęły w stronę rosnącej, bezpodatkowej szarej strefy zasilanej przez białoruskich i rosyjskich przemytników.

Podatki podniesiono za szybko i ze zbyt dużą intensywnością. Popełniamy ten sam błąd co Francuzi, którzy mają gigantyczne problemy z nielegalnymi papierosami. Podatki akcyzowe niech rosną, ale muszą być przewidywalne i stabilne, tak żeby polscy konsumenci nie musieli dokonywać dramatycznych wyborów i zwracać się w stronę zorganizowanych grup przestępczych, które bardzo szybko wypełniają lukę w rynku – mówi nam przedstawiciel jednej z firm tytoniowych działających na terenie Polski.

Francuski i belgijski paradoks, czyli jak państwo dotuje mafie

Polska sytuacja to jednak zaledwie przedsmak fiskalnego horroru, jaki zgotowały sobie rządy Europy Zachodniej. Przez ostatnie lata politycy w imię restrykcyjnej ochrony zdrowia decydowali się na permanentne dokręcanie podatkowej śruby, sprawiając, że różnica między ceną legalną a ceną u przemytnika gwarantuje gigantyczną marżę dla przestępców.

Niekwestionowanym liderem europejskiej porażki pozostaje Francja. Szara strefa zagarnęła tam aż 41,4 proc. rynku. Ponad cztery na 10 wypalanych papierosów (20,5 mld sztuk) pochodzi od przestępców. Co gorsza, z tych 20,5 mld sztuk blisko połowa (10 mld) to najgorszej jakości podróbki z nielegalnych fabryk. Podrobione papierosy stanowią nad Sekwaną już ok. 19 proc. całkowitej krajowej konsumpcji, a Francja w samym 2025 r. zaliczyła największy w Europie przyrost wolumenu fake’ów o 1,9 mld sztuk. Raport KPMG wprost podsumowuje, że ten obłęd to bezpośredni efekt gigantycznego wzrostu akcyzy na wyroby tytoniowe.

Na drugim miejscu znajduje się Irlandia. Co trzeci papieros wypalany na „Zielonej Wyspie” (35 proc.) jest nielegalny. Jest to rynek, gdzie wyroby tytoniowe są najdroższe na całym kontynencie.

Jeszcze gorzej prezentuje się dynamika upadku w Belgii i Holandii – te państwa stały się nowymi, centralnymi węzłami logistycznymi mafii tytoniowej. Belgia awansowała na 4. pozycję w UE z wynikiem 25 proc. rynku w rękach przemytników. To jeden z najwyższych skoków w historii całego badania (wzrost o 9,54 pp. r/r), za który eksperci bezpośrednio winią prohibicyjną i skrajnie restrykcyjną politykę rządu. Z kolei w Holandii (22 proc. udziału) odnotowano wzrost o 4,2 punktu procentowego, przez co tamtejszy rynek pod kątem powszechności kontrabandy cofnął się do dramatycznych statystyk z 2006 r.

Unia sama podcina gałąź, na której siedzi

Wszystkie te państwa, wprowadzając drakońskie obciążenia, nie zmusiły obywateli do rzucenia nałogu. Zmusiły ich jedynie do zmiany dostawcy z kiosku na rogu na handlarza z Telegrama.

Wydawałoby się, że wyrwa w europejskim budżecie na niemal 17 mld euro, upadające legalne rynki i twarde dane z takich państw jak Francja czy Polska skłonią europejskich decydentów do refleksji. Nic bardziej mylnego. Na unijnych korytarzach trwają właśnie prace nad rewizją dyrektywy tytoniowej TED (Tobacco Excise Directive).

Zaproponowane przez Komisję Europejską w lipcu 2025 r. przepisy mają „wyrównać” ceny w Unii poprzez radykalne podniesienie progu minimalnego podatku akcyzowego z obecnych 1,80 euro do 4,30 euro za paczkę. O ile prezydencja cypryjska w Unii hamowała te zapędy, o tyle od drugiej połowy 2026 r. stery, z naciskiem na szybkie podwyżki, ma przejąć Dublin – stolica Irlandii, kraju o najwyższych podatkach w Europie.

Nadchodzi europejskie fiskalne seppuku

Jak wskazują analitycy z Tax Foundation Europe, to gotowy przepis na katastrofę. Proponowane minimum akcyzowe spełnia dzisiaj tylko siedem najbogatszych państw tzw. Starej Unii (m.in. Francja, Belgia, Holandia czy Niemcy). Oznacza to, że unijni biurokraci, którzy sami mają u siebie najwyższą szarą strefę, narzucają swoje, niedziałające stawki pozostałym 20 krajom członkowskim, w których ceny będą musiały drastycznie urosnąć.

Szok cenowy uderzy z pełną siłą w państwa „Nowej Unii” rozszerzonej w 2004 r. i później. Wymienia się tu wprost Polskę, Bułgarię, Rumunię czy Chorwację. To ogromne obciążenie, zważywszy, że w aż 13 państwach Wspólnoty udział samej akcyzy w cenie paczki w 2024 r. nie przekraczał 3 euro.

Wojna z paleniem zamieniła się w wojnę z własnymi obywatelami i budżetami narodowymi. Skokowe podwyżki zaserwowane polskiemu rynkowi w 2025 r. zrujnowały legalną sprzedaż i napompowały kieszenie zorganizowanej przestępczości. Jeżeli Unia Europejska popchnie twardo wariant dyrektywy TED, polskie 10 proc. udziału szarej strefy roku będziemy wkrótce wspominać z utęsknieniem.

Politycy w Paryżu, Brukseli czy Warszawie wierzą, że podatkami da się regulować rzeczywistość. W wielu przypadkach tak jest, ale kolejne problemy, pokazują, że nikt nie jest nieomylny. Jak dowodzi rynkowa statystyka z 38 europejskich państw – za ich ekonomiczne złudzenia rachunek wystawia dziś świetnie zorganizowana mafia, tucząca się na portfelach zdesperowanych palaczy. Wnioski są oczywiste – to już nie jest prewencja zdrowotna, to finansowe seppuku, którego ofiarami będą palacze oraz nasz budżet państwa.

Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter

Zdjęcie główne: Materiały prasowe / Lithuanian Border Guard Service

Motyw